poniedziałek, 28 lutego 2011

Chruściki vel faworki

Tłusty czwartek tuż tuż... może komuś przyda się sprawdzony przepis na faworki :-))
Za pączkami nie przepadam... to już wiecie, ale za to faworki zwane chrustami albo chrusty zwane faworkami uwielbiam... i gdyby nie zdrowy rozsądek to talerz faworków zjadłabym w ciągu jednego dnia... Czasem smaży je dla mnie teściowa (swoją drogą robi boskie faworki)... Tym razem usmażyłam je sama i już rozdzieliłam – w domu zostawiłam niewiele, pozostałe podarowałam.
Dotychczas korzystałam ze starego przepisu mojej babci Walerii, tym razem trochę go przerobiłam i wyszły przepyszne, chrupiące i cieniutkie faworki. Do tych faworków nie dodaje się tłuszczu i może dzięki temu nie pija go w trakcie smażenia... a ciasto jest lekkie jak piórko. Bardzo ważną rzeczą jest dobre wybicie ciasta – wtedy jest dobrze napowietrzone i powstają cudne pęcherzyki, które dodają delikatności usmażonym już faworkom.


Z tej porcji wychodzą dwa spore talerze słonecznych chrustów.

2 - 2 i ½ szklanki* mąki pszennej tortowej (zależy od wilgotności - moja mąka zbierała i dałam ok 2, 5 szklanki)  
4 żółtka (z dużych jajek)
1 łyżeczka cukru pudru
200 g gęstej śmietany (dałam 16%)
2 łyżki koniaku albo spirytusu
szczypta soli
smalec do smażenia (może być też olej albo smalec wymieszany z olejem)
cukier puder do posypania (wymieszany ze zmielonym cukrem waniliowym daje super efekt)

*szklanka, której używam ma pojemność 250 ml


Mąkę zmieszać ze śmietaną, zrobić dołek, dodać żółtka, alkohol, cukier puder i szczyptę soli. Jeśli ciasto będzie się lepiło podsypać mąką. Starannie wyrobić a następnie wybić dobrze wałkiem (tłuc mniej więcej 5 minut, składając, gdy ciasto stanie się „plaskate”). Przykryć ściereczką i zostawić na 10 minut, aby odpoczęło.
Podzielić na 3 części. Każdą część rozwałkować jak najcieniej. Pokroić na paski szerokości 3 cm i długości ok. 15 cm. Każdy pasek przekroić wzdłuż w środku (ok. 1/3 długości) i przewinąć przez dziurkę. Tłuszcz rozgrzać w rondlu bardzo mocno i wrzucać po kilka faworków, smażąc na jasnozłoty kolor. Osączyć z tłuszczu na papierowym ręczniku.
Żeby zmniejszyć temperaturę oleju – podobnie jak do pączków wrzucam plastry surowego ziemniaka, wtedy mam pewność, że moje chrusty się nie przypalą.

Przełożyć na półmisek i posypać cukrem pudrem (ja mielę zrobiony przez siebie cukier waniliowy i takim posypuję).


Ps. Jeśli ktoś nie posiada w domu wałka może wykorzystać butelkę po winie... ściągnięcie etykiety nie jest trudne a butelka sprawdza się znakomicie :-)))

Znam też sposób przepuszczania ciasta przez maszynkę do mielenia. Ale osobiście wolę wybić porządnie ciasto niż bawić się z maszynką.

niedziela, 27 lutego 2011

Schab z cebulką


Kotlety schabowe są naszą „tradycją” narodową... Kiedyś (na starym blogu) wspominałam, że większość moich sąsiadów w niedzielne przedpołudnie tłucze kotlety... jeden kończy, drugi zaczyna. I choć osobiście lubię schabowe (obecnie jem je bardzo sporadycznie) to uważam, że alternatywa w postaci schabu z cebulką jest świetnym wyborem - lżejszym, zdrowszym i wg mnie smaczniejszym.   

Nie wymaga to praktycznie żadnych umiejętności ani zbyt wiele czasu.


Składniki na 4 porcje

8 plastrów schabu (po 2 na osobę)
3 - 4 duże cebule
4 łyżki mąki
sól, pieprz, słodka mielona papryka
2 łyżki oleju, smalcu albo klarowanego masła (do wyboru - wg mnie najsmaczniej na smalcu)

Schab lekko rozbić (ale nie tak mocno jak na kotlety schabowe), oprószyć solą, pieprzem i papryką. Zostawić na kilkanaście minut. Obrać cebulę i pokroić ją w cienkie półtalarki.
Plastry schabu obtoczyć w mące. Na patelni rozgrzać tłuszcz i obsmażyć plastry mięsa. Przełożyć do płaskiego rondla, a na reszcie tłuszczu podsmażyć na złoto pokrojoną cebulę. Następnie przełożyć ją do mięsa, dodać szczyptę soli, papryki i pieprzu i podlać niewielką ilością gorącej wody (ja wlewam wodę najpierw na patelnię, na której smażyłam mięso i cebulę, zagotowuję, żeby "ściągnąć" smaki z patelni i przelewam do mięsa). Dusić ok 30 minut.  
Podawać np. z ziemniakami i ulubionymi warzywami...




sobota, 26 lutego 2011

Pączki

Pączki smażę tylko raz w roku. Nie jestem fanką tych smażonych słodkości, ale tradycji czynię zadość i w ostatni weekend karnawału (albo w tłusty czwartek, gdy mam czas) smażę pączki. Dzisiejsze wyszły mi cudnie i smakowały świetnie (jednego zjadłam). Zielonookiego nie ma, więc obdarowałam sąsiadkę, a resztę zapakowałam w karton i zawiozłam do rodziców i brata... mój bratanek na poczekaniu wciągnął dwa i stwierdził, że są przepyszne. Pozostałym też smakowały.
W ubiegłym roku wypróbowałam dwa przepisy, a w tym roku na bazie jednego z nich stworzyłam trochę inny i pączki wyszły jak z cukierni. Puszyste i nie napiły się tłuszczu (na ręczniku papierowym było go niewiele, a pączki nie były tłuste).



Składniki na około 25 -30 pączków (mnie wyszło 25 dużych)

4 szklanki* mąki pszennej luksusowej lub tortowej (+ mąka do podsypania jeśli ciasto się lepi – mąki mają różną wilgotność i czasem trzeba dać więcej)
6 żółtek z dużych jaj
3 czubate łyżki cukru
50 g  masła 
50 g** drożdży
1 szklanka letniego  mleka (250 ml)
½ szklanki jogurtu naturalnego (125 ml)
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki koniaku albo innego mocnego alkoholu
tłuszcz do smażenia (olej, smalec, planta)
konfitura do nadziania (u mnie różana)
cukier puder albo lukier

*używam szklanki o pojemności 250 ml
**ostatnio daję tylko 40 g drożdży i ciasto rośnie jak szalone - jogurt bardzo wspomaga ten proces


Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej, a mąka może być lekko ogrzana (np. w piekarniku nagrzanym do 30 stopni).
Przygotować zaczyn: 3 łyżki mleka podgrzać (mleko musi być dosyć ciepłe, bo po dodaniu jogurtu temperatura się obniży), dodać jogurt, 1 łyżkę cukru i drożdże, dobrze rozmieszać i zostawić do wyrośnięcia.
Żółtka dobrze utrzeć z pozostałym cukrem, dodać mąkę, wyrośnięte drożdże, letnie mleko, sól, alkohol i wyrobić ciasto (odkąd mam robota Chef Titanium to zagniata ciasto za mnie). Następnie dodać roztopione ale schłodzone masło i ponownie dobrze ciasto wyrobić (przez kilka minut, żeby było puszyste). Zostawić do wyrośnięcia na około 60 minut w ciepłym miejscu - powinno przynajmniej podwoić swoją objętość. Jeśli w domu jest chłodno można włożyć miskę z ciastem do piekarnika nagrzanego do 30 - 50 stopni.
Gdy ciasto znacznie zwiększy swoją objętość uformować niewielkie pączki (kiedyś robiłam to łyżką do lodów), ale równie dobrze można ciasto delikatnie rozwałkować i wycinać krążki przy użyciu szklanki i odłożyć je na deskę (tacę, blachę) posmarowaną olejem albo wyłożoną papierem do pieczenia, lekko spłaszczyć, przykryć ściereczką i zostawić aby podrosły (30 - 40 minut). Nie oprószać mąką, bo będzie się przypalać w trakcie smażenia. Rozgrzać tłuszcz do temperatury 175 stopni (tłuszczu musi być tyle, aby pączki swobodnie pływały) i wkładać pączki, naczynie przykryć pokrywą i smażyć na niewielkim ogniu. Gdy pączki się zrumienią przewrócić je na drugą stronę (używam patyczka do szaszłyków) i dosmażyć bez przykrycia. Ja w trakcie smażenia wrzucam plasterki surowego ziemniaka – pomaga obniżyć i wyrównać temperaturę oleju.
Gotowe pączki wyjmować łyżką cedzakową (ja to robię patyczkiem do szaszłyków, którym przewracam pączki), odsączyć z tłuszczu na bibule albo papierowym ręczniku. Gdy przestygną nadziać konfiturą (wykorzystuję do tego szprycę cukierniczą – wąską długą końcówkę). Oczywiście można od razu włożyć do pączków konfiturę, ale istnieje ryzyko wypłynięcia jej podczas smażenia i wtedy kolejne pączki mogę się nam przypalać. Pączki nadziewane konfiturą przed smażeniem trzeba bardzo dokładnie zlepić.
Posypać cukrem pudrem, albo polukrować – rodzinka woli lukrowane, ja pudrowane... cukier waniliowy mieszam ze zwykłym i mielę... tak pudrowane pączki czy faworki smakują wyborni.



A na koniec kilka dobrych rad dotyczących pączków - pochodzą ze starej pożółkłej książeczki z przepisami:
-podczas smażenia pączków co jakiś czas wrzucić do tłuszczu kawałek surowego ziemniaka (sprawi, że wyrówna się temperatura i tłuszcz nie będzie się przypalał),
-dobrze jest ograniczyć dodatek cukru do ciasta, bo on powoduje przypalanie się pączków podczas smażenia,
-używać do smażenia tłuszczów, które ulegają rozkładowi w bardzo wysokiej temperaturze, a więc smalcu, omy lub oleju (wg książeczki najlepiej słonecznikowego – choć ponoć rzepakowy jest jeszcze lepszy), dobrze też wymieszać np. smalec z olejem,
-nadziewać pączki po usmażeniu, żeby zapobiec wypłynięciu konfitury z ciasta
-smażyć pączki w płaskich rondlach pod przykryciem w dużej ilości tłuszczu, aby mogły swobodnie pływać.
-mąka do pączków powinna zawierać dużo glutenu, bo to on sprawia, że ciasto wychodzi puszyste
-produkty do pączków powinny mieć zbliżoną temperaturę, więc jaja, i mleko należy wyjąć wcześniej z lodówki i „ogrzać”
-alkohol dodany do ciasta zapobiega nadmiernemu wchłanianiu tłuszczu




piątek, 25 lutego 2011

Pyry z gzikiem


Przy piątku proponuję potrawę zwaną gzikiem – bardzo popularną w Wielkopolsce, znaną chyba w każdym wielkopolskim domu. Prostota i doskonały smak.

Gdy byłam dzieckiem ta potrawa pojawiała się u nas w domu dosyć często, bo wszyscy bardzo ją lubimy. Potem odeszła na boczny tor, choć nie wiem, czym sobie na to zasłużyła, bo ani tłusta ani niezdrowa.

Ja pyry z gzikiem przywróciłam do łask i co jakiś czas serwuję taki obiadek, szczególnie w okresie letnim, gdy stanie przy garnkach do najprzyjemniejszych nie należy ale i w zimowy piątek smakuje bardzo dobrze. A to danie robi się bardzo szybko,  no i żadnych kulinarnych zdolności do tego nie potrzeba.
Moja babcia podawała z olejem lnianym, ale ja go nie lubię, więc wybieram płatki masła.

Spotkałam się z tym, że co niektórzy mówią nie gzik, a gzika. Zaciągnęłam języka u zaprzyjaźnionej polonistki, poszperałam tu i ówdzie, czyli po encyklopediach dostępnych, włącznie ze słownikiem współczesnej polszczyzny i nijak gziki nie znalazłam.  Z pyrami zawsze jest gzik. Tak mówiła moja babcia, tak mówiła mama, tak podają słowniki i niech tak zostanie, przynajmniej na tym blogu. A inni niechaj mówią jak chcą, co będę bronić.

Składniki na 2 porcje obiadowe:

300-400 g dowolnego twarogu (ja używam chudego albo półtłustego)
100 -150 ml gęstej śmietany 12%
1 duża albo dwie mniejsze cebule
sól i pieprz

Ziemniaki – tyle, ile każda z osób zje
płatki masła albo olej lniany



Ziemniaki wyszorować, ugotować w mundurkach w lekko osolonej wodzie albo po prostu tradycyjnie obrać i ugotować, bo dziś ziemniaki są różne i może się okazać po ugotowaniu, że nie mamy ziemniaków, bo w środku jest „niespodzianka”.
Cebulkę obrać pokroić w bardzo drobną kostkę.Twaróg rozdrobnić, dodać śmietankę, pokrojoną cebulę. Wszystko dobrze połączyć. Doprawić solą i dosyć mocno pieprzem. I gotowe.
Podawać z ugotowanymi ziemniakami, które można wcześniej obłożyć płatkami masła albo skropić olejem lnianym.
Pycha..


 Słyszałam też, że niektórzy do gziku dają czosnek, szczypiorek, rzodkiewkę czy paprykę,  ale to już wtedy nie jest gzik, a twarożek z warzywami zwany awanturką.  Ja pozostanę przy wersji mojej babci, która z poznańskiego pochodziła i taki gzik nam serwowała. Kiedyś gzik był uważany za tradycyjną wielkopolską potrawę postną, niby jest nią do dziś, choć w naszych czasach do postu nie podchodzi się w taki sposób jak jeszcze 50 lat temu...

A na koniec poznańska rymowanka, żeby co niektórzy mogli zobaczyć jak fajna jest poznańska gwara :-))
"W antrejce na ryczce
Stały pyry w tytce
Przyszła niuda, spucła pyry
A w wymborku myła giry"

Rymowanki nauczył mnie mój ukochany dziadek Stasiu... a że dziś danie wielkopolskie to i wierszyk się wpasował... 

czwartek, 24 lutego 2011

Tort dacquoise z orzechami i daktylami


Ten tort jest zdecydowanie moim ulubionym – słodki i lekki jednocześnie. Dotychczas kupowałam go w słynnej w Polsce cukierni Adama Sowy z Bydgoszczy. Kiedyś od czasu do czasu zaglądałam do tej cukierni właśnie po kawałek tego cudownego tortu, ale odkąd w moim mieście przestali sprzedawać w kawałkach to ja przestałam go kupować, bo ochotę na ten tort miewałam bez okazji. Długo go więc nie jadłam, aż do 11 listopada zeszłego roku, gdy wybraliśmy się z Zielonookim do Bydgoszczy na „Gęsinę na św Marcina”. Przechodziliśmy obok cukierni,  ale byliśmy po obiedzie, więc miejsca na tort w brzuszkach już nie było. Ale cóż to za przeszkoda? Kupiliśmy i zabraliśmy do domu.

Tort nie wygląda jakoś szczególnie pięknie. Zielonooki stwierdził, że wygląda jakby ktoś na nim usiadł, ale za to smak wynagradza mało atrakcyjny wygląd.

Oczywiście nie znam receptury na oryginalny tort pana Adama, ale trochę pokombinowałam z bezą, trochę własnym smakiem próbowałam wyczuć i w końcu zrobiłam po raz pierwszy, potem na sylwestra po raz drugi, ale wiem, że na stałe wejdzie do świątecznego repertuaru.

Moja mama przepada za tym tortem, Zielonooki bardzo lubi, brat się oblizywał po zjedzeniu, tata uznał, że słodki ale smaczny, jedynie bratowej nie podszedł, bo ona nie lubi niczego co z bakaliami a i za bezą nie przepada... ale to mnie specjalnie nie zaskoczyło i tak jestem pod wrażeniem, że zdecydowała się na spróbowanie.
Nie da się go zjeść dużo, bo oprócz tego, że jest słodki to również sycący, warty grzechu raz na jakiś czas.

/kliknij na zdjęcie, aby powiększyć/ 

Składniki na 8-10 porcji

Na bezę:

6 białek
300 g drobnego cukru + dwie łyżki cukru trzcinowego Demerara firmy Sante 
1 łyżeczka octu winnego (najlepiej białego)
szczypta soli
8 suszonych daktyli
opcjonalnie kilka drobno posiekanych orzechów włoskich

Na krem:

250 g serka mascarpone
300 ml śmietanki kremówki 30%
150 g kajmaku* – można dać trochę więcej jeśli krem ma być bardzo słodki
½ szklanki posiekanych orzechów włoskich
10 suszonych daktyli

Do dekoracji:

½ łyżeczki cukru pudru
½ łyżeczki kakao
kilka orzechów i kilka daktyli

*ja używam kajmaku z Gostynia, wg mnie jest najlepszy
Beza:
Pieczenie bezy zacząć od przygotowania papieru do upieczenie bezy. Od dna tortownicy (23-25cm średnicy) odrysować dwa koła, papier ułożyć na blaszkach. Daktyle do bezy pokroić na małe kawałki, orzechy posiekać. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
Białka wlać do suchej miski, wsypać szczyptę soli. Ubić na sztywną pianę, dodać 1 łyżeczkę octu, a następnie wsypywać po 1 łyżce cukru (wymieszałam biały z brązowym) i cały czas miksować. Gdy już cały cukier znajdzie się w misce ubijać do chwili aż masa zacznie błyszczeć. Dodać pokrojone daktyle, wymieszać, podzielić na dwie części i wyłożyć na przygotowany papier. Można jeszcze dodać łyżkę skrobi albo mąki kukurydzianej, ale nie jest to konieczne, beza pięknie się piecze i jest taka krucha jak powinna.
Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika (u mnie termoobieg), po około 5 minutach zmniejszyć temperaturę do 140 -150 stopni i piec 90 minut. Beza powinna się lekko przyrumienić i delikatnie popękać. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i zostawić na noc do wystygnięcia. Można oczywiście upiec ją rano, wystudzić na blacie ale to wieczorne pieczenie jest jednak bardzo wygodne.

Krem:
Orzechy i daktyle posiekać na małe kawałki.
Do jednej miski włożyć serek mascarpone i kajmak, zmiksować na gładką masę. W drugiej misce ubić śmietanę. Obie masy delikatnie połączyć (śmietanę dodać do serka, a nie odwrotnie). Na koniec wsypać posiekane bakalie, wymieszać.
Na jednym krążku bezy równomiernie rozprowadzić przygotowany krem, przykryć drugim krążkiem. Całość posypać cukrem pudrem wymieszanym z kakao i udekorować środek daktylami i orzechami.


Podawać od razu... można przechowywać w lodówce, ale niezbyt długo, bo beza naciągnie wilgoci i straci chrupkość.

Zupa ogórkowa na wędzonym żeberku

Zupy na moim stole pojawiają się często, bo po prostu je lubię. Jedną z nich jest ogórkowa, która często gości na talerzach, bo jada ją również Zielonooki. Gotuje się ją szybko i jest pyszna. Przeważnie gotuję ogórkową na wędzonym żeberku, ale kiedyś zdarzało się też, że wrzucałam dwie kostki rosołowe (bo nie miałam akurat zamrożonego wywaru czy żeberek) i na nich gotowałam całą zupę. Pewnie niektórzy by mnie za to zlinczowali, bo dla wielu zupa powinna być ugotowana na mięsie czy kościach...
Ostatnio moja Mama uświadomiła mnie, że zawsze do ogórkowej dodawała ząbek czosnku... więc i ja tym razem go dodałam. Dodałam też dziś 2 łyżki ryżu. Dwa lata temu, będąc u kuzyna miałam okazję spróbować tak przygotowanej zupy. Wcześniej do głowy by mi nie przyszło, że do zupy ogórkowej z ziemniakami można dodać ryż. Otóż można i okazuje się, że smakuje bardzo dobrze.
Ja nie dodaję do tej zupy soli, bo samo wędzone żeberko i ogórki są dla mnie wystarczająco słone. Ale oczywiście można wsypać łyżeczkę soli, jeśli ktoś ma ochotę. 


Składniki na 4 porcje:

1 wędzone żeberko (pasek około 10 cm)
2 średnie marchewki
1 średnia pietruszka
kawałek selera
1 mała cebula
1 ząbek czosnku przekrojony na pół
4 średnie ziemniaki
½ kg dobrych kiszonych ogórków (u mnie własnoręcznie zakiszone)
2 liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
kilka ziaren pieprzu
opcjonalnie 1 łyżeczka soli  (ja nie dodaję)
pieprz, ½ łyżeczki cukru albo miodu
1 łyżeczka klarowanego masła
2 czubate łyżki suchego ryżu (niekoniecznie)
opcjonalnie: koperek, śmietana albo mleko, kawałek podsuszanej kiełbasy pokrojonej w półplasterki


Do garnka wlać ok. 2 l wody, włożyć wędzone żeberko (albo 2 kostki rosołowe), ewentualnie 1 łyżeczkę soli (ja nie dodaję) i zagotować. Jeśli pojawi się szum to go zdjąć. Cebulę obrać, pokroić w kostkę i wrzucić do garnka razem z ząbkiem czosnku, zielem angielskim, liściem laurowym i pieprzem.
Marchewkę, pietruszkę, seler obrać, opłukać i zetrzeć na tarce jarzynowej (na grubszych oczkach) i wrzucić do garnka, gotować około 10 minut - warzywa powinny zmięknąć. W tym czasie obrać ziemniaki, pokroić w kostkę i razem z ryżem (jeśli zdecydujemy się go wsypać) również dodać do gotującej się zupy. Gotować kilka minut, aż ziemniaki będą miękkie (ryż również zdąży napęcznieć w tym czasie).
Ogórki zetrzeć na tarce jarzynowej. Na patelni rozpuścić masło klarowane, wrzucić ogórki i smażyć około 3 -5 minut. Gdy ziemniaki będą miękkie dodać przesmażone ogórki. Gotować jeszcze 5 minut, doprawić pieprzem i odrobiną cukru (albo miodu).
Pod koniec można dodać koperek i śmietanę czy mleko. Wszystkie wariacje są dozwolone :-))



środa, 23 lutego 2011

Kurczak w porach z kukurydzą, marchewką i kiszonym ogókiem....

Całkiem niedawno dzieliłam się przepisem na kurczaka z marchewką z dodatkiem Warzylionu. Obiecałam Zielonookiemu, że w sobotę na obiad zrobię coś pysznego... ale nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zmieniła...
Pokombinowałam i wyszło danie równie pyszne jak poprzednie, choć nieco inne w smaku. Czasem wychodzą takie cuda, gdy zostają mi produkty od innych potraw. Tym razem były to 4 łyżki kukurydzy konserwowej i sos z ananasa. Odtworzenie tego samego smaku pewnie nie będzie już takie proste, ale jak najbardziej możliwe, bowiem spisywałam sobie wszystko na kartce :-))) Czasem w kuchni szaleję i wrzucam do garnka różne dodatki, a potem nie pamiętam... teraz staram się zapisywać, żeby łatwiej można było stworzyć przepis :-).
Ostatnio jadamy głównie drób i ryby, choć zdarza się i wołowina, cielęcina czy wieprzowina ale króluje jednak ptactwo. I mnie to bardzo odpowiada, a Zielonooki nie narzeka, bo też lubi.
Tak więc dziś kolejny przepis na szybki, smaczny i zdrowy obiad z niewielką ilością tłuszczu.

/kliknij na zdjęcie, aby powiększyć/

Składniki na 2 porcje

2 filety z kurczaka (albo inne kawałki kurczaka)
1 średnia marchewka
1 por (biała część)
4 łyżki kukurydzy konserwowej
1 duży ogórek kiszony
2 łyżki soku z ananasa (myślę, że z powodzeniem można go zastąpić 1 łyżeczką płynnego miodu)
 ½ płaskiej łyżeczki soli
pieprz i chili
1 łyżka klarowanego masła (albo 2 łyżki oleju)
1 czubata łyżeczka mąki pszennej
opcjonalnie: koperek albo natka pietruszki

Filety (albo inne kawałki kurczaka) umyć i osuszyć papierowym ręcznikiem.
Marchewkę obrać, pokroić w niewielkie słupki (albo zetrzeć na tarce), pora przekroić wzdłuż na ćwiartki a następnie pokroić na drobno w poprzek. Ogórka kiszonego najpierw pokroić w grubsze plasterki, a następnie te plasterki w paseczki.
Na patelni rozgrzać łyżkę klarowanego masła, włożyć filety z kurczaka, obsmażyć na złoto i przełożyć do rondla. Na patelnię wrzucić pokrojonego pora i delikatnie podsmażyć. Przełożyć do kurczaka, dodać marchewkę, kukurydzę. Wsypać 1/2 łyżeczki soli, szczyptę pieprzu i chili.. Podlać gorącą wodą i dusić ok 25 minut na wolnym ogniu aż kurczak i warzywa będą miękkie.
Pod sam koniec dodać ogórka kiszonego i dwie łyżki soku z ananasa.
1 łyżeczkę mąki pszennej rozprowadzić w niewielkiej ilości zimnej wody (fajnie sprawdza się mały słoiczek – np. po przecierze pomidorowym, w którym można wszystko roztrzepać). Wlać do sosu i zagotować. Można dodać coś zielonego dla kontrastu ;-)
Z ryżem smakuje świetnie, ale pewnie i kasza i ziemniaki się sprawdzą.


wtorek, 22 lutego 2011

Kuskus z kurczakiem, cukinią, rodzynkami w towarzystwie curry


Od jakiegoś czasu kuskus i cukinia w mojej kuchni są stałymi bywalcami i występują w wielu odsłonach. Dziś pierwsza z nich, szczególnie przeze mnie lubiana.
Przepis na to danie dostałam od mojej koleżanki Uli. Trochę je „ulepszyłam”, ale myślę, że ona nie miałaby nic przeciwko temu.
Może być to sałatka jedzona na zimno, albo danie obiadowe jedzone na ciepło. Mnie jedna i druga wersja bardzo smakuje ale przeważnie jednak jem na ciepło.
Danie jest łatwe do przygotowania, niezbyt czasochłonne (przygotowanie zajmuje ok 20 minut), zdrowe ale przede wszystkim pyszne.


Składniki na 4 porcje

200g kaszki kuskus
2 filety z kurczaka (ok 300 g)
1 średnia cukinia (młoda ok 20-25 cm długości)
3/4 szklanki rodzynków
1 czubata łyżeczka curry
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżka oleju z pestek winogron (albo innego do smażenia)
sól, pieprz
½ opakowania sosu francuskiego Knora (ja pomijam)
1 łyżeczka oliwy z oliwek
2 łyżki wody
½ pęczka zielonej pietruszki albo kolendry

Pierś kurczaka pokroić w niewielką kostkę albo paseczki (osobiście wolę kostkę) posolić, oprószyć pieprzem i skropić sokiem z cytryny. Odstawić na 10 minut.
Cukinię umyć (nie obierać) i pokroić w drobną kostkę.
Do dużej salaterki wsypać kaszkę kuskus i zalać wrzątkiem (wody ma być tyle, aby nad kaszką było jej ok 1 cm – wszystko wchłonie). Rodzynki również zalać wrzątkiem i odstawić aby napęczniały. Pietruszkę albo kolendrę posiekać.
Przygotować sos: do małego słoiczka (ja używam takiego po koncentracie pomidorowym) wlać 1 łyżeczkę oliwy i 2 łyżki wody, wsypać sos, zakręcić i energicznie wymieszać.

Na patelni rozgrzać łyżkę oleju, włożyć pokrojone kawałki kurczaka i delikatnie obsmażyć. 1 łyżeczkę curry rozpuścić w ½ szklanki wody. Wlać na patelnię, przykryć i chwile podusić, aby filety były miękkie.
Gdy połowa płynu odparuje zdjąć kawałki kurczaka z patelni (najlepiej łyżką cedzakową) a na patelnię wrzucić pokrojoną cukinię. Dodać odrobinę soli i pieprzu. Nie przykrywać, a gdy woda odparuje wrzucić posiekaną pietruszką albo kolendrę i smażyć jeszcze ok 2 minut. Cukinia nie powinna być zbyt miękka, a jedynie podsmażona.
Rodzynki odcedzić. Kaszkę wymieszać z kurczakiem, cukinią i rodzynkami. Wlać przygotowany wcześniej sos i wszystko wymieszać...
I w zasadzie można jeść od razu... albo poczekać aż ostygnie. W obu wersjach smakuje świetnie.

Ps. Od pewnego czasu pomijam sos i danie też wychodzi bardzo smaczne. 

Ghee - klarowane masło

Dziś będzie słówko o klarowanym maśle, które w mojej kuchni jest od dobrych 8 lat i pewnie już tak zostanie :-) Dziś nie wyobrażam sobie kuchni bez ghee. W kilku sklepach widziałam klarowane masło, raz się skusiłam na małe pudełeczko (chciałam spróbować) i bardzo szybko tego pożałowałam. Okazuje się, że to sklepowe masło klarowane zawiera w sobie tłuszcze roślinne, a prawdziwe ghee robi się z masła mlecznego (ja kupuję do klarowania masło Extra 82% tłuszczu mlecznego). Poza tym, powinna mnie zastanowić cena, była zbyt niska. 1 kg masła Extra kosztuje ok 18-25 zł (w zależności od tego, gdzie kupujemy), więc jakim cudem 1 kg masła klarowanego może kosztować 15 zł? Wg mnie nie może... dlatego robię sama i wiem, co mam...

W kuchni indyjskiej oczyszczone masło nosi nazwę Ghee. A przepis na jego przygotowanie znalazłam w książce z indyjskimi potrawami wegetariańskimi* i nauczyłam się je robić.

Takiego sklarowanego masła używam do smażenia, gdyż można je rozgrzać do wysokiej temperatury i nie przypala się. Poza tym niewiele go potrzeba, jest bardzo ekonomiczne. Nie wszystko można usmażyć na oliwie, bo np. jajecznica tylko na maśle smakuje wyśmienicie. Kurki czy pieczarki też najlepsze są na maśle. A risotto przygotowane na ghee ma wspaniały smak. I tak można wymieniać do wieczora. Ja przygotowuję ghee przeważnie z 2-3 kostek masła (400 -600g). Używam niewiele tłuszczu, więc taki słoiczek wystarcza mi na 2-3 miesiące.
Ghee można przechowywać w zamkniętym pojemniku nawet przez kilka miesięcy ponieważ nie ma w nim substancji powodujących jełczenie.
Robienie ghee nie jest ani trudne ani skomplikowane, a jedynie czasochłonne. Doprowadzenie do tego, aby stopione masło stało się przezroczyste, nabrało złotego koloru, wymaga długiego, wolnego gotowania aż do wyparowania wody oraz oddzielenia się substancji stałych, które wypłyną na wierz albo opadną na dno.

Przygotowanie ghee:
1-2,5 kg niesolonego, świeżego masła roztopić w dużym, ciężkim garnku (najlepiej takim z grubym dnem) na średnim ogniu. Gdy się zagotuje i na powierzchni utworzy się biała piana zmniejszyć ogień do minimum (na najmniejszym palniku),zebrać pianę i gotować dalej bez przykrycia, od czasu do czasu zbierając to, co wypływa na powierzchnię. Trzeba uważać, aby nie przypalić masła. Gotowanie na zbyt mocnym ogniu albo zbyt długo sprawi, że stanie się ciemne i będzie wydzielać nieprzyjemny zapach.   

Czas robienie ghee zależy od ilości masła.
1 kg masła – czas gotowania: ½ h – otrzymamy ok 0,8 kg ghee
2,5 kg masła – czas gotowania 3 godziny – otrzymamy 2,2 kg ghee
Gotowe ghee powinno być przezroczyste, mieć złoty kolor i lekki orzechowy zapach. Gdy jest gotowe przelać je ostrożnie przez drobne sitko (albo gazę) do metalowego lub szklanego naczynia z pokrywką (u mnie to szeroki słoik). Nie zakrywać dopóki nie ostygnie.

Gotowe ghee zamknąć pokrywką i przechowywać w chłodnym, suchym miejscu (ja trzymam w lodówce)


*”Kuchnia Kryszny – indyjskie potrawy wegetariańskie” - dostałam tę książkę wiele lat temu, gdy w moim mieście odbywał się festiwal kuchni indyjskiej... i korzystam z niej od czasu do czasu, bo potrawy indyjskie smakują mi bardzo.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Parówki w cieście francuskim


Bywa tak, iż nie mamy czasu na przygotowanie obiadu, kolacji... czy nie mamy pomysłu na małą przystawkę podczas imprezy... wtedy świetnie sprawdza się gotowe ciasto francuskie i parówki albo inne cienkie kiełbaski. Do tego warzywa i gotowe. Oczywiście, gdy to danie ma stanowić jedynie przystawkę to trzeba zmniejszyć porcje i z podanych składników spokojnie wyjdzie nam 8 przystawek.
Od kilku dni (po krótkiej przerwie) gości u mnie rzeżucha... mogę jeść ją do wszystkiego, więc moje dania szczodrze nią posypuję.


Składniki na 4 porcje:

1 opakowanie ciasta francuskiego (użyłam świeżego)
4 cienkie parówki dobrej jakości
4 plastry żółtego sera
ulubione zioła

keczup - może być też sos czosnkowy albo ziołowy
świeże warzywa

Ciasto przeciąć na 4 równe części, posypać ziołami. Parówki obrać z folii. Każdą z kiełbasek zawinąć w plaster sera a potem w ciasto francuskie. Wszystkie brzegi ciasta dobrze połączyć, żeby w trakcie pieczenia nie wypłynął ser.
Wstawić do nagrzanego do 220 stopni piekarnika i piec około 15-20 minut, aż się ciasto dobrze zrumieni (ja tradycyjnie wykorzystałam moją mikrofalówkę, bo nie muszę jej rozgrzewać, a czas pieczenia skraca się do 8 minut).
 

niedziela, 20 lutego 2011

Crumble leśne


Crumble to nic innego jak deser z owoców i kruszonki.
Można go przygotować z każdych owoców (co praktykuję), można go zrobić w dużym naczyniu albo pojedynczych kokilkach. Podawałam na poprzednim blogu przepis na gruszki z kruszonką (niebawem pojawią się także tutaj), które z dodatkiem lodów waniliowych są prawdziwym hitem wśród mojej rodzinki i znajomych... ale i crumble ma swoich fanów, bo szybki, prosty i mocno owocowy :-)
W mojej zamrażarce zalega jeszcze sporo owoców sezonowych, więc postanowiłam zrobić crumble właśnie z nimi.
 

Składniki na 4 kokilki o średnicy wewnętrznej 8 cm

1 i ½ szklanki drobnych owoców (u mnie jeżyny, jagody, poziomki, maliny i truskawki)
1 łyżeczka mąki kukurydzianej (albo zwykłej pszennej)
1 łyżka miodu

Kruszonka:
35 g schłodzonego masła
35 g brązowego cukru
35 g mąki
35 g zmielonych migdałów bądź orzechów
2-3 krople aromatu waniliowego albo ½ łyżeczki cynamonu

Składniki na kruszonkę zagnieść i wstawić do lodówki. Owoce (mogą być zamrożone) wymieszać z mąką kukurydzianą i miodem. Rozłożyć do 4 kokilek. Posypać kruszonką, wstawić do gorącego piekarnika i zapiekać ok 20 minut w 200 stopniach.
Udekorować kleksem śmietany albo gałką lodów... ale i bez żadnych dodatków smakuje również wspaniale :-))


Ps. Kiedyś w jednym z programów Nigelli wypatrzyłam sposób na mrożenie kruszonki i tego się trzymam. Klasyczną kruszonkę mam zamrożoną w woreczkach, co często ułatwia mi zadanie, gdy ktoś wpadnie na kawkę albo mam ochotę na ciepłe owoce z odrobiną pachnącej kruszonki.

sobota, 19 lutego 2011

Sałatka Margarytki


U nas ciągle zima. Byliśmy na małych zakupach, a przy okazji na gałce (a nawet dwóch) naszych ulubionych lodów. Niestety, piernikowych już nie ma (ten smak pojawia się w okolicach Bożego Narodzenia i tylko do połowy stycznia można się na nie załapać). Ale zakupy zakupami, lody lodami. teraz będzie kolejny pomysł na coś dobrego. 
Dziś przepis na jedną z moich ulubionych sałatek. Sama ją kiedyś wymyśliłam, bo jest w niej wszystko to, co lubię.  Przeważnie robię ją z połowy porcji, ale wczoraj zaszalałam, bo dawno już jej u nas nie było i zrobiłam dużą miskę. Tradycyjnie zaniosłam miseczkę sałatki sąsiadce (jest sama i śmieje się, że ją dokarmiam). No i tym razem udało mi się zrobić zdjęcia.


Składniki:

2 duże pory – tylko biała część (przy zakupie pora warto zwrócić uwagę, aby część biała była jak najdłuższa, a czym grubszy tym lepiej)
5 – 6 jaj
1 puszka kukurydzy słodkiej
1 puszka zielonego groszku
1 puszka ananasa
200 szynki konserwowej
3 - 4 łyżki majonezu
6 łyżek jogurtu (kubeczek 200 g)
sól i pieprz

Kukurydzę i groszek odsączyć i opłukać pod strumieniem zimnej wody. Ananasa pokroić na małe cząstki, odsączyć i wsypać do miski.
Por (tylko białą część) pokroić w piórka ( cienkie paseczki) o długości ok 5 - 7 cm (nie w krążki, bo to zmienia smak). Szynkę pokroić również w paseczki. Jajka ugotować na twardo i ostudzone pokroić w grubą kostkę.
Dodać do odsączonych składników. Wszystko wymieszać, dodać sól i pieprz do smaku (pieprzu trochę więcej).
Majonez wymieszać z jogurtem (można nie dodawać jogurtu, ale ja taką wersję lubię bardziej), 2 łyżkami syropu ananasowego i połączyć ze składnikami w misce...


Dobrze gdy sałatka trochę postoi - wtedy nabiera smaku :-)
Powiem Wam po cichu, że por pokrojony w taki sposób wcale nie smakuje jak por. Moi znajomi zawsze pytają co w tej sałatce jest, bo wygląda jak pędy bambusa ;-)))


Warto spróbować, bo jest naprawdę pyszna ;-)))

piątek, 18 lutego 2011

Owocowy deser dla leniwych dorosłych :-)))


Na leniwe, spokojne niedzielne popołudnie proponuję szybki i smaczny deser, który nie wymaga zbyt wiele czasu na przygotowanie, a smakuje świetnie. Oczywiście można wykorzystać do niego owoce, które mamy pod ręką: świeże, z puszki czy z kompotu... wszystko jest dozwolone, bo i tak najfajniejszy jest sos :-))


Składniki na 2 porcje

1 owoc mango
1 banan
2 kiwi
kilka truskawek
1 łyżka amaretto
1 łyżka adwokata
1 łyżka miodu
2 łyżki gęstej kwaśnej śmietany (u mnie 12%)
½ łyżeczki soku z cytryny
1 łyżeczka cukru waniliowego
czekolada do posypania

1/3 banana i 1/3 mango razem z amaretto, miodem, adwokatem, śmietaną i cukrem waniliowym zmiksować na gładki sos.
Pozostałe owoce pokroić w dużą kostkę, skropić sokiem z cytryny wymieszać i rozłożyć do dwóch pucharków. Polać przygotowanym sosem i posypać czekoladą. 
I gotowe :-)))

czwartek, 17 lutego 2011

Kremowe risotto z kolorową papryką


Gdyby ktoś się pytał to w północnej Wielkopolsce właśnie pada śnieg :-((... brrr... zimno i biało. Ja chcę wiosny i to najlepiej już, natychmiast... no co ja poradzę, że nie lubię zimy?

Za to uwielbiam paprykę, a w połączeniu z ryżem jest dla mnie prawdziwą ucztą. Prostota i smak. Danie niezbyt skomplikowane, niezbyt wyszukane, a potrafi zachwycić swoim delikatnym kemowym smakiem. Często robię je jako dodatek do obiadu, a czasem – tak jak wczoraj jako danie główne.

Miałam sporo pracy, Zielonookiego nie ma, więc zrobiłam sobie szybką ucztę... to risotto mogę jeść codziennie.

Składniki podaję dla porcji obiadowej i dla dodatku do obiadu.


Składniki na 2 porcje obiadowe

6 czubatych łyżek ryżu do risotto (u mnie arborio)
2 szklanki kolorowej papryki pokrojonej w drobną kosteczkę (ja mam obraną i pokrojoną w zamrażarce)
1 duża cebula
1 czubata łyżka ghee (klarowanego masła)
2 - 3 szklanki bulionu
pieprz do smaku
1 łyżeczka świeżego masła
opcjonalnie 1 łyżka tartego parmezanu



Składniki na 2 porcje jako dodatek do obiadu:

4 czubate łyżki ryżu do risotto (u mnie arborio)

1 szklanka kolorowej papryki pokrojonej w drobną kosteczkę
1 mała cebulka
1 płaska łyżka ghee (klarowanego masła)
1 i ½ szklanki bulionu 
pieprz do smaku
1 łyżeczka świeżego masła


Cebulę obrać, pokroić w bardzo drobną kosteczkę. Na głębokiej patelni rozgrzać ghee, wrzucić na nie pokrojoną cebulkę i podsmażyć, ale w taki sposób aby raczej zeszklić niż przypiec. Cebulka powinna pozostać jasna. Na patelnię wsypać suchy ryż i chwilę podsmażyć, aż ziarenka zaczną robić się lekko szkliste. Uważać, aby nie przypalić, bo risotto będzie gorzkie.


Do podsmażonego ryżu wrzucić pokrojoną paprykę, zamieszać, dodać szczyptę pieprzu i wlać połowę gorącego bulionu i wymieszać. Przykryć i dusić na małym ogniu, co jakiś czas zamieszać. Gdy ryż wchłonie bulion wlać drugą jego część, zamieszać i dalej dusić pod przykryciem aż do całkowitego wchłonięcia bulionu, od czasu do czasu mieszając. Pod sam koniec dołożyć 1 łyżeczkę masła, ewentualnie 1 łyżkę tartego parmezanu i wymieszać. Można dodać zieloną pietruszkę czy kolendrę, ale osobiście uważam, że w tej wersji nie jest to konieczne a wręcz niewskazane.

Ja do mojego risotto bulion wlewam w dwóch porcjach, ale głównie dlatego, że robię risotto z niewielkiej ilości składników i nie mam potrzeby robić tego inaczej. Gdy chcemy zrobić większą porcję risotta to warto wlewać bulion partiami - po chochli, i dopiero, gdy ryż bulion wchłonie wlać kolejną porcję.
Można też na początku wlać 100 ml białego wina, ale w tej wersji ja wina nie dodaję.



środa, 16 lutego 2011

Muffinki kokosowe z gruszkami


Te muffiny piekę już któryś raz z kolei... a piekę je nie tylko dla wspaniałego smaku, ale przede wszystkim dla obłędnego zapachu. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie zapach jest najistotniejszy w kuchni... jeśli coś mi nie pachnie tak jak powinno to choćby było najsmaczniejsze to nie ruszę. Może nie wyglądać zbyt pięknie, ale pachnieć musi super.
Przepis na te muffiny znalazłam w jakiejś gazecie (takich gazetowych wycinków mam 3 segregatory) i oczywiście przerobiłam na własną modłę...


Składniki na 15 -18 sztuk:

2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody
¼ łyżeczki soli
1 szklanka jogurtu pitnego waniliowego (dałam kokosowy)
¾ szklanki mleka
1 łyżeczka olejku śmietankowego
½ szklanki oleju
½ szklanki cukru
2 jajka
1 szklanka wiórków kokosowych
2 gruszki obrane i pokrojone w kostkę

wiórki kokosowe i brązowy cukier do posypania babeczek.


Wymieszać mąkę z kokosem, proszkiem, sodą, cukrem i solą w jednej misce. W drugiej misce roztrzepać jajka, dodać jogurt, olejek śmietankowy, mleko i olej.
Produkty „mokre” wlać do suchych i wymieszać do połączenia składników. Dodać gruszki, wymieszać.
Napełnić ciastem foremki do 2/3 wysokości, posypać kolosem i niewielką ilością brązowego cukru. Piec w 180 - 200 stopniach przez około 20 minut.


Ostudzić i gotowe :-))


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...