sobota, 31 grudnia 2011

Schab ze śliwkami i morelami

Schab pod taką postacią jest doskonałym pomysłem na obiad ale równie dobrze smakuje na zimno, np. z sosem chrzanowo – żurawinowym. Schab w wersji „do chleba” piekę dosyć często, bo zawsze jest to lepszy wybór niż wędlina ze sklepu, w której nie wiadomo co jest. I przyznam się, że nie szynka, nie karkówka a właśnie schab jest moim ulubionym mięsem jedzonym na zimno.
Moja wersja schabu jest bardzo prosta i w sumie nie wymaga żadnych umiejętności, poradzi sobie z nim każdy. Oczywiście można nadziać schab samymi śliwkami, ale my lubimy z morelami. Ostatnio nawet mój brat stwierdził, że z morelą smakuje lepiej. 


Składniki:
ładny kawałek schabu środkowego (u mnie 1,6 kg)
8-10 suszonych śliwek
8-10 suszonych moreli
1 łyżka płynnego miodu
sól, pieprz
½ szklanki wody


Schab umyć, osuszyć dokładnie papierowym ręcznikiem albo lnianą ściereczką. W środek schabu wbić nóż o długim i dosyć wąskim ostrzu (około 2 cm szerokości). Zrobić delikatne nacięcie uważając, aby nie rozciąć za mocno, bo to jednak ma być schab w owocami, a nie owoce ze schabem. Ja nie przebijam schabu na wylot, zostawiam około 1 cm nieprzekrojonego mięsa od końca (łatwiej upycha się wtedy owoce). Do powstałego otworu wkładać na przemian śliwki i morele i dokładnie upychać (wykorzystuję do tego trzonek drewnianej kopystki).
Gdy już schab będzie nadziany posmarować go miodem i dokładnie posypać solą i pieprzem (jak to mówi moja mama: sól między palce i raz przy razie dobrze nasolić), można też oprószyć delikatnie czerwoną słodką papryką (ja tego nie robię). Przykryć folią spożywczą i wstawić na co najmniej 12 godzin do lodówki.  
Schab przełożyć do foliowego rękawa, albo naczynia żaroodpornego (wolę rękaw, bo nie muszę potem szorować naczynia), wlać ½ szklanki wody.
Piekarnik nagrzać do 200 -220 stopni, wstawić mięso do gorącego piekarnika. Po 10 minutach zmniejszyć temperaturę do 160 stopni (termoobieg) i piec 1h na każdy kilogram mięsa (ja piekłam mój schab 100 minut). Jeśli pieczemy mniej niż 1 kg to czas pieczenia wynosi około 1 godziny.  
Wyciągnąć z naczynia albo rękawa, przełożyć na półmisek, zostawić do wystygnięcia. Najlepiej schab kroi się po kilku godzinach spędzonych w lodówce. A jeśli chcemy podać na ciepło wystarczy odczekać 10 -15 minut, aby mięso „odpoczęło” (inaczej po przekrojeniu wyciekną z niego soki).
Smacznego :-)

czwartek, 29 grudnia 2011

Królik na bani z marchewkowym akcentem

O tym, że królik lubi marchewkę to wie nawet małe dziecko... ale, że ja polubię królika nie było dla mnie takie oczywiste. Dotychczas broniłam się przed jedzeniem mięsa z królika, no bo jak można jeść stworzonko, które tak fajnie rusza noskiem? Ale Zielonooki, niczym kropla wody drążąca skałę, marudził, żebym zrobiła królika. Dałam się w końcu namówić i żałuję, że tak późno, bo mięso okazało się bardzo delikatne i niezwykle smaczne. Wyczytałam też, że mięso z królika jest jednym z najzdrowszych, zawiera dużo białka i minerałów, natomiast tłucz i cholesterol występuje w nim w minimalnych ilościach. Doskonałe dla dzieci, osób starszych, odchudzających się i rekonwalescentów.  

Przejrzałam wiele przepisów z królikiem w roli głównej, ale w zasadzie niczego nie wybrałam, zdałam się na swój instynkt i smak i wyszedł naprawdę fajny obiad. Gdzieś wyczytałam, że królika należy traktować podobnie jak drób, więc tak też uczyniłam. Udusiłam go z marchewką i dodatkiem ciemnego piwa. Jeśli ktoś smaku piwa nie lubi może wykorzystać białe wino, pewnie też będzie pysznie. Spróbuję następnym razem :-) Może nie jest to zbyt fotogeniczne danie, ale bardzo smaczne.


Składniki na 2 porcje:

2 kawałki królika (użyłam dwóch niedużych udek)
1 duża cebula
2 średnie marchewki
½ szklanki ciemnego piwa
½ szklanki bulionu albo wody
1 ząbek czosnku
1 listek laurowy
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka pieprzu
½ łyżeczki tymianku
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka klarowanego masła
1 łyżeczka oliwy
1 płaska łyżka mazeiny (albo mąki)
1 łyżka śmietany (użyłam kremówki)


Kawałki królika opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem. Ząbek czosnku przekroić na pół i natrzeć nim każdy kawałek mięsa (czosnek wyrzucić). Posolić, popieprzyć i oprószyć tymiankiem.
W rondlu (użyłam głębokiej ceramicznej patelni Delimano) rozgrzać masło i oliwę. Kawałki mięsa włożyć na rozgrzany tłuszcz i obsmażyć na złoto. W tym czasie obrać cebulę i pokroić ją w ćwierć talarki. Obsmażonego królika przełożyć na talerz, a do rondla wrzucić cebulę i delikatnie ją podsmażyć (lekko posolić i popieprzyć). Na podsmażoną cebulę przełożyć kawałki mięsa, podlać bulionem (wodą) wymieszanym z piwem. Wrzucić liść laurowy.
Marchewki obrać, pokroić w plasterki i dodać do rondla. Całość dusić około 60 minut, aż mięso i marchewka będą miękkie. Pilnować, aby w rondlu cały czas był płyn. Mąkę rozprowadzić w niewielkiej ilości wody. Wlać do sosu, dodać majeranek, wymieszać. Spróbować i ewentualnie dodać odrobinę soli i pieprzu do smaku. Na samym końcu wlać łyżkę śmietany i wymieszać.  
Podawać z ulubionymi dodatkami – u nas były ziemniaki z koperkiem i surówka z kiszonego ogórka.


wtorek, 27 grudnia 2011

Sernik „Złota rosa”


Przepis na to smaczne ciacho znalazłam dawno (ponad 20 lat temu) w gazecie i troszkę go zmodyfikowałam.
Spotkałam się już z kilkoma wersjami tego ciasta, ale ja robię wg poniższego przepisu, choć czasem coś zmieniam, np. olej zastępuję roztopionym masłem, albo do piany dosypuję wiórki kokosowe. W piątek zrobiłam wersję z ciastem tylko na spodzie i było bardzo dobrze. To jeden z niewielu serników, do którego używam gotowego twarogu z wiaderka.
Ostatnio Karola skorzystała z tego przepisu (zamieszczonego na starym blogu), ale zanim doczytała przepis do końca, to wszystkie składniki masy od razu wrzuciła do miski i zmiksowała. Nazwała go sernikiem ekspresowym. Jak widać można i tak.  
Zielonooki mówi, że to sernik palce lizać ;-)



Składniki na duża blaszkę 25 x 40 cm

Ciasto:
2 szklanki*mąki
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki* cukru
1 łyżka cukru waniliowego (u mnie Kotanyi)
250 g masła 
3 żółtka (białka zostawić)

Wszystkie składniki włożyć do miski i zagnieść ciasto aż będzie gładkie. Ciasto będzie dosyć lepiące.
Prostokątną dużą blachę (moja 40 x 25 cm - mierzona u góry) posmarować tłuszczem, wysypać mąką, oblepić ciastem, łącznie z brzegami. Ciasto można podpiec w piekarniku (około 10 minut na 200 stopni), ale nie jest to konieczne. Ostatnio nie wylepiałam brzegów, ale wyłożyłam całe ciasto na spód i podpiekłam przez 15 minut na 200 stopni (po podpieczeniu przestudziłam).

Masa:
1 kg twarogu (do tego sernika używam mielonego twarogu z wiaderka)
4 całe jaja
1 szklana cukru
1 budyń śmietankowy (zwykły na 500 ml) albo 2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
1 cukier z prawdziwą wanilią (u mnie Kotanyi)
2 szklanki* zimnego mleka (3,2%)
sok z połowy cytryny
1/2 szklanki oleju (ostatnio zastąpiłam rozpuszczonym masłem)

Białka od ciasta +1/2 szklanki cukru

*szklanka, której używam ma pojemność 250 ml

Do twarogu dodać cukier, cukier waniliowy, jaja i wszystko zmiksować na gładką masę. Następnie dodać budyń (w proszku), olej i sok z cytryny i ponownie zmiksować, na koniec dodać zimne mleko, wymieszać i wlać na blachę wyłożoną ciastem (UWAGA: ciasto serowe jest lejące).
Piec około 60 minut w temperaturze 160 - 165 stopni w termoobiegu (bez termoobiegu 175 - 180 stopni).  
Na 15 minut przed końcem pieczenia wyciągnąć blaszkę i wyłożyć na ciasto pianę ubitą z 3 zostawionych białek z 1/2 szklanki cukru, wstawić do piekarnika i piec jeszcze 15 minut.
Dobra rada: po około 30 minutach (od wstawienia do piekarnika) włączam dodatkowo dolną grzałkę, aby podpiec spód (jeśli ktoś nie posiada to po prostu zestawić blaszkę na niższy poziom).
Po upieczeniu wyciągnąć ciasto z piekarnika i zostawić do wystygnięcia. Gdy ciasto ostygnie pojawią się na nim piękne krople, które będą wyglądały jak złota rosa (pod warunkiem, że na górze nie zrobi się beza).
Ciasto zostawić do całkowitego wystudzenia (u mnie zawsze stoi całą noc przed rozkrojeniem)



poniedziałek, 26 grudnia 2011

Pasztet domowy mojej Mamy


Kilku osobom obiecałam przepis na domowy pasztet, ale jakoś się nie składało, bo choć przepis miałam napisany już dawno to ciągle zapominałam o zdjęciach.
Ale dziś już je mam – zrobiłam na świątecznym stole i mogę się podzielić przepisem. Pewnie teraz nikt pasztetu piec nie będzie, ale może za jakiś czas przepis się przyda.
Wiele jest przepisów na pasztet, ale ile jest naprawdę dobrych? Hmm... to pewnie zależy od tego, co kto lubi. Ja lubię pasztet z przepisu mojej Babci, który robi również moja Mama - dla mnie jest doskonały. Nie smarowny, ale właśnie taki upieczony... najsmaczniejszy z chrzanem albo musztardą.
Kilka lat temu mój szwajcarski kolega poprosił mnie o przepis na pasztet. Przez kilka lat przebywał w Polsce i bardzo mu smakowała polska kuchnia. A że ma smykałkę do gotowania i eksperymentowania to postanowił zmierzyć się z pasztetem. Tylko nie mógł zaleźć przepisu. Moja Mama się nad nim ulitowała i podzieliła swoim, rodzinnym przepisem.
Michael pasztet upiekł i już trakcie pieczenia połowa sąsiadów zastukała z pytaniem co on takiego robi, że tak pachnie... a gdy następnego dnia zabrał do pracy, aby poczęstować swoich współpracowników (dojeżdżał wtedy do pracy z Bazylei do Miluzy we Francji) to usłyszał, że to jeden z najlepszych pieczonych pasztetów jakie jedli.
Ja mogę tylko potwierdzić, bo pasztet jest naprawdę smaczny. Miałam okazję spróbować kilkunastu pasztetów pieczonych przez różne osoby, ale ten smakuje mi najbardziej. Zrobienie dobrego pasztetu zależy od jakości mięsa, jakiego użyjemy. Wbrew pozorom tu nie można wrzucić byle czego. A i trzeba uważać, aby nie przedobrzyć z wątrobą, bo wtedy smak zostanie przez nią zdominowany.
Pasztet pojawia się w naszym domu głównie przy okazji świąt. A że zawsze powstaje go więcej, bo małej ilości nie ma sensu robić, to go zamrażamy i zawsze można wyciągnąć z zamrażarki, gdy przyjdzie ochota.
Od jakiegoś czasu pieczemy pasztet w jednorazowych foremkach aluminiowych – pasztet tak nie wysycha jak w metalowych.



Składniki:( z tej porcji wychodzą 3 - 4 keksowe foremki aluminiowe albo duża tortownica)

1 i ½ kg mięsa wieprzowego (łopatka lub karkówka)
½ kg surowego boczku
½ kg cielęciny lub 2 ćwiartki z kurczaka
½ kg wątroby cielęcej, drobiowej lub wieprzowej
1 średnia cebula
1 duża marchew
1 średnia pietruszka
½ małego selera
2 liście laurowe
5 ziaren ziela angielskiego
10 ziaren czarnego pieprzu
3 czubate łyżeczki soli

Dodatkowo
1 szklanka bułki tartej
5 jaj
1 łyżeczka startej gałki muszkatołowej
1 czubata łyżeczka czarnego mielonego pieprzu
1 płaska łyżeczka soli
3 czubate łyżki majeranku
ok. 2 szklanek wywaru z gotowania mięsa

masło i bułka tarta do wysmarowania formy

Do garnka włożyć wszystkie rodzaje mięs z wyjątkiem wątroby. Dodać warzywa i przyprawy. Zalać zimną wodą – tyle, aby mięso i warzywa były przykryte. Gotować do miękkości mięsa na małym ogniu (około 2 godziny). W trakcie gotowania sprawdzić, czy mięso jest wystarczająco słone – w razie potrzeby dosypać jeszcze trochę soli do smaku..
Po ugotowaniu mięso odcedzić zachowując wywar. Warzywa i przyprawy wyrzucić. Wątrobę pokroić na kawałki, wrzucić do gorącego wywaru i parzyć tak długo, aż nie będzie wyciekała z niej krew – sprawdzić wbijając w wątrobę widelec.
Ugotowane mięso i wątrobę zostawić do wystygnięcia a następnie zemleć dokładnie na gładką masę w malakserze, albo przepuścić trzykrotnie przez maszynkę do mielenia mięsa (drobne sito).
Do zmielonej masy dodać 1 szklankę tartej bułki, wbić 5 jaj, wsypać 1 łyżeczkę startej gałki muszkatołowej, 1 czubatą łyżeczkę zmielonego czarnego pieprzu, 1 płaską łyżeczkę soli, 3 czubate łyżki majeranku (roztartego w dłoniach) i 1,5 szklanki wywaru z gotowania mięsa. Masę dokładnie wyrobić, jeśli będzie za sucha dodać jeszcze trochę wywaru. Masa powinna być wilgotna ale nie luźna.
Foremki jednorazowe wysmarować masłem, wysypać bułką tartą. Przełożyć do nich masę (po trochu) ubijając dłonią. Wierzch posypać bułką tartą i polać 3 łyżkami wywaru.
Wstawić do nagrzanego do 170 stopni piekarnika (u mnie góra - dół) i piec około 60 minut. Pasztet jest upieczony, gdy odchodzi od brzegów foremek.
Można też masę przełożyć do dużej tortownicy i piec około 100 minut.
Pasztet po upieczeniu można zamrozić i przechowywać do 3 miesięcy w zamrażarce.


piątek, 23 grudnia 2011

Życzenia świąteczne


"Jest taka Noc, w którą Niebo pochyla się ku ziemi
I taka Cisza, gdy Bóg szeptem przypomina o sobie w zakamarkach duszy
Jest taka Radość której nic nie potrafi zagasić
Jest taka Miłość, której nic zastąpić nie może..."

Kochani, życzę Wam i Waszym bliskim pięknych, radosnych, pełnych ciepła i miłości Świąt Narodzenia Pańskiego... Niech się spełniają Wasze
pragnienia...

Margarytka

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Półkruche paszteciki z kapustą kiszoną i grzybami


Paszteciki robię z dwóch rodzajów ciasta. Jedne są z półkruchego, drugie z drożdżowego.  I dziś przepis na paszteciki właśnie z półkruchego ciasta.

Przepis dostałam już kilka lat temu od mojej koleżanki Danusi. Nie robię ich jakoś szczególnie często, ale jak już robię to część zamrażam i są potem fajnym dodatkiem do barszczyku.

Farsz do tych pasztecików można zrobić bardzo różny – u mnie jest to albo kapusta z grzybami albo mięso z kapustą, ale z powodzeniem może to być też szpinak z ricottą.
Wersję drożdżową pasztecików znajdziecie TUTAJ 

Składniki

Ciasto:
4 szklanki mąki pszennej tortowej albo luksusowej
200 g zimnego masła (albo margaryny)
1 szklanka gęstej kwaśniej śmietany
2 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli (można też dodać do ciasta jakieś swoje ulubione zioła)

Farsz:
1 kg kapusty kiszonej
10 dag grzybów suszonych (można dać więcej jeśli ktoś lubi)
1 liść laurowy
2 ziela angielskie
2 łyżki bułki tartej
1 duża cebula
1 łyżka oliwy
pieprz

Kapustę włożyć do garnka, dodać grzyby, liść laurowy, ziele angielskie i ugotować do miękkości (około 1 godziny). Gdy się ugotuje wyrzucić liść i ziarna ziela.
Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę i usmażyć na złoto na łyżce oliwy. Kapustę z grzybami zmielić (albo drobno posiekać), dodać usmażoną cebulkę, pieprz i 2 łyżki bułki tartej, aby farsz się związał i nie uciekał z pasztecików. Wszystko wymieszać.
Składniki na ciasto razem zagnieść (mąkę można najpierw posiekać z masłem i dodać resztę składników), wyrobić na gładko, podzielić na pół, każdy kawałek rozwałkować na grubość około 0,7 cm. Pasztecikom można nadać różny kształt – rogali, trójkątów, kwadracików czy rombów.
Podaję mój ulubiony sposób: około 3 cm od brzegu nałożyć farsz, zwinąć w rulon tak, aby utworzył się wałeczek, lekko spłaszczyć i ciąć nożem na ukos.
Ułożyć na papierze do pieczenia. Posmarować rozkłóconym żółtkiem, aby nabrały ładnego koloru podczas pieczenia.
Piec około 20-30 minut w 180 - 200 stopni.


Ps. Z tego samego ciasta (tylko zamiast soli dodaję 1 łyżkę cukru) piekę pyszne rogaliki z makiem, dżemem czy czekoladą...

niedziela, 18 grudnia 2011

Szynka gotowana w czerwonym winie

Magda prosiła mnie o przepis na jakąś fajną świąteczną wędlinę. Miałam nie lada problem, bo nie mam praktycznie żadnych zdjęć. Na Wielkanoc gotowałam szynkę w winie i udało mi się zrobić tylko zdjęcia z przygotowań, a po rozkrojeniu poszła szybko... wtedy jeszcze nie pilnowałam kolejności: najpierw zdjęcia, potem na stół :-)
Ale postanowiłam podać przepis, bo szynka jest naprawdę świetna, ale aby przygotować ją na święta trzeba pomyśleć o niej najpóźniej jutro, bo szynka musi być zapeklowana minimum trzy dni (a najlepiej cały tydzień). Ja kupuję w moim ulubionym mięsnym sklepie szynkę peklowaną (można sobie wcześniej zamówić), ale w ostateczności można ją samemu przygotować przy użyciu soli peklowej (przeważnie 20 g soli peklowej na 1 kg mięsa, gdy mięso nacieramy, albo 25 g soli rozpuszczonej w 100 ml wody na 1 kg mięsa, gdy mięso nastrzykujemy).
Przepis dostałam od kuzynki, a ona bazowała na przepisie Nigelli. Pozmieniałam to i owo, bo pierwsza ugotowana szynka smakowała mi średnio – dla mnie było za dużo przypraw o anyżowym posmaku (zmniejszyłam ich ilość). Teraz wychodzi pyszna, krucha i aromatyczna a przy tym daje się ładnie, cienko koić.
Ja przeważnie wykorzystuję ten kawałek szynki, który jest popularnie zwany orzechem czy kulką. Ale można też wykorzystać inny kawałek szynki i po prostu zwinąć ją ciasno sznurkiem, aby nadać kształt (sznurek można zdjąć dopiero po całkowitym ostygnięciu mięsa).


Składniki:
1,5 - 2 kg szynki peklowanej
1 butelka czerwonego wytrawnego wina
1 nieduży koper włoski (fenkuł)
½ łyżeczki ziaren anyżu
1 gwiazdka anyżu
1 łyżeczka kolorowego pieprzu
½ łyżeczki ziaren kminu rzymskiego (kuminu)
½ łyżeczki ziaren kopru (można pominąć)
1 duża cebula w łupinie
3 – 4 ząbki czosnku w łupinkach
1 liść laurowy

*wszystkie przyprawy jakich używam to przyprawy Kotanyi


Zapeklowaną szynkę włożyć do garnka, cebulę i koper włoski przekroić na pół, dodać do mięsa i wrzucić pozostałe składniki. Zalać winem, tak aby całkowicie przykryło szynkę (jeśli jest go za mało to dolać wody).


Zagotować. Od chwili zagotowania gotować na najmniejszym palniku, na minimalnym ogniu 1h na każdy kilogram mięsa (przy 2 kg – 2h). Szynka nie powinna się mocno gotować, a jedynie wolno pyrkotać.


Po ugotowaniu zostawić jeszcze na pół godziny w garnku z winem (już bez gotowania), a następnie wyciągnąć i opłukać pod bieżącą wodą, aby pozbawić szynkę wszystkich „paprochów”. Ostudzić i dopiero wtedy włożyć do lodówki na co najmniej 12 godzin. Kroić ostrym nożem.

No i udało mi się zrobić zdjęcia gotowej szynki :-)



Torcik śmietanowo - owocowy, popularnie u nas zwany „hiszpanem”


Wypróbowałam wiele sposobów na ten torcik, ale w końcu doszłam do wniosku, że sama sobie dostosuję proporcje takie jak mi pasują i wtedy nie będę marudzić, że coś ma nie taką konsystencję jakbym sobie życzyła... I tym sposobem powstał mój osobisty sposób na wyśmienity placuszek, który robi się bardzo szybko i łatwo. A jeszcze szybciej znika ze stołu.
U nas popularnie mówi się na niego „hiszpan”, choć hiszpańskie torciki są raczej bezowe a nie śmietanowe.
Do przygotowania ciasta można użyć dowolnych owoców (poza świeżym ananasem i kiwi) i dowolnych galaretek. Ja dziś proponuję wersję brzoskwiniową, ale brzoskwinie można zastąpić mandarynkami, truskawkami czy malinami. Każda wersja smakuje świetnie.
Wbrew pozorom ciasto robi się bardzo szybko i nie jest trudne.
Można też pokusić się o zrobienie dwóch kolorowych warstw, ale mnie zwyczajnie szkoda czasu. Gdy byłam młodą dziewczynką to szalałam i robiłam nawet trzy warstwy... ale dorosłam i zmądrzałam :-)

Składniki na tortownicę (średnica 26 cm)
1 paczka drobnych biszkoptów
600 ml śmietanki kremówki (u mnie czarnkowska 30%)
2 -3 łyżki cukru pudru
4 galaretki brzoskwiniowe
1 puszka (albo słoik) brzoskwiń

Tortownicę wyłożyć folią spożywczą (może być aluminiowa). Na spodzie poukładać biszkopty.
Rozpuścić dokładnie 2 galaretki w 2 szklankach gorącej wody i ostudzić.
Śmietanę ubić na sztywno z 2 -3 łyżkami cukru pudru, dodać rozpuszczoną zimną galaretkę i ubijać razem jeszcze chwilę (do połączenia śmietany z galaretką). Odstawić na kilka minut, aż masa zacznie gęstnieć. Gęstą masę wyłożyć na biszkopty (bardzo delikatnie i powoli, żeby biszkopty nie podeszły do góry), wyrównać i wstawić do lodówki.  
Rozpuścić 2 pozostałe galaretki w 3 szklankach wody (ciut mniej niż jest napisane na opakowaniu, bo do owoców galaretka musi być ściślejsza).
Na ściągniętą masę śmietanową wyłożyć owoce i zalać ostudzoną, tężejącą już galaretką (jeśli zostanie trochę galaretki to po prostu wlać do miseczki, schłodzić i pozwolić zjeść jakiemuś łasuchowi ;-)
Czasem robię większą porcję i część przygotowuję w szklaneczkach. 


sobota, 17 grudnia 2011

Crumble z brzoskwiniami i mango pod kokosową kołderką


Czy może być coś lepszego niż smaczny ciepły deser? Bez zbędnych wstępów zapraszam na owocowe cudo.  


Składniki na 4 kokilki o średnicy wewnętrznej 8 cm

2 duże brzoskwinie (mogą być z puszki albo słoika)
1 mango
1 łyżka mąki kukurydzianej (albo zwykłej pszennej)
1-2 łyżki miodu

kruszonka:
35 g schłodzonego masła
35 g brązowego cukru
35 g mąki tortowej
25 g wiórków kokosowych
2 łyżeczki cukru waniliowego (polecam Kotanyi z prawdziwą wanilią)

Składniki na kruszonkę zagnieść i wstawić do lodówki (albo zrobić wcześniej i zamrozić). Kruszonka powinna mieć konsystencję grubego mokrego piasku.
Brzoskwinie i mango obrać, usunąć pestki, pokroić w kostkę i wymieszać z mąką kukurydzianą i miodem. Rozłożyć do 4 kokilek posmarowanych masłem. Posypać kruszonką i zapiekać około 20 minut w 200 stopniach (wstawić do gorącego piekarnika)
Udekorować kleksem śmietany albo gałką lodów... ale i bez żadnych dodatków smakuje również wspaniale.


czwartek, 15 grudnia 2011

Spaghetti z łososiem i zielonym groszkiem w sosie jajeczno - serowym z cytrynową nutą


Gdy wróciłam we wtorek do domu (po weekendzie spędzonym w Radomiu) czekała na mnie przesyłka od Kotanyi... Otworzyłam i zaczarował mnie delikatny cytrynowy zapach. Zastanawiałam się co tak pachnie i odkryłam, że torebka z pieprzem cytrynowym lekko się uszkodziła. Miałam już wcześniej pieprz cytrynowy, ale zawierał czosnek, którego zwolenniczką nie jestem. Ten czosnku nie ma i jest obłędnie aromatyczny. Niby nic szczególnego: pieprz, skórka cytrynowa i naturalne aromaty. A jednak... Wczoraj ugotowałam łososia w parowarze (w towarzystwie brokułów i ziemniaczka), a dziś zrobiłam łososiowe spaghetti... ot tak wrzuciłam to co miałam. Nie chciało mi się już iść do sklepu po makaron pełnoziarnisty, więc wykorzystałam ten, który miałam w domu – z mąki durum.  
Danie wyszło pyszne, choć kompletnie nie fotogeniczne. Ale nic to... zostało zjedzone ze smakiem.


Składniki na 2 porcje

150 -180 g makaronu spaghetti albo tagliatelle (w zależności od apetytów)
150 g surowego łososia (filet)
4 łyżki startego sera grana padano
2 jajka
2 łyżki mleka
sok z ½ cytryny
½ łyżeczki pieprzu cytrynowego (u mnie Kotanyi)
szczypta soli (u mnie morska Kotanyi)
½ łyżeczki ziół włoskich z młynka Kotanyi
¾ szklanki mrożonego groszku
1 łyżeczka oliwy


W dużym garnku zagotować wodę na makaron (dodając 1 łyżeczkę soli), w mniejszym zagotować wodę na groszek (ze szczyptą soli i 1 łyżeczką cukru). Do wrzącej wody włożyć makaron, przykryć i ugotować al dente. Groszek wsypać do wrzącej wody i gotować bez przykrycia około 7 minut (spróbować – groszek powinien być miękki).
Łososia opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem, delikatnie posolić i posypać pieprzem cytrynowym. Na dużej patelni albo w woku (użyłam mojego ceramicznego woka Delimano) rozgrzać 1 łyżeczkę oliwy, włożyć łososia i smażyć go po kilka minut z każdej strony (czas zależy od grubości fileta). Gdy łosoś będzie usmażony ściągnąć do z patelni i podzielić na kawałki.
Jajka wbić do miseczki, dodać 2 łyżki mleka, sok z cytryny i 3 łyżki sera, zioła włoskie i wszystko dobrze roztrzepać.
Makaron i groszek odcedzić. Przełożyć na patelnię razem z łososiem. Wlać sos i szybko wymieszać, żeby nie zrobiła się jajecznica. Przełożyć na ogrzane talerze, oprószyć ziołami, posypać resztą sera i podawać.


wtorek, 13 grudnia 2011

Fajitas czyli mała wariacja na temat kuchni meksykańskiej

Jakiś czas temu odwiedziliśmy restaurację meksykańską w Poznaniu, o której już pisałam. Jedliśmy tam pyszne fajitas. Pomyślałam sobie, że warto przenieść to danie na grunt domowy, bo oprócz tego, że bardzo smaczne, to również bardzo proste – szczególnie, gdy użyjemy gotowych tortilli. Dostałam paczkę tortilli do spróbowania i wykorzystałam je właśnie do przygotowania tego dania.
Kupiłam też w moim ulubionym sklepie ładnie wykrojone sznycle wieprzowe, które idealnie się sprawdziły – wystarczyło pokroić je w paseczki. Można użyć również filetów z kurczaka i też będzie smacznie.
Całe danie robiłam na wyczucie, bez żadnego przepisu, bazując jedynie na własnym smaku, doprawiając moimi ulubionymi przyprawami Kotanyi. Jeśli ktoś lubi bardzo ostre dania może dodać więcej pikantnych przypraw. No i dla niektórych to może być mało słone, bo ja soli używam niewiele – tą kwestię trzeba regulować wg własnego uznania.


Porcja na 4 tortille

300 g szynki wieprzowej bez tłuszczu (wykorzystałam sznycle)
½ papryki czerwonej
½ papryki zielonej
½ papryki żółtej
1 duża cebula
½ łyżeczki soli morskiej (albo więcej jeśli ktoś uzna za słuszne)
½ łyżeczki mielonego kolorowego pieprzu
½ łyżeczki mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
1 łyżeczka czerwonej słodkiej papryki
½ łyżeczki ostrej papryki (ewentualnie płatki chili świeżo mielone)
sok z 1 limonki albo z ½ cytryny
2 łyżki oleju (użyłam z pestek winogron)
1 łyżka octu balsamicznego

4 gotowe tortille (pszenne, kukurydziane, pełnoziarniste – co kto lubi)
dowolny sos (guacamole, pomidorowy, ziołowy, śmietanowy) – u nas ziołowy na bazie jogurtu


Wszystkie przyprawy wsypać do miski, wlać sok z limonki (cytryny), olej, ocet balsamiczny i wymieszać. Mięso pokroić w paseczki, wrzucić do miski z marynatą i dobrze wymieszać (ja robię to ręką odzianą w jednorazową rękawiczkę). Zostawić na pół godziny (można i na dłużej)
Paprykę pozbawić gniazd nasiennych, pokroić w niezbyt grube paseczki. Cebulę obrać i pokroić w pół talarki.
Rozgrzać patelnie grillową albo woka, wrzucić mięso i obsmażyć. Przełożyć na ogrzany talerz, a na patelnię wrzucić cebulę i paprykę – podlać odrobiną gorącej wody, aby patelnia oddała wszystkie przyprawy, które zostały na patelni po smażeniu mięsa. Smażyć 4 minuty. Gdy woda odparuje wrzucić mięso i wszystko razem smażyć jeszcze przez około 5 minut. Całość można jeszcze oprószyć płatkami chili.
Można też warzywa zamarynować razem z mięsem i smażyć równocześnie – ja wolę wersję na „dwa razy”.
Tortille podgrzać, na każdą układać porcję mięsa i warzyw, polać sosem i zwinąć wg własnego uznania i fantazji. Ja podaję na stół osobno mięso z warzywami, osobno sos, osobno tortille – każdy może upaćkać się sam :-)


A teraz kolejna książka dla kolejnej komentującej osoby. Co prawda dziś nie 12 a 13 dzień miesiąca, ale nie było mnie przez weekend, wróciłam dopiero dzisiaj i nadrabiam zaległości.
W tym miesiącu komentatorką numer jeden jest Nikka, która lada dzień (gdy tylko poda adres na maila: margarytka75@vp.pl  i poczta dostarczy) otrzyma książkę Marty Gessler „Kuchnia Marty. Kolory Smaków”. Moja ocena oczywiście jest subiektywna, bo jak wspomniałam w listopadzie – nie ilość komentarzy, a ich jakość ma znaczenie.


środa, 7 grudnia 2011

Zupa grzybowa z suszonych borowików

Zupa grzybowa kojarzy mi się ze świętami... i choć w ciągu roku pojawiała się w naszym domu od czasu do czasu na obiad to jednak na tą wigilijną są przeznaczone najlepsze i najładniejsze borowiki przyniesione jesienią do domu przez Tatę i Brata (czasem też przeze mnie). Każdego roku Mama odkłada suszone kapelusze do osobnego słoja. A potem zapach i smak wigilijnej zupy przebija wszystko... I choć to bardzo prosta zupa... dla mnie najlepsza na świecie. Taką zupę moja mama gotuje od 40 lat (przepis dostała od babci)... taką gotuję od niedawna i ja.
Ważne, aby nie przesadzić z ilością grzybów. Za mało nie dobrze, ale i za dużo też źle, bo zupa zgorzknieje. Proporcje muszą być zachowane. Można użyć innych suszonych grzybów,  ale wtedy zmieni się nieco jej smak.


Składniki na 4-5 porcji:

50 -80 g suszonych kapeluszy borowików (albo innych suszonych grzybów)
1 duża marchew
1 mała pietruszka
1 kawałek selera
1 średnia cebula
1 liść laurowy
3 ziarna ziela angielskiego
8 ziaren pieprzu czarnego
1 czubata łyżka mąki pszennej
50 ml słodkiej śmietany 30% (najlepiej świeżej a nie UHT)
4 łyżeczki masła (najlepiej klarowanego)
sól, biały pieprz (u mnie jak zawsze Kotanyi)

Grzyby zalać wrzącą wodą, a po 5 minutach odcedzić (wodę wylać).
Warzywa obrać i opłukać. Do garnka wlać około 2 l wody. Zagotować. Dodać 1,5 łyżeczki soli, ½ łyżeczki białego pieprzu i 2 łyżeczki masła. Włożyć obrane warzywa i odcedzone grzyby. Dodać liść laurowy, ziele angielskie i pieprz.
Gotować do miękkości grzybów około 1 godziny. Przecedzić na sicie do innego garnka. Wybrać i wyrzucić cebulę, ziele angielskie, liść laurowy i pieprz (ważne, aby usunąć wszystkie ziarna ziela i liście, bo inaczej zupa będzie gorzka). Resztę warzyw i grzyby zmielić w maszynce na drobnym sicie.
Wywar ponownie zagotować. Mąkę rozprowadzić w niewielkiej ilości wody (świetnie sprawdza się mały słoiczek, do którego wsypujemy mąkę, wlewamy trochę zimnej wody, zakręcamy i kilkoma ruchami ręki roztrzepujemy mąkę w wodzie) i dodać do wywaru uważając, aby z mąki nie zrobiły się kluski. Dobrze jest po prostu dolać do słoiczka z mąką trochę ciepłego wywaru, wymieszać i w ten sposób wlać do garnka. Jeśli jednak powstałyby kluski to w tym momencie jeszcze nic straconego. Wystarczy wywar przecedzić przez sito i znów będzie czysty.
Do zaprawionego mąką wywaru dodać zmielone warzywa i grzyby oraz 2 łyżeczki masła. Doprawić do smaku solą i pieprzem jeśli trzeba. Zagotować i odstawić z ognia.
Wlać 50 ml śmietany uważając, aby się nie zwarzyła. I tu też można wykorzystać słoiczek – wlać do niego trochę zupy, dolać śmietany, wymieszać i wlać wszystko razem do garnka.
Zupę można przygotować trochę wcześniej, ale wtedy nie dodawać od razu śmietany a dopiero przed podaniem. Gdy śmietana jest już w zupie trzeba uważać przy odgrzewaniu, aby zupy nie zagotować, a jedynie dobrze podgrzać (istnieje ryzyko, że śmietana się zwarzy).
Tak przygotowaną zupę można jeść czystą, bo jest dosyć gęsta (tak jak u nas w Wigilię), albo z łazankami. Można też zrobić krem grzybowy i zamiast przepuszczać warzywa i grzyby przez maszynkę po prostu je zmiksować.
Gdy Mama gotowała tę zupę w ciągu roku to do niej były zawsze ziemniaki duszone z podsmażoną cebulką. Smakowało bosko. Jednak odkąd nie mieszkam z rodzicami to zupę grzybową jadam przeważnie w Wigilię... wtedy smakuje najlepiej.

Ps. Grzyby można namoczyć na noc w wodzie i potem do tej wody dodać warzywa i na niej gotować zupę. Ja przeważnie zapominam o namoczeniu grzybów wcześniej, ale one ugotują się bez problemów.


poniedziałek, 5 grudnia 2011

Krem z zielonego groszku

Zakochałam się w tej zupie, gdy po raz pierwszy zobaczyłam jak gotuje ją Nigella Lawson i nawet fakt, że nazwała ją zupą bagienną mnie nie zniechęcił. Pierwszy raz zrobiłam ją zgodnie z przepisem Nigelli, a potem zaczęłam eksperymentować i pozmieniałam co nieco.  
Jesienną i zimową porą często na kolację przygotowuję zupy kremy... marchewkowy, dyniowy i groszkowy mogę jeść na zmianę. Dwa pierwsze już na blogu są – dziś przyszedł czas na krem z groszku. W sumie nie wiem dlaczego wcześniej nie wstawiłam tego przepisu, bo krem gotuję regularnie, a paczka mrożonego groszku zawsze czeka w gotowość :-)
Krem jest sycący i naprawdę pyszny, a przy tym bardzo łatwy do przygotowania. Najlepszy oczywiście na domowym bulionie.



Składniki na 2 duże porcje:

300 g mrożonego groszku
1 średnia cebula
1 ziemniak (100 g)
1 cebulka ze szczypiorkiem (dymka)
700 ml bulionu albo wody
8 mini kuleczek mozzarelli (80 g) – można dać więcej jeśli ktoś ma ochotę
½ małej łyżeczki białego pieprzu (u mnie Kotani)
szczypta gałki muszkatołowej - najlepiej świeżo startej
1 łyżeczka masła klarowanego
½ łyżeczki cukru


Bulion zagrzać.
Cebulę obrać i pokroić w grubą kostkę. W garnku roztopić 1 łyżeczkę masła, wrzucić cebulę i zeszklić (nie rumienić). Po 2 – 3 minutach wrzucić obranego, pokrojonego w kostkę ziemniaka i mrożony groszek. Wszystko razem wymieszać, dodać cebulę dymkę i zalać gorącym bulionem, wsypać ½ łyżeczki cukru i gotować około 20 minut bez przykrycia (jeśli przykryjemy to groszek może stracić swój piękny zielony kolor). Gdy ziemniaki i groszek będą miękkie to wyciągnąć dymkę (wyrzucić). Dodać do smaku biały pieprz i gałkę muszkatołową. Odłożyć 1 łyżkę groszku do dekoracji, do garnka wrzucić mozzarellę  i całość zmiksować na gładki krem (blender Triblade HB724 firmy Kenwood od kilku miesięcy ułatwia mi pracę w kuchni).
Gorący krem wlać do miseczek albo dużych filiżanek i posypać odłożonym groszkiem.
Fajnym dodatkiem do kremu jest groszek ptysiowy czy grzanka ziołowa (albo czosnkowa). Ale znakomicie sprawdzają się też paluchy z ciasta francuskiego, które można przygotować w kilka minut.


niedziela, 4 grudnia 2011

Pierniczki świąteczne

Przepis na te pierniczki dostałam od mojej babci, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką i razem z babcią piekłam i ozdabiałam te korzenne ciasteczka. Babcia miała przepis zanotowany w swoim magicznym zeszycie, a kto jest jego autorem pojęcia nie mam. Kiedyś ktoś na moim starym blogu zarzucił mi, że skopiowałam czyjś przepis, choć w rzeczywistości nic takiego miejsca nie miało. Ale zajrzałam z ciekawości na wspomnianą stronę (na której wcześniej nigdy nie byłam ) i okazało się, że autorka faktycznie posiada podobny przepis, który pochodzi ze starego wydania „Kuchni polskiej”. Skąd go zaczerpnęła moja babcia nie mam pojęcia. W każdym razie pierniczki piekę od lat i przepisu zmieniać nie zamierzam, bo sprawdza się doskonale.
Lubię te pierniczki bez żadnych dodatków w postaci lukru czy czekolady, takie suche, maczane w gorącej herbacie smakują mi najbardziej. Ale Zielonooki lubi z czekoladą i lukrowane, więc część zawsze zostawiam suchych, a pozostałe ozdabiam.
Od kilku lat piekłam po 4 – 5 porcji pierniczków, które cierpliwie ozdabialiśmy i tuż przed świętami obdarowywaliśmy nimi naszych bliskich, przyjaciół i znajomych. W tym roku upiekłam tylko jedną porcję i nie wiem, czy znajdę czas na kolejne.
Przyprawę do pierników można zrobić samemu albo po prostu kupić gotową mieszankę. W jej skład wchodzą różne składniki. Firmy produkujące przyprawy różnie je komponują. Można w nich znaleźć cynamon, gałkę muszkatołową, kolendrę, imbir, goździki, ziele angielskie, pieprz, anyż, kardamon. Ale część przypraw zawiera również wypełniacze w postaci mąki i cukru, które są zupełnie zbyteczne. Mój subiektywny przegląd przypraw można zobaczyć TUTAJ.
Wypróbowałam wiele przypraw korzennych przez 20 lat, ale odkąd kupiłam przyprawę Kotanyi to okazało, że jakość jest pierwszorzędna. Przyprawa nie ma żadnych konserwantów ani wypełniaczy w postaci mąki i cukru, składa się tylko z naturalnych składników, po otwarciu cudownie pachnie i ma fajny, ciemny kolor. A przy tym ilość poszczególnych składników jest tak dobrana, że smak pierniczków czy ciast jest doskonały. Szczerze polecam, choć oczywiście nie narzucam. Można użyć innej przyprawy, albo stworzyć domową mieszankę do pierników, co też zdarza mi się czynić.



Składniki na około 80 – 100 sztuk (zależy od wielkości – dziś wyszło mi 100 sztuk)

500 g mąki pszennej wrocławskiej typ 500 albo tortowej typ 450
200 g prawdziwego miodu  (użyłam lipowego)*
200 g cukru pudru
125 g masła albo margaryny (ja daję masło)
1 jajko (używam jaj 75 g)
1 pełna łyżeczka sody oczyszczonej (10 g)
szczypta soli
3 czubate łyżeczki przyprawy do pierników (ja używam Kotanyi)

Masło, miód i przyprawę do piernika lekko podgrzać, ale nie gotować (masa powinna być płynna).
Na stolnicę (albo do miski) przesiać mąkę z sodą i solą, we wgłębienie wlać rozpuszczony i lekko przestudzony (ale nie zupełnie zimny) miód z masłem. Dodać resztę składników i wyrobić aż ciasto będzie gładkie i lśniące (wyrabia się bardzo lekko i szybko). Gotowe ciasto zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki na 2 godziny, aby się dobrze schłodziło (ciasto można przechowywać w lodówce nawet dwa dni). Ciasto wyciągnąć z lodówki na 10 - 15 minut przed wałkowaniem.
Blat, albo stolnicę oprószyć mąką. Ciasto podzielić na 4 części i po kawałku rozwałkować na grubość ok. 0,5 cm i foremkami wycinać pierniczki. Pierniczki układać na natłuszczonej blasze (albo na papierze – ja wolę papier, bo potem nie muszę blachy szorować) zachowując odstępy bo trochę urosną.
Piec ok. 10-15 minut w 160-170 stopniach aż będą złote, ale nie brązowe (ja piekę w termoobiegu).

*200 g miodu to cztery duże pełne łyżki, trochę więcej niż pół szklanki


Przestudzone pierniczki polukrować albo oblać stopioną czekoladą i ozdobić płatkami czekolady, posypką, migdałami, wiórkami kokosowymi – inwencja twórcza każdemu podpowie czym jeszcze.
Można je bardzo długo przechowywać w metalowym pudełku (u nas często leżą dwa miesiące i dłużej). Jeśli dołoży się do puszki skórkę od jabłka czy pomarańczy szybko zmiękną, bo "wyciągną" wilgoć ze skórek, a gdy zostawi się odkryte to wciągnąć wilgoć z powietrza.
Szybciej miękną pierniczki lukrowane.
Ja piekę pierniki mniej więcej miesiąc przed świętami, aby dać im czas na to, aby skruszały i zrobiły się miękkie.


Pojawiły się głosy, że ciasto ciężko się zagniata. No cóż, od lat robię te pierniki i nigdy niczego takiego nie zaobserwowałam - ciasto zagniata się dużo lżej niż zwykłe kruche. Ale to nie biszkopt, więc nie można oczekiwać, że wystarczy wymieszać składniki. Zagnieść trzeba.
Jeszcze jedna uwaga - masło, miód i przyprawę rozpuszczam równocześnie  w jednym rondelku, żeby miód się nie karmelizował. Ale nie gotuję, tylko podgrzewam, aby masa była płynna. Mąki zawsze używam tortowej, typ 450, a masła ekstra 82 % .
Jeśli ciasto nie chce się zagnieść, to oznacza, że masa miodowa została za mocno wystudzona (powinna być letnia), wystarczy dodać trochę śmietany albo masła i nie powinno być problemu.
Jeśli ciasto się lepi, wystarczy dosypać odrobinę mąki.  Niestety mąka mące nierówna, jedna jest bardziej sucha, druga mniej - w każdym razie nie ma się lepić, ma być gładkie i jednolite.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...