środa, 30 listopada 2011

Dorsz po grecku

Podobno Grecy nie znają „ryby po grecku”... Kiedyś oglądałam program, w którym pewien Grek zapytany o to, czy zna „rybę po grecku” odpowiedział, że zna i lubi... a po chwili dodał, że nauczył się ją przygotowywać, gdy pracował w restauracji we Francji, gdzie szefem kuchni był Polak.
No i wszystko jasne, „ryba po grecku” jest prawdopodobnie polskim daniem.
Tak naprawdę nie wiem, czy moja „ryba po grecku” spełnia jakieś normy, ale taką od zawsze robiła moja babcia, mama i taką robię ja. Kilka lat temu sąsiadka spróbowała i stwierdziła, że mam ją nauczyć... no to nauczyłam.
Taka ryba smakuje wspaniale i na zimno i na ciepło. A gdy podamy ją z ryżem ugotowanym na sypko może stanowić świetny, zdrowy obiad. U nas w domu w tej wersji pojawia się najczęściej, bo jest najbardziej lubiana. No i oczywiście nie może jej zabraknąć na świątecznym stole.
Ja osobiście najbardziej lubię dorsza, ale każda inna ryba też się nadaje, choć wg mnie powinna być to ryba morska.

Składniki

1 kg filetów z dorsza (albo innej ryby)
mąka do obtoczenia ryby
olej do smażenia ryby
sól, pieprz
sok z połowy cytryny

1 kg marchewki
2 średnie pietruszki
1 średni seler
3 cebule
puszka rozdrobnionych pomidorów bez skórki (w ostateczności mały słoik przecieru pomidorowego)
3 liście laurowe
4-5 ziarenek ziela angielskiego
kilka ziaren czarnego pieprzu
1 łyżeczka soli
1 mała łyżeczka pieprzu mielonego (ja daję biały ale może być czarny) - można dać mniej, jeśli ktoś lubi łagodne dania
1 łyżeczka cukru
2 łyżki oliwy albo oleju

Filety z dorsza pokroić na kawałki (jeśli były mrożone to rozmrozić), skropić sokiem z cytryny, posolić, popieprzyć i zostawić na kilkanaście minut.
Na patelni dobrze rozgrzać olej, każdy kawałek ryby obtoczyć w mące i usmażyć. Usmażoną rybę przełożyć na talerz.
W czasie gdy ryba się smaży obrać warzywa. Cebulę pokroić w kostkę, a marchewkę, pietruszkę i seler zetrzeć na tarce (na grubych oczkach albo tak jak ja - na tarce, która szatkuje w cieniutkie słupki).
W dużym garnku rozgrzać dwie łyżki oliwy, zeszklić na niej cebulę (ale uważać, aby się nie przypaliła, bo będzie gorzka). Wrzucić poszatkowane warzywa, dodać liście laurowe, ziarenka ziela i pieprzu. Wsypać płaską łyżeczkę soli (potem zawsze można dosolić, jeśli będzie jej zbyt mało) i łyżeczkę pieprzu.
Wlać 1 szklankę przegotowanej, gorącej wody i dusić około 40 minut, aż warzywa będą miękkie. Następnie dodać rozdrobnione pomidory z puszki albo koncentrat pomidorowy, dodać cukier i jeśli trzeba odrobinę soli czy pieprzu*


W naczyniu (najlepiej szklanym, bo wtedy ryba ładnie wygląda) ułożyć warstwę ciepłych warzyw, na niej ułożyć usmażoną rybę. Przykryć warzywami. Ułożyć drugą warstwę ryby i warzywa. I tak aż do wyczerpania składników.
U mnie przeważnie są to dwie warstwy.

* Sól i pieprz to w tym przypadku kwestia smaku. Ja solę niewiele, za to dodaję sporo pieprzu.


poniedziałek, 28 listopada 2011

Chleb mieszany

I kolejny chleb – szybki i bardzo smaczny. Upiekłam go na bazie mojego pierwszego chleba wieloziarnistego, ale pozmieniałam to i owo :-) Chleba jemy mało, więc przeważnie piekę jeden bochenek a i tak wystarcza na długo.


Składniki na foremkę 33 x 9 cm

200 g mąki orkiszowej typ 2000
200 g mąki żytniej typ 720
200 g mąki pszennej typ 650
½ szklanki otrębów pszennych
½ szklanki otrębów żytnich
40 g drożdży
1 łyżka płynnego miodu
2 płaskie łyżeczki soli
600 ml ciepłej wody (nie gorącej)

Do dużej miski wsypać otręby, dodać miód, wkruszyć drożdże, wymieszać i zalać ciepłą wodą. Zostawić na 15 minut. Mąkę wymieszać z solą.
Po 15 minutach wsypać mąkę do miski i dobrze połączyć składniki (ja to robię drewnianą łyżką). Zostawić na 30 minut do wyrośnięcia. Foremkę wysmarować masłem, przełożyć do niej ciasto i zostawić jeszcze raz do wyrośnięcia na kolejne 30 – 40 minut (ciasto powinno lekko wyrosnąć nad foremkę).
Piekarnik nagrzać do 180 stopni, wstawić chleb i piec 1 godzinę. Wyciągnąć z blaszki, zostawić na kratce do odparowania i wystygnięcia.


niedziela, 27 listopada 2011

Sernik korzenny

Od jakiegoś czasu zalegały w puszce ciasta korzenne, chyba się nam przejadły i trzeba coś było wymyślić, bo jednak staram się nie wyrzucać jedzenia. Dumałam, dumałam i wydumałam – zrobiłam piernikowy sernik na korzennym spodzie. Co prawda trochę mi podczas pieczenia szalał, ale z pewnością winna temu jest moja kuchenka, którą już niebawem wymienię na nowszy model, bo jest wiekowa i jednak mocno wyeksploatowana (dziś przeglądaliśmy kuchenki i upatrzyłam sobie dwa modele).
Sernik jest smaczny, z lekką piernikową nutą i korzennym spodem. Wiem, że są osoby, które takiego połączenia nie będą w stanie zaakceptować, ale nam pasuje i to bardzo.
Nie wiem, czy ktoś wcześniej już wymyślił taki sernik - być może tak, ale ja nie wzorowałam się na żadnym przepisie - ciasto zrobiłam od początku do końca wg własnego pomysłu.


Składniki na tortownicę o średnicy 25 cm

Spód:
200 g ciastek korzennych
60 g stopionego masła
1/2 łyżeczki przyprawy do piernika 

Masa serowa:
1 kg zmielonego twarogu
5 dużych jaj
2 łyżki skrobi ziemniaczanej
1 łyżeczka przyprawy do piernika (u mnie Kotanyi)
2 łyżeczki cukru waniliowego
1 i 1/3 szklanki drobnego cukru
100 g roztopionego masła


Ciastka korzenne skruszyć (blenderem – ja użyłam Triblade, tłuczkiem czy w moździerzu) i połączyć z przyprawą do piernika i roztopionym masłem.


Tortownicę posmarowaną masłem i posypaną bułką tartą wyłożyć masą ciasteczkową i lekko ubić. Wstawić do lodówki na 20 – 30 minut a w tym czasie przygotować masę serową.
Żółtka oddzielić od białek. Białka ubić ze szczyptą soli, a pod koniec usztywnić 3 łyżkami cukru. Żółtka utrzeć z resztą cukru i cukrem waniliowym na kogel mogel, dodać skrobię ziemniaczaną wymieszaną z przyprawą do piernika. Partiami dodawać zmielony twaróg i roztopione masło. Utrzeć krótko na gładką masę. Dodać pianę z białek i delikatnie połączyć.  
Masę serową przelać na schłodzony spód ciasteczkowy i wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni. Piec około 80 minut. Teoretycznie sernik powinien być upieczony w ciągu godziny – ten niestety się nie upiekł i zostawiłam go w piekarniku 20 minut dłużej.  
Gdy sernik będzie upieczony wyłączyć piekarnik i zostawić ciasto jeszcze pół godziny w uchylonym piekarniku. Wyciągnąć i zostawić do całkowitego wystygnięcia – najlepiej na całą noc. Posypać cukrem pudrem albo polać roztopioną czekoladą.


piątek, 25 listopada 2011

Pierogi z kapustą i grzybami

Przepis z serii: święta tuż tuż...
Na wigilię pierogi z grzybami zawsze robi moja bratowa, ja częściej w ciągu roku... ale wigilia bez pierogów z kapustą i grzybami? Nie wyobrażam sobie. Zawsze gotujemy tyle, aby na drugi dzień mieć do odgrzania... to taki nasz rytuał.
W ubiegłą sobotę przygotowałam farsz na pierogi, ale angina skutecznie zniechęciła mnie do ich lepienia, więc farsz zamroziłam i nie zrobiłam.
Ciasto od zawsze robię zaparzane i bez jajka. Wypróbowałam już wiele ciast na pierogi, ale to jakoś pasuje mi najbardziej. Czasem zamiast wody używam gorącego mleka (poradziła mi to jedna z czytelniczek starego bloga) i ciasto wychodzi jeszcze delikatniejsze.



Składniki na około 60 -80 pierogów (ilość zależy od wielkości).

Ciasto na pierogi:
4 szklanki mąki poznańskiej, wrocławskiej czy każdej innej typu 500 (najlepsza do pierogów jest poznańska)
około 1,5 - 2 szklanki gorącej wody (albo mleka)
2 łyżki oleju
1 łyżeczka czubata soli

Farsz:
1 -1,3 kg kapusty kiszonej
50 - 100 g suszonych grzybów (ilość zależy od upodobań)
1 duża marchewka
1 mała pietruszka
1 kawałek selera
3 liście laurowe
6 ziaren ziela angielskiego
pieprz mielony
2 duże cebule
3 łyżki oleju albo klarowanego masła

Przygotowanie pierogów najlepiej zacząć od przygotowania farszu (ja to robię przeważnie dzień wcześniej a potem skupiam się na lepieniu pierogów).
Kapustę włożyć do garnka (jeśli jest bardzo kwaśna można przepłukać w gorącej wodzie), dodać 4 ziarna ziela angielskiego, 2 liście laurowe, podlać wodą i ugotować do miękkości (pilnować aby woda się nie wygotowała, a kapusta nie przypaliła).
Grzyby zalać wrzątkiem, po 4 minutach odcedzić. W garnku zagotować wodę z ½ łyżeczki soli, włożyć 1 liść laurowy i 2 ziarna ziela angielskiego, marchewkę, pietruszkę i seler oraz wypłukane grzyby. Gotować około 1 godziny ( do miękkości grzybów).
Gdy kapusta i grzyby się gotują rozgrzać na patelni olej albo klarowane masło i usmażyć na złoto pokrojoną w drobną kostkę cebulę.
Ugotowaną kapustę odcedzić na sicie. Grzyby z warzywami wyciągnąć z wywaru. Z kapusty i grzybów wyciągnąć ziarna ziela i liście laurowe (wyrzucić). Kapustę i grzyby razem z marchewką, selerem i pietruszką zmielić przez maszynkę na sicie o dużych oczkach (można też drobno pokroić, ale osobiście wolę, gdy farsz jest zmielony). Do farszu dodać usmażoną cebulkę, doprawić sporą ilością mielonego pieprzu (jeśli trzeba to i solą, choć uważam, że kapusta kiszona ma soli dosyć). Wyrobić – jeśli farsz jest zbyt suchy można dodać odrobinę wywaru z grzybów (wywar z grzybów można zostawić jako bazę do barszczu, zupy grzybowej albo po prostu wylać)
Mąkę wsypać do głębokiej, ale dosyć wąskiej miski, dodać sól i olej. Wodę zagotować i wylać ją na mąkę, aby powstała powłoczka około 1,5 cm... to tzw ciasto zaparzane. Gdy przestygnie na tyle, że nie będzie parzyło w ręce zagnieść ciasto. (Ja obecnie robię to w robocie, więc nie czekam, aż trochę przestygnie i zagniatam od razu).  Jeśli będzie zbyt gęste dodać odrobinę ciepłej, ale już nie gorącej wody albo mąki, gdy okaże się zbyt rzadkie (przeważnie trzeba dosypać odrobinę mąki). Ciasto zagnieść energicznie, tak aby było elastyczne (im dłużej wyrabiane tym bardziej elastyczne i miękkie), podzielić na części. Jedna część rozwałkować, wycinać krążki szklanką albo kubkiem (zależy jakie duże chce się mieć pierogi). Nakładać farsz i zlepiać dokładnie brzegi (można się posłużyć maszynką do lepienia pierogów)
Zagotować w dużym garnku wodę, wsypać 1-2 łyżeczki soli, wrzucać pierogi, po wypłynięciu na górę gotować około 3- 4 minuty. Pierogi wrzucić na kilka sekund do miski wypełnionej bardzo zimną wodą i od razu wyciągnąć (takie hartowanie sprawia, że pierogi się nie lepią, ale pozostają gorące).
Tak ugotowane pierogi podawać z usmażoną na złoto cebulą albo odsmażyć na maśle – zależy co kto lubi (ja wolę z cebulką).




Ps. Często robię farsz z podwójnej porcji i wykorzystuję do krokietów albo pasztecików. Jedno gotowanie a farsz do dwóch potraw.


Przepis w wersji angielskiej. 
Zostałam zaproszona do do wzięcia udziału w trzeciej edycji Kalendarza adwentowego z międzynarodowymi przepisami świątecznymi, stąd wersja angielska przepisu :-))


Dumplings filled with sour cabbage and mushrooms
A recipe from the series: Christmas is all around…
It’s my sister-in-law who always prepares dumplings with mushrooms for the Christmas Eve, I do it more often during the year… but Christmas Eve without dumplings filled with sour cabbage and mushrooms? I can’t imagine that at all. We always cook enough to be able to warm some up on the next day… it’s a kind of ritual for us.
Last Saturday I prepared the filling for the dumplings, but tonsillitis effectively put me off making them, so I froze the filling. That’s why I don’t have any new pictures, but as soon as I manage to make some dumplings I will replace the pictures with new ones, because these aren’t of best quality.
For the dough I always use hot water and no eggs. I’ve tried many types of dumpling dough and I like this kind the most. Sometimes I use hot milk instead of water (I was advised to so by one of the readers of my old blog) to produce even more delicate dough.

Ingredients for ca. 60-80 dumplings (quantity depends on their size).

Dumpling dough:
4 glasses (640 g) all-purpose flour
ca. 2 glasses (500 ml) hot water (or milk)
2 spoons oil
1 heaped teaspoon salt

Filling:
1 -1,3 kg sour cabbage (sauerkraut)
50 - 100 g dried mushrooms (quantity depends your individual taste)
1 large carrot
1 small parsnip
1 piece of celery
3 bay leaves
6 pimento corns
ground pepper
2 large onions
3 spoons oil or clarified butter

It’s best to start making dumplings by preparing the filling (I usually do that one day earlier and then I focus on shaping the dumplings).
Put the cabbage in a pot, add 4 pimento corns, 2 bay leaves, add some water and cook until it’s soft (adding water from time to time, so that the cabbage doesn’t burn).
Pour boiling water on the mushrooms and drain after 4 minutes. In pot boil water with half a spoon of salt, put one bay leaf, 2 pimento corns, the carrot, parsnip, celery and the mushrooms. Cook for about 1 hour (until the mushrooms are soft).
While the cabbage and the mushrooms are cooking, warm the oil or the butter on a pan and fry the onions (previously slices into tiny squares) until they’re golden.
Drain the cooked cabbage off using a sieve. Retrieve mushrooms and vegetables from the stock. Find and throw away the pimento corns and bay leaves. Grind the cabbage together with the mushrooms and vegetables using a grinder with large holes (you can also slice the ingredients finely but I prefer when the filling is ground – in the pictures you can see dumplings with sliced filling). Add the fried onions to the filling, spice with quite a lot of ground pepper (if needed, you can also add salt but I think that the cabbage is salty enough). Mix everything together, if the filling is too dry you can user a little bit of the mushroom stock (which you can also use some other time to make red beet or mushroom soup or just pour out).
Pour flour into a deep but quite narrow bowl, add salt and oil. Boil water and pour it onto flour to create a layer of ca. 1.5 cm. When it doesn’t burn any more mix everything with your hands to create the dough. If it’s too thick, add some warm (not boiling!) water, if it’s too watery, add more flour. Knead the dough quickly and divide into parts. Roll out one part, cut out circles with a glass or a mug (depending on how large your dumplings should become). Place a small portion of the filling into the middle of each circle. Fold the dough over the filling into a half moon shape and pinch the edges to seal. Continue with the remainder of the dumplings (you can use a dumpling-folding device).
Boil water in a large pot, add 1-2 teaspoons of salt, put the dumplings in water and cook for 3-4 minutes after they appeared on the surface.
Dumplings cooked like that you can serve with golden-fried fine sliced onion or fry in a pan with butter – whichever you prefer (I prefer the version with onion).


PS. I often prepare the filling using the double amounts of all ingredients and then use it for croquettes or pancake rolls. You just have to cook once and you arrive at a filling for two meals.

wtorek, 22 listopada 2011

Miodowe skrzydełka

Bardzo lubię dodatek miodu do kurczaka. A skrzydełka w takiej postaci smakują mi najbardziej. To jedyne kawałki kurczaka, które jadam ze skórą.  
Przepis czekał na publikację chyba z pół roku :-) Dziś będąc na zakupach dojrzałam ładne, duże, mięsiste skrzydełka i przypomniałam sobie o moich miodowych kęskach. Przeszukałam folder ze zdjęciami i są – moje złote, słodko – pikantne skrzydełka :-) 
Przepis jest banalnie prosty i poradzi sobie z nim każdy :-) Czasem odcinam te najcieńsze końcówki (zamrażam i oddaję mamie, która wykorzystuje je do gotowania rosołu).


Składniki na 4 porcje:

12 kurzych skrzydełek (po 3 na osobę)
sól, pieprz, słodka papryka, chili
3 łyżki płynnego miodu
1 łyżka oliwy
2 łyżki wody

Skrzydełka dobrze oczyścić i umyć. W miseczce rozmieszać miód z oliwą i wodą. Dodać ½ łyżeczki soli (ja solę niewiele, można dodać więcej soli), po ½ łyżeczki pieprzu, słodkiej papryki oraz chili. Wszystko wymieszać.  
Skrzydełka wrzucić do miski, wlać marynatę i dobrze wymieszać – tak, aby wszystkie części skrzydełek były pokryte marynatą. Zostawić na 2 – 3 godziny w lodówce (można i na cała noc). Skrzydełka przełożyć do foremki, blaszki czy naczynia żaroodpornego (ja wykorzystuję jednorazowe foremki aluminiowe do pieczenia, bo wtedy nie muszę szorować naczyń).
Piekarnik nagrzać do 200 stopni, wstawić skrzydełka (można przykryć folią aluminiową i zdjąć ją pod koniec pieczenia). Po 10 minutach zmniejszyć temperaturę do 170 stopni i piec około 30 minut (do miękkości skrzydełek). Dobrze upieczone skrzydełka powinny łatwo odchodzić od kostek i mieć ładnie zrumienioną, chrupiącą skórkę. Pod koniec pieczenia można na chwilę włączyć opcję grilla.
Doskonale smakują i na ciepło i na zimo.



niedziela, 20 listopada 2011

Murzynek serowy

Przepis na to pyszne i szybkie ciasto dostałam wiele lat temu od mojej sąsiadki Małgosi. Kiedyś piekłam je namiętnie, teraz od czasu do czasu.  
Wczoraj wspólnie z Asią i Moniką zrobiłam je po raz kolejny. Rozłożyła mnie angina, ale to ciasto jest takie szybkie, że nie chciałam rezygnować z wspólnego pieczenia. Wstawiłam do piekarnika i akurat zadzwoniła Mama z pytaniem, czy wpadnę do nich, bo zrobiła sałatkę. Jak usłyszała, że jestem chora to stwierdziła, że Tato mi ją podrzuci.  
Kilka godzin później zadzwonił mój bratanek, że wiezie mi przesyłkę od babci. Wpadł jak po ogień z sałatką i gołąbkami, a w zamian dostał blachę z ciastem (odkroiłam tylko kawałek do zdjęć). Wieczorem mama zadzwoniła i powiedziała, że po cieście nie ma już śladu. Jak ja lubię tą moją rodzinkę – mogę piec i zawsze będzie komu to zjeść. Zielonookiego nie ma, więc nawet to co zostało w domu oddam sąsiadom, bo moja zamrażarka już nic nie przyjmie.


Ciasto ciemne:
250 g masła (margaryny) - ja daję masło  
1 szklanka (250 ml) cukru - użyłam trzcinowego   
6 łyżek wody
2 czubate łyżki ciemnego, dobrego kakao
2 łyżeczki cukru waniliowego (dałam cukier z prawdziwą wanilią Kotanyi)  
1,5 szklanki mąki tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 żółtka
4 białka

Masa serowa:
1 szklanka cukru
500 g mielonego twarogu (użyłam twarogu z wiaderka firmy Jana)
1 łyżka maki ziemniaczanej
1/3 kostki rozpuszczonego masła (około 65-70 g)
2 żółtka
2 białka
 

Masło, cukier, wodę, kakao, cukier waniliowy rozpuścić w rondlu - nie gotować. Do przestudzonej masy dodać żółtka, mąkę i proszek do pieczenia. Dokładnie wymieszać. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, dodać do masy i delikatnie połączyć.
Żółtka utrzeć z cukrem, dodać twaróg dodać, mąkę ziemniaczaną i roztopione masło. Wszystko wymieszać. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli. Połączyć delikatnie z masą serową.
Na blachę (40 x 25 cm) wysmarowaną masłem i posypaną mąką, wyłożyć najpierw ciemne ciasto a na to masę serową – tzn. łyżką zrobić kleksy z masy serowej na ciemnym cieście (zapadną się w ciasto).
Piec około 60 minut temp. 170-180 stopni (u mnie 170 w termoobiegu)


Czasem ser opadnie, bo jest sporo cięższy od ciasta, ale w niczym to nie przeszkadza... a nawet całkiem ładnie wygląda :-)) Ciasto za każdym razem wygląda nieco inaczej, co też ma swój urok – tak naprawdę nie wiemy, co zobaczymy po rozkrojeniu :-)
Można polać rozpuszczoną czekoladą, albo tak jak ja posypać cukrem pudrem.
Można zrobić to samo ciasto z podwójną masą serową, wtedy murzynek przekształci nam się w sernik zwany „Izaurą”.


A tak wyglądał mój serowy murzynek poprzednim razem ;-)) Ser całkiem opad na dół.


piątek, 18 listopada 2011

Szybka, gęsta zupa pomidorowa na jesienny czy zimowy wieczór

Bardzo lubię tę zupę, robię ją często, szczególnie w jesienne i zimowe wieczory, gdy zmarznięta wracam z pracy. Przeważnie mam zamrożony bulion i go wykorzystuję, ale kostka bulionowa może być alternatywą (nie stosuję już od dawna tego zamiennika). Zdecydowanie smaczniejsza pomidorowa jest na rosole. Moja babcia w niedzielę często gotowała rosół, a w poniedziałek na tym co zostało przygotowywała zupę pomidorową... nie było smaczniejszej zupy niż ta poniedziałkowa pomidorówka.  
Oczywiście można tę zupę ugotować na skrzydełkach, czy kawałku schabu, ale wtedy już nie można powiedzieć o tej zupie, że jest szybka.... bowiem wymaga co najmniej godzinnego gotowania. Niektórzy nie dodają do zupy pomidorowej liścia laurowego, czy ziela - ja dodaję, bo wg mnie podkreśla to fajne smak pomidorów, a przy okazji rozgrzewa. Od czasu do czasu gotuję pomidorową używając świeżego soku pomidorowego Marwit - jest to trochę większy wydatek, ale zupa wychodzi przepyszna, podobnie jak z domowego przecieru.
Zupa jest gęsta, ale taką właśnie lubię – szczególnie gdy stanowi cały posiłek.
Każdy gotuje jak lubi – ja lubię właśnie tak.


Składniki na 4 duże porcje (albo 6 mniejszych)

3 - 4 średnie marchewki
1 pietruszka
½ niedużego selera
1 mała cebulka
1,5 l bulionu
½ szklanki sypkiego ryżu (ok. 100 -120 g)
500 ml tomatery albo słoiczek koncentratu pomidorowego albo krojone pomidory bez skórki (ja najbardziej lubię tomaterę albo domowy przecier, który dziwnie szybko się kończy)
2 ziarnka ziela angielskiego 
1 liść laurowy
kilka ziaren czarnego pieprzu
pieprz mielony, sól
1 czubata łyżeczka cukru
opcjonalnie koperek albo natka pietruszki czy bazylia

/żeby nie było, że znowu jakaś reklama - pokazuję czego używam, bo często pojawia się pytanie, co to jest tomatera/

Do garnka wlać 1,5 litra bulionu. Gdy używamy przecieru, a nie tomatery to bulionu powinno być około 2 litry.
Cebulkę pokroić w drobną kostkę i wrzucić do bulionu wraz z zielem, liściem i pieprzem. Zagotować, a w tym czasie obrać warzywa i zetrzeć je na tarce o grubych oczkach (ja wykorzystuję tarczę robota FP270 Kenwood). Wrzucić do wywaru i doprowadzić do wrzenia. Dodać opłukany ryż i zamieszać. Gotować około 20 minut często mieszając, aby ryż nie przywarł do garnka. Gdy ryż jest miękki dołożyć tomaterę albo koncentrat pomidorowy bądź pomidory, cukier i doprawić świeżo zmielonym pieprzem. Jeśli trzeba dodać trochę soli (u mnie przeważnie nie trzeba, ale ja soli używam bardzo mało). Zagotować. Jeśli jest zbyt gęsta dolać trochę wrzątku.  
Jeśli ktoś lubi może dodać odrobinę słodkiej śmietany... Ja osobiście wolę bez ;-))
Posypać ulubionym zielonym dodatkiem... albo i nie. Pełna dowolność.
Cały proces gotowania tej zupy trwa około 30 minut.


wtorek, 15 listopada 2011

Sałatka makaronowa z ogórkiem

Dziękuję za tak wiele ciepłych słów pod poprzednim postem. Od razu chce się dalej tworzyć :-) To naprawdę ogromnie miłe. Cieszę się, że kilka osób, które dotychczas tylko czytało moje wypociny odważyło się ujawnić. Ciekawa jestem jak wiele osób regularnie zagląda i cichutko się przygląda?
Może z czasem się ujawnią :-)
Dziś przepis na pyszną sałatkę. Dostałam go jakieś trzy lata czas temu od mojej sąsiadki Gosi. Lekko go przez ten czas zmodyfikowałam. Sałatkę robię od czasu do czasu i uważam, że jest świetną odmianą od tradycyjnej sałatki jarzynowej, którą lubię najbardziej. Jest prosta, szybka i naprawdę smaczna.


Składniki:

200g makaronu w kształcie ziarenek ryżu (użyłam makaronu czanieckiego)  
1 duży ogórek wężowy
1 puszka kukurydzy
30 dag szynki konserwowej
2 – 3 łyżki posiekanego koperku
sos jogurtowo - koperkowy Kotanyi (można go pominąć)
2 łyżki majonezu
4 łyżki jogurtu
½ łyżeczki białego pieprzu

Makaron ugotować w lekko osolonej wodzie. Ogórek obrać, pokroić w drobną kostkę. Kukurydzę odcedzić, a szynkę pokroić w drobną kostkę (podobną jak ogórek). Dodać koperek.
Majonez wymieszać z jogurtem, dodać sos koperkowy i pieprz. Wlać do pokrojonych składników i wymieszać. Schłodzić w lodówce.

Ps. Zamiast sosu jogurtowo - koperkowego można dodać swoje ulubione przypraw, co też czynię już od dłuższego czasu. Koperek, sól, pieprz, odrobina cukru z powodzeniem zastępuje gotowy sos.


piątek, 11 listopada 2011

Rogale marcińskie i pięć lat mojego kulinarnego blogowania


Dzisiejszy wpis będzie specjalny... i specjalny będzie przepis. Jutro minie pięć lat od mojego pierwszego przepisu umieszczonego na Kulinarnych Szaleństwach na Onecie... to była szarlotka mojej Babci – najlepsza na świecie. A dziś specjalnym przepisem będą rogale marcińskie, bo robione przeze mnie po raz pierwszy.
Dziękuję Wam za obecność, za komentarze i za wszystkie maile pełne życzliwości. 
I mam też dla Was niespodziankę – od dziś przez najbliższe 6 miesięcy, każdego 12 dnia miesiąca będę obdarowywała jedną z komentujących osób książką z zakresu kulinariów... Nie interesuje mnie ilość komentarzy, ale ich jakość a także zaangażowanie w tworzenie tego miejsca, bo przecież i ja od Was wiele się dowiaduję i chętnie się uczę. Ocena ta będzie bardzo subiektywna, kryteriów nie ma żadnych... ot takie moje widzimisię :-) 
I już dziś zaczynam tę akcję, a że okazja specjalna to książki będą dwie. Dostaną je Ala i Dorota – dwie dziewczyny, które są ze mną od bardzo dawna i które zawsze mają coś do powiedzenia. Dorota mnie często rozśmiesza, a Ala dzieli super pomysłami. Dziewczyny dostaną takie książki:


Każdego 12 dnia miesiąca obwieszczę do kogo wędruje kolejna książka :-)

A teraz już przechodzę do przepisu – w końcu to blog kulinarny :-))
To moje pierwsze, samodzielnie zrobione rogale marcińskie. Jadłam je od dziecka, bo Mama przywoziła z Poznania... a gdy nie jechała sama to zawsze ktoś z pracy po nie „wyskoczył”. Kiedyś rogale świetomarcińskie były pieczone tylko na 11 listopada, w tej chwili są dostępne przez cały rok, ale to właśnie w listopadzie poznańskie cukiernie sprzedają około 400 ton tych słodkich pyszności.
Ja swoje rogale przygotowałam zainspirowana przepisem Bajaderki, która umieściła swój przepis na forum cincin – jej oryginalny przepis można zobaczyć kilkając TU.
Podaję jednak moją wersję i na ciasto i na nadzienie - po obejrzeniu wywiadu z poznańskim cukiernikiem wiedziałam już co się nie zgadza, potem skonsultowałam przepis jeszcze z innym poznańskim cukiernikiem i zrobiłam wersję podobno najbardziej poprawną. Tyle, że ja margarynie i sztucznym aromatom powiedziałam NIE i zamiast margaryny używam masła, a zamiast sztucznych aromatów daję masę marcepanową.
Ale mam jedną, myślę, że bardzo ważną uwagę – rogale marcińskie powinny ważyć około 200 -250 g, a te są zdecydowanie mniejsze (około 120 g). Ale cóż, pierwsze koty za płoty, następnym razem będę mądrzejsza i zrobię nie 26 mniejszych (tak jak dziś), a 16 dużych rogali, żeby dorównywały wyglądem tym prawdziwym... bo jeśli chodzi o smak to są pyszne.
Mam nadzieję, że przepis nie będzie pozostawiał wątpliwości (starałam się jak mogłam, aby był czytelny), ale gdyby tak się zdarzyło to oczywiście odpowiem na pytania.

Składniki na 24 mniejsze albo 16 dużych rogali  

Ciasto:
1 szklanka* ciepłego mleka
30 g świeżych drożdży
3 żółtka (2 białka zostawiamy do masy makowej)
pół łyżeczki ekstraktu z wanilii
3,5 szklanki mąki pszennej tortowej
3 łyżki drobnego cukru
szczypta soli
3 łyżki masła (ok 50 g) + 200 g miękkiego masła** (do wałkowania)

Nadzienie:
350 g białego maku
100 g masy marcepanowej (użyłam masy przywiezionej z Niemiec)
3/4 szklanki cukru pudru
150 g orzechów włoskich
100 g blanszowanych migdałów - bez skórki (użyłam płatków migdałowych)
70 g suszonych fig
70 g daktyli bez pestek (użyłam świeżych, ale mogą być też suszone)
3 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
3 łyżki gęstej kwaśnej śmietany
2 białka
4 podłużne biszkopty, pokruszone na okruszki (utłukłam je w moździerzu niezbyt drobno) albo kawałek suchej chałki

Dodatkowo:
jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania rogali
1 szklanka cukru pudru + 1 łyżeczka soku z cytryny + gorąca woda (na lukier)
posiekane orzeszki lub migdały do posypania

*używam szklanki o pojemności 250 ml
**używam masła extra z zawartością tłuszczu minimum 82%



Ciasto:
Przygotować rozczyn: do ½ szklanki ciepłego mleka dodać 1 łyżkę cukru i drożdże, dobrze wymieszać i odstawić na około 15 minut do wyrośnięcia (w ciepłe miejsce).
Żółtka utrzeć z 2 łyżkami cukru i ekstraktem waniliowym na kogel – mogel. 3 łyżki masła roztopić w małym rondelku.
Mąkę przesiać, dodać szczyptę soli i wymieszać w dużej misce. Dodać rozczyn, pozostałe mleko i kogel mogel. Połączyć, wyrobić aż ciasto będzie sprężyste Dodać roztopione, ostudzone masło i wyrabiać jeszcze przez chwilę, aż ciasto wchłonie tłuszcz. Wyrobione ciasto włożyć do miski, przykryć folią i wstawić do lodówki na godzinę.
Schłodzone ciasto przełożyć na stolnicę (z racji tego, że stolnicy nie posiadam wykorzystałam blat) i rozwałkować na prostokąt (u mnie 45x25 cm) – tak, aby krótsze strony stanowiły górę i dół. 200 g masła pokroić w plastry, ułożyć na cieście (od razu całe 200 g masła) a następnie rozsmarować równomiernie na całej powierzchni. 1/3 ciasta złożyć do góry, następnie złożyć dolną część tak, by przykryła tę górną – wyjdą trzy warstwy. Docisnąć, obrócić o 90 stopni i delikatnie rozwałkować na prostokąt (nie podsypywać zbyt mocno mąką – ciasto jest plastyczne)
Złożyć tak jak poprzednio na trzy części i włożyć na kolejną godzinę do lodówki. Proces wałkowania i składania powtarzać 3 razy za każdym razem obracając ciasto i chłodząc je między wałkowaniami przez godzinę. Po ostatnim rozwałkowaniu i złożeniu ciasto dobrze zawinąć w folię i włożyć do lodówki na na całą noc.
Wyjąć z lodówki na 20 minut przed robieniem rogalików.

Nadzienie:
Mak, figi i orzechy sparzyć gorącą wodą (każde w osobnym naczyniu). Zostawić na 30 minut, odcedzić i dobrze odsączyć (na drobnym sicie). Mak, orzechy, figi, daktyle i migdały dwukrotnie przepuścić przez maszynkę z drobnym sitem. Masę marcepanową rozetrzeć mikserem z cukrem pudrem i 3 łyżkami śmietany. Do utartej masy dodawać partiami zmielony mak z bakaliami i cały czas miksować na średnich obrotach. Dodać okruszki biszkoptowe, posiekaną skórkę pomarańczową i dobrze wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę, dodać do masy makowej i delikatnie wymieszać.
Masa powinna być zwarta, ale nie twarda (jeśli jest za mocno zbita można dodać łyżkę śmietany)
Ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach 65 x 40 cm i przeciąć wzdłuż długiego boku na 2 części. Każdy powstały w ten sposób pasek pokroić na 12 (albo 8) trójkątów. Rozsmarować nadzienie zostawiając mały margines na wszystkich bokach trójkąta – na postawie trójkąta zostawić około 1,5 cm. Brzeg trójkąta założyć na masę makową, na środku zrobić nacięcie i delikatnie odgiąć na boki a następnie zwinąć rogaliki zawijając rogi pod spód (brzmi skomplikowanie, ale robi się łatwo). Masa makowa ma prawo, a nawet powinna lekko wychodzić i być widoczna.
Gotowe rogaliki ułożyć na blaszce zostawiając między nimi spore odstępy, przykryć ściereczką kuchenną i pozostawić do wyrośnięcia na 90 minut.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni (u mnie dolna grzałka + termoobieg). Wyrośnięte rogale posmarować jajkiem roztrzepanym z mlekiem, wstawić do gorącego piekarnika i piec około 20 minut, aż się ładnie zarumienią. Wyjąć na kratkę i jeszcze lekko ciepłe polukrować (cukier puder utrzeć z 1 łyżeczką soku z cytryny i niewielką ilością ciepłej wody), posypać posiekanymi orzechami lub migdałami.


A TUTAJ można zobaczyć rogale marcińskie, które upiekłam w 2012 roku:





I w 2013 roku zrobiłam TAKIE


I 2014 rok:


I 2015 rok:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...