niedziela, 27 marca 2011

Chińszczyzna na słodko – kwaśno wg Margarytki.


Zielonookiego nie ma, a ja wymyślam... Wyciągnęłam z lodówki filet z indyka i się nad nim zadumałam. Nie bardzo wiedziałam co z nim zrobić, bo nic specjalnie za mną ostatnio nie chodziło. W zamrażarce mam jeszcze sporo mrożonych warzyw... podumałam i wymyśliłam chińszczyznę po mojemu. Co prawda o chińskiej kuchni wielkiego pojęcia to ja nie mam, więc na wszelki wypadek wszystkich znawców przepraszam :-)
To jedno z tych dań, których nie umiem ugotować mało... więc wyszły mi jakieś 4 porcje. Ale nie mam zamiaru tego jeść przez tydzień, więc zostawiłam sobie porcję na jutro, a resztę włożyłam do pudełka i zamroziłam... będzie jak znalazł, gdy nie będę miała czasu na gotowanie.
Po raz kolejny wykorzystałam moją "dziurawą" patelnię Dry Cooker. Do zalet, które już znałam dziś dodaję jeszcze jedną – wszystkie składniki pozostają jędrne i się nie rozłażą, co czasem zdarzało mi się podczas gotowania w zwykłym rondlu.
I z pewnością kolejne garnki ceramiczne Delimano będą się pojawiać w mojej kuchni, bo kilka tygodni używania "dziurawej" patelni pokazało mi, że są świetne, choć cały zestaw kosztuje sporo.


Składniki na 4 porcje

400 g mięsa z indyka (ja miałam filet)
2 kolorowe duże papryki (dałam mrożoną – ok 2 szklanek pokrojonej)
½ szklanki pokrojonej marchewki
½ szklanki mrożonego zielonego groszku
1 szklanka mrożonej mieszanki chińskiej
½ świeżego ananasa (może być z puszki, choć świeży jest o niebo smaczniejszy)
2-3 grzyby mun
2 łyżki pikantnego sosu słodko – kwaśnego (dałam tao-tao, bo taki mam w lodówce)
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżka mąki kukurydzianej*
sól, pieprz, chili
1 łyżeczka oleju

Mięso pokroić w kostkę, dodać sos sojowy, pieprz, chili. Wymieszać, przykryć folią spożywczą i odstawić na pół godziny do lodówki. Grzyby mun namoczyć w ciepłej wodzie (nie we wrzątku). W tym czasie przygotować warzywa. Marchewkę, paprykę, ananasa obrać i pokroić - marchewkę w mniejszą kostkę, paprykę i ananasa w większe kawałki. Grzyby odcedzić i pokroić na mniejsze kawałki.
W rondlu rozgrzać 1 łyżeczkę oleju, wrzucić zamarynowane mięso i podsmażyć. Dodać marchewkę i groszek, podlać niewielką ilością wody i dusić 3 – 4 minuty. Następnie dodać mieszankę chińską, pokrojone grzyby i paprykę. Wsypać odrobinę soli, pieprzu, chili i dusić około 10 minut. Wrzucić pokrojonego ananasa, dodać 2 łyżki sosu słodko – kwaśnego, 1 łyżeczkę soku z cytryny i 1 łyżeczkę cukru. Jeśli trzeba to podlać jeszcze wodą i dusić kolejne 10 minut.  
Mąkę roztrzepać w niewielkiej ilości zimnej wody i wlać do rondla. Zagotować, spróbować i ewentualnie doprawić pieprzem.
Podawać z ryżem ugotowanym na sypko.


* Lekka całkiem niedawno mnie oświeciła, że mąka kukurydziana zagęszcza dużo mocniej niż zwykła, więc używa się jej znacznie mniej. Wypróbowałam i tego się będę od tej pory trzymać.

I oczywiście cały czas zapraszam do wiosennego KONKURSU 

28 komentarzy:

  1. O mamuniu, jak to super wygląda, tak słonecznie i jak Cię znam to jest przepyszne. Koniecznie spróbuję. Dziś zajadaliśmy się eskalopkami z Twojego przepisu, są przepyszne i tak proste do zrobienia.
    Uwielbiam te Twoje przepisy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Margarytko,danie wygląda bajecznie.Dobrze,że jestem po obiedzie bo pewnie podjęłabym się radości tworzenia zwłaszcza,że za oknem cudnie a na talerzu jeszcze piękniej:-)Ale na pocieszenie ,mam babkę z białek w piecu.Rośnie ładnie więc moje obawy,że białka mogły podejść wodą-tak jakoś mi się ubrdało-na szczęście,spełzają na niczym:-).Pozdrawiam Słonecznie!Efka

    OdpowiedzUsuń
  3. Dorotko, to się nazywa zaufanie ;-) To danie faktycznie jest kolorowe i wprawia w dobry nastrój.
    A eskalopki to faktycznie super pomysł na niedzielny obiad - szybkie i proste, a jednocześnie odświętne :-)

    Efka, zawsze możesz poszaleć jutro :-) Świeży ananas sprawia, że danie przechodzi słodyczą i jest bardziej słoneczne.
    O, babka z białek, też ją muszę znowu upiec, bo białek w zamrażarce mam całkiem sporo... mam nadzieje, że pięknie Ci się upiekła. I ja pozdrawiam ciepło - oby wiosna już się rozgościła na dobre.

    OdpowiedzUsuń
  4. Margarytko, ja dziś też majstrowałam na sposób orientalny, trochę chiński, trochę indyjski. Także nie znam się na kuchni orientalnej, ale ważne, że po naszych przeróbkach smakuje :) bo jak się czasem zamawia jedzenie z restauracji, gdzie kucharzem jest Azjata, to nie zawsze można powiedzieć, że dobre było...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz, a mnie mama nauczyła zagęszczać skrobią kukurydzianą - też naprawdę fajnie się zagęszcza :) Nonen omen mieliśmy dziś na obiad gulasz z indyka z warzywkami :D Mam teraz fazę indyczą, kurczak i wieprzek mi się przejadł :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejny -> :*)
    Już Ty wiesz, za co.:)

    Wygląda fantastycznie! I z całą pewnością bardzo jest zdrowy ten Twój chiński talerz. Nieźle się zgrałyśmy, bo u mnie wczoraj był kurczak po chińsku, ale inny i dopiero pojutrze go zamieszczę.:)
    A słodko-kwaśną chińszczyznę uwielbiam.:)
    Wielkie mniam.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Beti, nie mam wyjścia, muszę Ci przyznać rację ;-)) Ja w chińskich restauracjach jadam bardzo rzadko - ostatnio rok temu w Karpaczu i akurat tam było pysznie... ale zdarzało się wcześniej, że nie bardzo mi smakowały dania przygotowane przez rodowitych Azjatów. Myślę, że oni używają swoich przypraw, które niekoniecznie nam odpowiadają... I ja o kuchni chińskiej pojęcie mam mgliste, ale robię tak, aby nam smakowało :-)

    Xymeno, a możesz mi powiedzieć czym ona się różni od mąki kukurydzianej? Przyznam się, że nie spotkałam się jeszcze w sklepie z produktem nazywającym się "skrobia kukurydziana".
    Faza indycza powiadasz? Bardzo mi się to podoba :-))

    Lekka, wygląda na to, że w ten weekend chińszczyzna w polskich domach była górą :-)) Czekam więc na Twój przepis... może dowiem się czego nie umiem ;-)) I ja na słodko-kwaśno lubię, chyba najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  8. hm, cóż, z tego, co się tak pobieżnie orientuję, mąka jest produkowana poprzez mielenie całych ziaren kukurydzy, dlatego też jest żółta. Skrobia jest produktem pobocznym (jak skrobia ziemniaczana), ma biały kolor, jest wykorzystywana właśnie do zagęszczania zup i sosów. Skrobię kukurydzianą (mazeinę) można dostać w sklepach ze zdrową żywnością albo [hokus pokus] na allegro :) ja właśnie tam zamawiam, jeśli nie mogę znaleźć w sklepie. Torebka skrobii wystarcza na długo, do zagęszczenia sosu używam raptem łyżkę - rozpuszczam w niewielkiej ilości zimnej wody, wtedy nie ma grudek i chlup do sosiku. Fajny, gęsty wychodzi, a bez mąki, zasmażek itp. :) Polecam :D

    PS dziś też skrobię wykorzystam, bo będą na obiadek pulpety z mielonego mięsa indyczego w sosie koperkowo - ziołowym. Tutaj skrobii potrzeba naprawdę niewiele, bo bardzo szybko zagęszcza się z tym koperkiem, nie wiem, czemu tak jest. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Znowu pyszości u Ciebie :) muszę spróbować chińszczyznę w tej wersji. Jestem po kolacji a mimo tego na widok potrawy ślinka mi cieknie ;)
    Margarytko, ogólne pytanie z mojej strony: kiedy Ty masz czas na to pichcenie i eksperymentowanie w kuchni chodząc do pracy? :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Margarytko nie ma to jak mieć dobrego pomysła, na zrobienie super potrawki. Nie powiem, ale narobiłaś mi apetytu, aż ślinka mi pociekła,

    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Margarystko, byłam dziś na zakupach w dużym Auchan - mieli skrobię w dziale z artykułami zdrowej żywności i dietetycznymi. Była w dwóch rozmiarach opakowań. A zatem - jest :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Xsymeno, dziękuję Ci za wyczerpujące "zeznania". Faktycznie mąka kukurydziana jest żółta, a skrobi nie widziałam na oczy, ale zobaczę, wszak człowiek uczy się całe życie.
    Poszukam jeszcze tej skrobi, skoro mówisz, że na dziale ze zdrową żywnością. Choć ostatnio w Piotrze i Pawle nie znalazłam skrobi na "zdrowym" dziale.

    Nikko, ja bardzo lubię chińszczyznę w tej wersji, więc polecam szczerze ;-))
    A jak znajduję czas na gotowanie i pieczenie? hahaha... jestem dobrze zorganizowana :-) A tak serio, to piekę głównie w weekendy, a gotuję przeważnie co drugi dzień - od razu na dwa dni. Mam nienormowany czas pracy, dużo pracuję w domu, więc dobra organizacja czasu bardzo mi pomaga w życiu :-))

    JaGo, grunt to pomysł... reszta jakoś się zrobi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cześć Margarytko, chć żadnko komentuje Twoje potrawy to i tak jestem Twoją wielką fanką i na bieżąco robięwszystko co wrzucisz na bloga ;) Mam pytanie co do garnków firmy DELIMANO właśnie przygotowuje się do przeprowadzki z rodzinnego gniazda na swoje i zastanawiałam się nad kupnem garnków z tej firmy spodobał mi się ten zestaw za 699zł na ich stronie 7 garków w tym patelnie i naczynie do zapiekania, myślisz że warty jest tej ceny??? Powoli zaczynam robić listę niezbędnych rzeczy w kuchni... Jest to niezwykle ciężka robota ;(... Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  14. Myszo, dziękuję za miłe słowa :-)
    A jeśli chodzi o garnki to myślę, że są warte swojej ceny. Jak już się pozbieram z kredytem samochodowym to pewnie też sobie zafunduję te garnki. Gdyby tak pojedynczo kupić wszystkie elementy to kosztowałoby dużo więcej. Mam zestaw srebrnych garów i jakoś nie chcą się zniszczyć, więc sądzę, że te ceramiczne będę jeszcze trwalsze. Po patelni Dry Cooker widzę, że to świetny produkt. I żeby nie było - nikt mi nie płaci za reklamę, a patelnię wygrałam ;-))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Margarytko ,dzieki Twojej reklamie patelni i zakupieniu jej,wiem,że kasa nie poszła na marne,zamierzam sukcesywnie zamawiać nastepne naczynia z tej firmy (może nie wszystkie),ale patelnie grilowa z pewnościa tak.Przygotowuje wiele potraw na trj patelni,jak dla mnie to ten "komin" powinien byc troszkę wyzszy.Moc pozdrowień dla Ciebie i Twojej połóweczki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Alutka, masz rację, gdyby komin był ciut wyższy łatwiej by się gotowało, ale jakoś daję radę ;-) I ja mam zamiar pomału zaopatrzyć się w jeszcze inne garnki, bo wydają się być stworzone dla mnie :-)
    Dziękuję za pozdrowionka i odwzajemniam serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  17. Margarytko, super, że dostałaś skrobię, myślę, że naprawdę przyda CI się w kuchni :)

    A ja chciałam pokazać Ci moje indycze pulpeciki w najprostszej na świecie wersji z cebulką i przyprawami - żadnej bułki, ani nic w tym stylu. Plus oczywiście sosik koperkowo-ziołowy. Prościzna w 15-20 minut :) Żałowałam, że zrobiłam tak mało, bo poszły wszystkie od razu ;)

    http://img193.imageshack.us/img193/235/pulpety.jpg

    OdpowiedzUsuń
  18. Xsymeno i ja myślę, że mi się przyda. A Twoje pulpeciki wyglądają super. Takie bez dodatku bułki czy kaszy gotuję w parowarze - są wtedy cudownie miękkie. A sos koperkowy uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Następny rewelacyjny przepis, mąż był pod wielkim wrażeniem, niedzielny obiad był wyśmienity. Specjalnie do tego przepisu kupiłam patelnię z kominem na allegro, wszystkie produkty również miałam tylko zastąpiłam mięso indycze udkami z kurczaka (pokroiłam na małe kawałki). Proszę napisać w którym momencie dodać grzybki mun mun, nie widzę w przepisie, ja dałam zaraz po marchewce nie wiem czy za szybko czy za późno, nigdy wcześniej nie jadłam tych grzybków.
    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beata, już uzupełniłam, faktycznie umknęło mi :-) Grzyby daję razem z mieszanka chińską i papryką. Ale jak dałaś je po marchewce to też nie problem :-)
      Cieszę się, że danie smakowało :-)

      Usuń
  20. Margarytko, to danie musi być pyszne :)) aż mi ślinka cieknie ;) Proponuję sos słodko-kwaśny własnej roboty, jest o wiele tańszy i o niebo smaczniejszy (wg mnie). Można zrobić więcej do słoików jak ktoś chce.
    Podam tu mój często modyfikowany przepis, bo ja nigdy nie gotuję "z kartki" tylko coś sobie na bieżąco wymyślam i po prostu próbuję odtworzyć z pamięci. Wychodzi zabawnie, zwłaszcza, że wszystkiego dodaję "na oko". Dużo improwizuję, ale mam przez to dużo zabawy :)

    Mój sos słodko-kwaśny jest na bazie soku z ananasa (z puszki), 3 łyżek octu balsamicznego, łyżki sosu sojowego i pół słoiczka przecieru pomidorowego (ew. pomidorów z puszki).
    Reszta to oczywiście warzywa (tak naprawdę jest tu duża dowolność, mój wybór to zwykle: 2 papryki, cebula, marchewka), ananas i pierś z kurczaka (schab też może być, ale wolę kurczaka). Chińszczyznę zagęszczam skrobią ziemniaczaną (ale zwykłą mąką też da radę).

    Zawsze się śmieję, że to "polska chińszczyzna", ale mi z mężem smakuje i o to chodzi :)

    W tym jest urok gotowania, że można to samo danie ciągle troszkę zmieniać, albo wymyślać nowe na bazie starego przepisu. Uwielbiam to :) Jedno co mnie wkurza, to ilość czasu tracona na obieranie i krojenie. Bo najbardziej lubię przyprawiać :)

    Pozdrawiam ciepło!
    Agnes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepis na sos słodko kwaśny wypróbuję, ale dopiero gdy skończy mi się ten gotowy - prawdę powiedziawszy używam go niewiele i gdy kupię małą buteleczkę raz na jakiś czas to bardzo tego finansowo nie odczuję. Pewnie, gdybym robiła takie danie często to miałoby to znacznie większy sen... poza tym przyznaję się bez bicia, że ja akurat ten sos z tao tao bardzo lubię - pasuje mi pod każdym względem.
      Dokładnie tak jak mówisz - te dania dają pełną dowolność, zresztą w ogóle kuchnia jest miejscem na twórczość a nie odtwarzanie. Ja też rzadko gotuję z przepisów, ale na potrzeby bloga i osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kuchnią muszę to jakoś w liczby ubierać. Leży więc sobie kartka na blacie, a ja ważę i notuję :-))
      Ja od jakiegoś czasu zagęszczam dania mazeiną - skrobią kukurydzianą, daje efekt akasmitności, co bardzo mi odpowiada.

      Usuń
  21. Mazeina? Pierwszy raz słyszę. Widzę w necie, że wykorzystywana w diecie Dukana. Chętnie wypróbuję :)
    Agnes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mazeina to nic innego jak skrobia kukurydziana - sprawdza się znakomicie, to też podpowiedziała mi jedna z dziewczyn czytających bloga - z dobrych rad chętnie korzystam :-)

      Usuń
  22. "2 łyżki pikantnego sosu słodko – kwaśnego (dałam tao-tao, bo taki mam w lodówce)"

    Dwa dni chodziłem i takiego szukałem.Nadaremnie bo takiego nie ma z tej firmy na pewno.A że moja bystra żona się uparła na taki bo widzi czarno na białym w przepisie "no to musi być" xD
    Jednak mężczyźni to prawdziwi kucharze ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danie gotowałam półtora roku temu i taki właśnie sos wtedy miałam - być może była to jakaś seria limitowana, albo już go nie produkują.To, że czegoś obecnie nie ma, wcale nie oznacza, że nie było wcześniej :-)

      Ale przecież to tylko propozycja - można użyć każdego innego. Nie ma co się upierać :-)

      Ja obecnie mam w lodówce słodki sos chili, może za rok też go już nie będzie :-)

      Usuń
  23. DrogaMargarytko!Ja dziś robię to danie i użyłam sosu słodko-kwaśniego z ananasem Dawtona. Danie wyszło pyszne... nie mam wielkiego wyboru,jeśli chodzi o składniki,ponieważ od lat nie mieszkam w Polsce. Jestem bardzo szczęśliwa jak uda mi się kupić dobry produkt w polskim sklepie.Moje kochane rodaczki bądźcie zadowolone,że macie tak szeroką gamę wspaniałych produktów. To się docenia dopiero jak nie ma tego na co dzień.
    Pozdrawiam
    Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czasem to, czego nie ma w Polsce można kupić za granicą :-) To już taki urok miejsc, w których mieszkamy :-)
      Cieszę się, że danie smakowało. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń

Spodobał Ci się przepis? Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza, dodaj G+.
Ugotowałaś/eś albo upiekłaś/eś coś z przepisu znalezionego na moim blogu? Podziel się swoją pracą, zrób zdjęcie i prześlij je do mnie mnie na adres margarytka75@vp.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...