niedziela, 30 czerwca 2013

Jagodzianki serowe

Sezon na jagody już się zaczął, ale u nas przez trzy tygodnie było tak sucho, że jagód jest mało, a przez to są drogie (w ubiegłym roku płaciłam połowę tego, co obecnie). Jednak jagodzianki w sezonie zrobić trzeba. Kupiłam i zrobiłam. Na blogu jest już jeden przepis na jagodzianki, dziś proponuję drugi, równie smaczny.
Przepis na te jagodzianki znalazłam kilka lat temu w „Tele Tygodniu”, jednak autora nie podano. Pierwszy raz zrobiłam zgodnie z przepisem, a potem przepis przerobiłam zmniejszając ilość drożdży, tłuszczu oraz cukru. Zmieniłam też sposób wykonania, więc z oryginału niewiele zostało, za to jagodzianki wychodzą takie jakie powinny – znakomite.
 

Składniki na 12 większych albo 16 mniejszych jagodzianek:

Ciasto:
400 g mąki pszennej luksusowej
200 g twarogu (użyłam drobnego twarożku domowego z pudełka)
1 duże jajko
40 g świeżych drożdży
1/3 szklanki mleka
3 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru waniliowego (dałam cukier z wanilią Kotanyi)
4 łyżki oleju (użyłam oleju z pestek winogron, ale może być inny)
¼ łyżeczki soli

Nadzienie:
400 g jagód (poza sezonem można użyć mrożonych)
100 g twarogu
2 czubate łyżki cukru
1 czubata łyżeczka cukru waniliowego
1 łyżeczka mazeiny albo mąki ziemniaczanej + 2 łyżki zimnej wody

Dodatkowo:
cukier puder
1 łyżka gęstej śmietany (dałam 12 %)


Z drożdży, jednej łyżki cukru i 1/3 szklanki mleka przygotować zaczyn i zostawić na 15 minut do wyrośnięcia. Mąkę przesiać, wymieszać z solą. Twaróg wymieszać z olejem, jajkiem i pozostałym cukrem. Dodać mąkę, wyrośnięty zaczyn i wyrobić gładkie, elastyczne ciasto (mnie wyręczył robot Chef Titanium). Przełożyć do miski wysypanej mąką, przykryć ściereczką i zostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na 40 – 60 minut (można wstawić do lekko podgrzanego piekarnika, gdy w mieszkaniu jest chłodno).
W tym czasie przygotować nadzienie. Jagody wsypać do rondelka, zasypać cukrem i cukrem waniliowym, zagotować. Gdy puszczą sok odlać 2 łyżki (przydadzą się do jagodowego lukru). Do małego słoiczka wlać 2 łyżki zimnej wody, wsypać mazeinę albo mąkę ziemniaczaną, roztrzepać i wlać do gorących jagód. Gotować około minuty, aż całość zgęstnieje. Zostawić do przestygnięcia. Gdy ostygnie wymieszać z twarogiem. 
Gdy ciasto podwoi swoją objętość zagnieść je ponownie, ale tylko przez chwilę, uformować wałek i podzielić ciasto na 12 albo 16 równych części. Z każdej części uformować okrągły placuszek o średnicy mniej więcej 10 cm. Na środek położyć po łyżce nadzienia i bardzo dokładnie zlepić. Uformować okrągłe albo podłużne bułeczki i ułożyć je (zlepieniem do dołu) na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Zachować odstęp, bo jagodzianki jeszcze sporo urosną. Zostawić na 20 minut do ponownego wyrośnięcia.
Piekarnik nagrzać do 200 stopni (góra – dół) albo do 175 (termoobieg), wstawić blaszkę i piec jagodzianki 15 – 20 minut, do ładnego zrumienienia (ja piekłam w termoobiegu przez 17 minut). Wyciągnąć i zostawić na kratce do przestygnięcia.

Z 4 – 5 łyżek cukru pudru i śmietany ukręcić biały lukier i posmarować nim upieczone, przestudzone jagodzianki. Z 3 łyżek cukru pudru i soku jagodowego ukręcić ciemny lukier i zrobić paseczki na białym lukrze. Można posypać świeżymi jagodami. 





sobota, 29 czerwca 2013

Z serii "coś na zimę": Frużelina czereśniowa z kardamonem

Kolejna frużelina, czyli owoce w żelu, którą przygotowałam w tym sezonie. Tym razem z czereśni z niewielką ilością kardamonu. Wyszła tak pyszna, że jednego słoiczka już nie ma (będę musiała dorobić). Od razu po frużelinie truskawkowej chwyciłam za czereśnie i tym razem również użyłam pektyny, która doskonale się sprawdziła. Bardzo mi odpowiada przygotowywanie przetworów z dodatkiem pektyny, choć ciągle się jej uczę, bo jednak różne owoce potrzebują jej w różnych ilościach. Ale trening czyni mistrza, więc trenuję :-)
A frużelinę czereśniową z kardamonem polecam – to chyba najlepsza, jaką do tej pory zrobiłam. Użyłam ciemnych czereśni, ale myślę, że z jasnych będzie równie smaczna - oczywiście nie omieszkam tego sprawdzić. 


Składniki na 7 słoiczków o pojemności 200 ml

1,5 kg czereśni (waga po wypestkowaniu)
400 g cukru
1 łyżeczka mielonego kardamonu (u mnie kardamon Kotanyi)
12 g pektyny


Czereśnie wypestkować, przekroić na połówki. Zasypać cukrem, wymieszać i odstawić na 30 minut. Podgrzać, doprowadzić do wrzenia i od tego momentu gotować 10 minut. Dodać kardamon i pektynę (za radą Pauliny można pektynę rozpuścić w niewielkiej ilości wrzątku), wymieszać i gotować jeszcze 3 – 4 minuty. 2 łyżki frużeliny przełożyć na talerzyk, wstawić do lodówki na 10 minut. Jeśli frużelina będzie miała pożądaną konsystencję to przełożyć ją do słoiczków. Jeśli będzie zbyt luźna dodać jeszcze ½ łyżeczki pektyny, zagotować i dopiero przełożyć do słoiczków. Odwrócić do góry dnem, przykryć ręcznikiem i zostawić do wystygnięcia albo wstawić do garnka z wodą i pasteryzować pod przykryciem przez 10 minut od chwili zagotowania się wody (ja pasteryzuję).

Podobnie jak przy frużelinie truskawkowej tak i w tym przypadku można użyć do jej przygotowania dżem- fixu. Na 1 kg owoców trzeba wsypać maksymalnie 2/3 opakowania, bo inaczej zamiast owoców w żelu będziemy mieli dżem. 




czwartek, 27 czerwca 2013

Z serii "coś na zimę": Frużelina truskawkowa

W ubiegłym roku zrobiłam frużelinę jagodową i truskawkową z dodatkiem fix -u zawierającego środek żelujący w postaci pektyny. W tym roku udało mi się kupić czystą pektynę i to z jej udziałem powstały moje frużeliny - na razie truskawkowa i czereśniowa, bo jagód jeszcze brak.
Produkty żelujące nie są niczym złym, pod warunkiem, że wybieramy te bez konserwantów – wystarczy czytać skład. Często w cukrach żelujących jest po prostu cukier i pektyna.
Na blogu Ewy znalazłam przepis na frużelinę z dodatkiem mąki ziemniaczanej. Postanowiłam wypróbować i zrobiłam małą porcję testową. Czytając przepis miałam wrażenie, że jest bardzo zbliżony do mojego domowego kisielu. I niewiele się pomyliłam. To, co mi wyszło było smaczne, ale jednak to raczej kisiel niż frużelina, nie o to mi chodziło. Postanowiłam więc zastosować pektynę. A że to moje pierwsze spotkanie z pektyną w czystej postaci to zupełnie nie wiedziałam ile mam jej dać, aby uzyskać to co chcę. Pektynę kupowałam „na wagę”, więc zaleceń producenta brak. Szukałam informacji na ten temat, ale nigdzie nie znalazłam konkretnej odpowiedzi na to ile tej pektyny na kilogram owoców dać. Więc metodą prób i błędów osiągnęłam pożądany efekt, czyli truskawki w średnio gęstym żelu (ani zbyt lejące, ani ścisłe).


Składniki na 5 słoiczków o pojemności 200 ml:

1 kg dojrzałych truskawek
250 g cukru (można dać więcej jeśli truskawki są mało słodkie)
8 g pektyny (u mnie czubata łyżeczka)
opcjonalnie: 1 łyżka soku z cytryny albo 1/2 łyżeczki kwasku cytrynowego


Truskawki opłukać, usunąć szypułki i pokroić w ćwiartki. Cukier wymieszać z pektyną i zasypać truskawki, wymieszać i ostawić na 20 – 30 minut, aż truskawki puszczą sok, wlać sok z cytryny albo dodać kwasek. Doprowadzić do wrzenia i od tego momentu gotować około 10 minut. 2 łyżki przełożyć na talerzyk i wstawić do lodówki – jeśli po 10 minutach będzie miało pożądaną konsystencję przełożyć frużelinę do słoiczków. Jeśli natomiast będzie zbyt luźna wsypać jeszcze ¼ łyżeczki pektyny i zagotować. i dopiero gotową frużelinę przełożyć do słoiczków. Odwrócić do góry dnem i zostawić pod przykryciem do wystygnięcia albo wstawić do garnka i pasteryzować pod przykryciem przez 10 minut od chwili zagotowania się wody. Ja wszystkie dżemy, konfitury, powidła, frużeliny, które mają być przechowywane dłużej niż 3 miesiące pasteryzuję, ale to mój osobisty wybór.

Do przygotowania tej frużeliny można użyć również dżem – fixu bez konserwantów. Tyle, że na 1 kg truskawek trzeba wsypać maksymalnie 2/3 opakowania, bo inaczej zamiast frużeliny będzie dżem/galaretka. 



środa, 26 czerwca 2013

Schab w sosie rozmarynowym

Kotlety schabowe w klasycznym wydaniu pojawiają się u nas bardzo rzadko, ale to wcale nie oznacza, że nie jadamy schabu – wręcz przeciwnie. I choć wiele osób za schabem nie przepada, bo jest suchy to ja go lubię i dosyć często przygotowuję w sposób, który łamie ten suchy stereotyp. Mięso wychodzi miękkie, delikatne i bardzo smaczne, a przy tym nie zawiera dużej ilości tłuszczu.
Ostatnio udało mi się kupić cały schab, podzieliłam go na porcję, a część od strony karkówki postanowiłam wykorzystać właśnie do tego dania. Przygotowuje się je szybko, bo w tym przypadku mięso nie wymaga marynowania.
Na balkonie mam świeży rozmaryn, który wymagał przycięcia, więc postanowiłam go wykorzystać do aromatycznego sosu. Małą gałązkę wrzuciłam też do gotujących się młodych ziemniaków – polecam, bo wychodzą pysznie. Świeży rozmaryn jest bardzo aromatyczny i nie można z nim przesadzić, bo danie będzie niesmaczne. 


Składniki na 4 porcje:

8 grubszych plastrów schabu bez kości
2 duże cebule (dałam młode)
1 liść laurowy
2 ziarna ziela angielskiego
2 małe gałązki rozmarynu
sól, pieprz,
słodka i ostra papryka czerwona
1 – 2 łyżki oleju rzepakowego (daję tylko 1 łyżkę)
1 czubata łyżeczka mazeiny albo mąki pszennej
½ łyżeczki cukru albo miodu 


Schab osuszyć papierowym ręcznikiem. Cebule obrać, pokroić w półplasterki. Na dużej patelni rozgrzać 1 łyżkę oleju włożyć plastry schabu i obsmażyć je na mocnym ogniu aż do zrumienienia. Posolić, popieprzyć, oprószyć dosyć mocno słodką i ostrą czerwoną papryką. Przełożyć do rondla.
Na patelnię wrzucić pokrojoną cebulę, wsypać ½ łyżeczki soli (można dać więcej, ja solę mało) i ½ łyżeczki czarnego mielonego pieprzu, ewentualnie trochę chili (ja chili daję prawie do wszystkiego). Podsmażyć do zrumienienia. Gdy cebula będzie podsmażona wlać do niej około 250 ml wrzątku (prosto z czajnika), zostawić na patelni kilka chwil i całość przelać do rondla, w którym jest mięso. Dodać liść laurowy, ziele angielskie, rozmaryn i wlać tyle wody, aby całość była lekko przykryta. Dusić około 40 – 50 minut, aż mięso będzie miękkie. W razie potrzeby uzupełniać płyn dolewając trochę gorącej wody. Wsypać cukier albo dodać miód. Spróbować sos i ewentualnie doprawić solą i pieprzem.
Do małego słoiczka wlać 3 – 4 łyżki zimnej wody, wsypać mazeinę, zakręcić i energicznie roztrzepać, aby skrobia się dobrze połączyła z wodą. Do słoiczka wlać 2 – 3 łyżki sosu, rozmieszać i całość wlać do rondla, zagotować. Na końcu można dodać 2 – 3 łyżki śmietany, ale ja tego nie robię.
Podawać z czym kto lubi. U nas były młode ziemniaczki gotowane z rozmarynem i surówka koperkowa z młodej kapusty. Ale każdy dodatek będzie dobry do tak przygotowanego mięsa.



wtorek, 25 czerwca 2013

Surówka z młodej kapusty z rzodkiewką

Uwielbiam surówki z młodej kapusty, przygotowuję je często i chętnie je zjadamy. Można je dowolnie mieszać, ale pewnie jak każdy, mam kilka swoich ulubionych, niewątpliwie należy do nich surówka koperkowa. Ta dzisiejsza jest równie smaczna, choć nieco bardziej ostra. 


Składniki na 4 porcje:

1 mała główka młodej kapusty (albo pół większej)
10 - 12 średnich rzodkiewek
½ pęczka szczypiorku z cebulką
2 łyżki posiekanego koperku
1 łyżeczka cukru
kilka kropli soku z cytryny albo octu winnego
¼ łyżeczki soli (można dać więcej, ja solę mało)
świeżo mielony pieprz (u mnie sporo)
2 łyżki oleju sałatkowego (ja daję z pestek winogron albo słonecznikowy) albo oliwy


Warzywa oczyścić. Kapustę drobno poszatkować (ja wykorzystałam szatkownicę robota FP270 Kenwood), rzodkiewki zetrzeć na tarce o grubych oczkach, szczypiorek i koperek posiekać. Wszystko wrzucić do miski. Dodać sól, pieprz, cukier i sok z cytryny. Wygnieść wszystko dłonią, a na końcu wlać olej i wymieszać. Odstawić na 10 minut, aby smaki się połączyły.



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Kurczak pieczony z młodą kapustą

To danie zrobiłam już jakiś czas temu i jakoś nie mogłam się zabrać za napisanie przepisu. A wyszło naprawdę pysznie, bo z lekką orientalną nutą. Uwielbiam imbir i kumin, więc nie mogłam sobie odmówić, aby połączyć te smaki z naszą pyszną, młodą kapustą. Danie zdecydowanie do powtórzenia i to nie raz. Już jakiś czas temu podawałam przepis na pyszne pakieciki duszone na młodej kapuście, które również polecam. 


Składniki na 4 porcje:

1 duża główka młodej kapusty
8 kawałków kurczaka (po dwa kawałki na osobę)
2 średnie młode cebule
1 mały por (biała część)
8 połówek suszonych pomidorów (mogą być z oliwy, choć ja wolę tylko suszone)
1 łyżeczka startego świeżego imbiru
1 płaska łyżeczka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
sól, pieprz, chili, czerwona słodka papryka, imbir mielony, ulubione zioła (u mnie jak zawsze przyprawy Kotanyi)
2 listki laurowe
3 ziarna ziela angielskiego
2 łyżki oleju rzepakowego


Kurczaka opłukać, ewentualnie ściągnąć skórę (Zielonooki lubi ze skórką, ja wolę bez niej), osuszyć papierowym ręcznikiem i doprawić solą, pieprzem, papryką, mielonym imbirem, ulubionymi ziołami i chili. Przyprawy wetrzeć w mięso, przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na całą noc.
Kapustę poszatkować, cebulę i pora pokroić niezbyt drobno. Suszone pomidory pokroić w paseczki.
W dużym garnku, który można wstawić do piekarnika, rozgrzać jedną łyżkę oleju, wrzucić cebulę i delikatnie ją podsmażyć, dodać pokrojony por, starty świeży imbir, liście laurowe, ziele angielskie i suszone pomidory. Smażyć razem przez 3 minuty, często mieszając. Dodać poszatkowaną kapustę, wsypać 1 płaską łyżeczkę soli, ½ łyżeczki świeżo mielonego czarnego pieprzu, 1 płaską łyżeczkę kuminu, ¼ łyżeczki chili. Wlać ½ szklanki gorącej wody i dusić razem przez 5 minut.
Na patelni rozgrzać drugą łyżkę oleju, włożyć kawałki kurczaka i obsmażyć go na mocnym ogniu, aż się ładnie zrumieni – po kilka minut z każdej strony. Kurczaka przełożyć na kapustę, przykryć pokrywką i całość wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piec 45 - 60 minut pod przykryciem. Czas pieczenia zależy od tego jak duże mamy kawałki kurczaka. Ja pałki i udka piekłam 45 minut.
Podawać z młodymi ziemniakami. 



niedziela, 23 czerwca 2013

Sernik z konfiturą truskawkową

Ten sernik powstał bardzo spontanicznie. Byłam na zakupach w Makro i rzucił mi się w oczy twaróg w kostkach w naprawdę dobrej cenie (1,27 zł za 250 g). Pomyślałam, że dawno nie piekłam sernika wiedeńskiego, a jeśli wiedeński to tylko z normalnego twarogu. No i kupiłam... a potem pomyślałam sobie, że sezon truskawkowy trwa i żal tego nie połączyć. Tak więc powstał sernik na styl wiedeński, ale z truskawkami na wierzchu.
Do przygotowania konfitury truskawkowej użyłam dżem – fixu, który zawiera pektynę, kwas cytrynowy i cukier. Więc jak widać nie wszystkie środki żelujące to samo zło, ale warto czytać skład jeśli chcemy ułatwić sobie życie przy przygotowywaniu domowych przetworów i wybierać te, w których nie ma niepotrzebnych składników. Wykorzystałam pół paczki dżem - fixu, dodałam jednak mniej cukru (zamiast 250 g, dałam 180 g). Sam sernik też nie jest przesadnie słodki, więc idealnie współgra z truskawkową, górą.
Jest to jeden z tych cięższych i zwartych serników, więc jeśli ktoś lubi serniki puszyste i kremowe to ten go nie usatysfakcjonuje. Ja osobiście lubię właśnie serniki wiedeńskie, krakowskie, bez dodatku śmietany czy mleka, które nadają im lekkości i puszystości.
Sernik piekłam metodą niskich temperatur, wyszedł idealnie równy i bez najmniejszego pęknięcia.
 

Składniki na tortownicę o średnicy 23 – 25 cm:

1 kg twarogu - użyłam półtłustego
1 szklanka* cukru
2 łyżki cukru waniliowego – użyłam domowego
6 dużych jajek (używam jajek o wadze 70 – 75 g)
80 g roztopionego masła
2 pełne łyżki mąki ziemniaczanej

450 g odszypułkowanych truskawek
180 g cukru
2 łyżeczki dżem – fixu (połowa paczki przeznaczonej na 1 kg owoców)

* używam szklanki o pojemności 250 ml


Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.
Twaróg zemleć przynajmniej dwukrotnie (ja wykorzystałam najdrobniejsze sitko maszynki w robocie i po dwukrotnym mieleniu ser miał idealną konsystencję). Masło roztopić i pozostawić do przestygnięcia. Do miski robota albo zwykłej miski jeśli używamy klasycznego miksera, wbić całe jajka (najpierw każde na talerzyk, żeby nie było niespodzianek). Wsypać cukier i cukier waniliowy i krótko zmiksować na wysokich obrotach, tak aby jajka się roztrzepały z cukrem – nie ubijać za długo. Do masy jajecznej dodać mąkę ziemniaczaną i roztopione, ostudzone masło. Zmiksować i dodać twaróg. Wszystko razem miksować około minuty na średnich obrotach – tak, aby masa była jednolita.
Tortownicę posmarować masłem i posypać bułką tartą albo mąką (ja posmarowałam tylko spód, bo piekłam w tortownicy silikonowej ze szklanym dnem). Do tortownicy wlać masę serową.
Piekarnik nagrzać do 175 stopni (góra – dół), wstawić sernik i piec 20 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 150 stopni i piec 40 minut, ponownie zmniejszyć temperaturę do 125 stopni i piec jeszcze 30 minut. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i zostawić do przestygnięcia. Wyciągnąć z piekarnika i ostudzić w temperaturze pokojowej.
Opłukane, oczyszczone truskawki pokroić na ćwiartki, wymieszać z dżem – fixem, zagotować, dodać cukier i gotować 5 minut często mieszając. W zależności od tego jakiego użyjecie produktu do przygotowania konfitury należy postąpić zgodnie z radami zamieszczonymi na opakowaniu.
Zostawić do lekkiego przestygnięcia i jeszcze ciepłą konfiturę wyłożyć na sernik (może być jeszcze lekko ciepły). Gdy sernik i konfitura ostygnie wstawić do lodówki na co najmniej 3 – 4 godziny (u mnie stał całą noc).





Wpis zawiera lokowanie produktu marki własnej MAKRO


Do przygotowania sernika użyłam twarogu marki Aro i śmiało mogę powiedzieć, że okazał się bardzo dobry do tego ciasta. Nie ociekał wodą, był raczej suchy niż mokry i niezbyt kwaśny, czyli idealny do pieczenia. No i do tego w dobrej cenie. Z całą pewnością jeszcze po niego sięgnę.

piątek, 21 czerwca 2013

Koktajl truskawkowy z sokiem pomarańczowym (bez mleka i bez cukru)

Kolejne moje odkrycie tego sezonu, a wszystko przez to, że jakieś dwie pomarańcze błąkały mi się po misce i nie bardzo miałam ochotę, aby je zjeść. Wycisnęłam sok i stwierdziłam, że połączę go z truskawkami i resztą poziomek, które miałam w lodówce. Skoro kompot rabarbarowy z pomarańczami okazał się przebojem to pomyślałam, że spróbuję z truskawkami. Nigdy wcześniej nie łączyłam truskawek z pomarańczami, ale pierwszy raz okazał się bardzo udany. Owoce i sok pomarańczowy były na tyle słodkie, że nie dosypałam ani grama cukru. Użyłam owoców, które dobę spędziły w lodówce, więc koktajl od razu był zimny, idealny do picia w ten upalny dzień. 


Składniki na 4 porcje:

2,5 szklanki schłodzonych pokrojonych truskawek
1 szklanka schłodzonych poziomek
300 ml zimnego, świeżo wyciśniętego, soku pomarańczowego (ja wycisnęłam sok z 2 dużych pomarańczy)
300 ml zimnej wody mineralnej (użyłam lekko gazowanej)


Wszystkie składniki wrzucić do blendera, zmiksować. Podawać schłodzony.
Udekorować melisą - tak dla koloru i zapachu. 


czwartek, 20 czerwca 2013

Surówka z kiszonych/małosolnych ogórków

Obiad bez warzywnych dodatków u mnie nie przejdzie, muszą być i już. I to wcale nie w ilości symbolicznej, bo często warzywa stanowią połowę całego posiłku.  Tak zostałam nauczona przez rodziców i warzyw zabraknąć nie może.  Jako, że mieliśmy działkę, to w okresie letnim często jadaliśmy na obiad samą fasolkę, gotowany z koperkiem bób, czy kalafiora - czasem w towarzystwie jajka sadzonego, czasem z bułką tartą. I niczego więcej nie trzeba było. I zostało mi to po dziś dzień. Nie muszę mieć mięsa, nie muszę mieć ryb, ale warzywa mieć muszę i już.
Tę surówkę robię często, bo oprócz tego, że bardzo ją lubię, to jest też szybka i awaryjna. Bo jeśli nie mam w domu kapusty, marchewki, pora (zdarza się to bardzo rzadko) to ogórki i cebulę mam zawsze. I w zasadzie tylko te dwa składniki są do niej potrzebne, do tego odrobina oliwy i pieprzu.  Zawsze to lepsze niż zwykły ogórek na talerzu.
Małosolne, które już małosolnymi być przestają też się doskonale do surówki nadają. Polecam, bo zdrowa i pyszna, a taka banalnie prosta. 


Składniki na 4 porcje:

10 - 12 średnich twardych ogórków kiszonych albo małosolnych
1 duża cebula (teraz używam już młodej)
1 łyżka oliwy/oleju – u mnie słonecznikowy (można dać więcej, ale uważam, że nie ma takiej potrzeby)
świeżo mielony pieprz do smaku (u mnie z młynka Kotanyi)

Ogórki pokroić w plasterki, cebulę w kostkę. Oprószyć pieprzem, wlać 1 łyżkę oliwy i całość wymieszać, zostawić na 10 minut, aby cebula zmiękła. I gotowe. 



środa, 19 czerwca 2013

Z serii "coś na zimę": Dżem truskawkowy z cynamonem i kardamonem

To już chyba ostatnia moja propozycja na przetwory truskawkowe w tym roku. Nic więcej nie planuję, choć kto wie, czy coś jeszcze mi do głowy nie przyjdzie.
Ten dżem gotowałam metodą podobną do dżemu z likierem miętowym, czyli zlałam sok i nie dodałam żadnych składników żelujących, więc przepis brzmi bardzo podobnie. Dżem wyszedł aromatyczny i bardzo smaczny. Truskawki mają intensywny smak, więc świetnie łączą się z korzennymi przyprawami. Kardamon nadaje ostrości i wyrazistości.



Składniki na 6 słoiczków po 190 ml ( + 800 ml soku truskawkowego):
2 kg drobnych, mocno dojrzałych truskawek (ja miałam tym razem truskawko - poziomkę)
600 g cukru (jeśli truskawki są mało słodkie można dodać więcej cukru)
sok z 2 cytryn
2 czubate łyżeczki cynamonu
1 czubata łyżeczka kardamonu

Truskawki dobrze opłukać, oczyścić z szypułek. Z cytryn wycisnąć sok. Do garnka o dużej powierzchni (najlepiej płaski o dużej średnicy) włożyć owoce, wsypać 400 g cukru i wlać połowę soku cytrynowego. Całość dobrze wymieszać. Podgrzewać na mocnym ogniu przez około 20 – 25 minut, aż owoce puszczą sok. Gdy całość się zagotuje zlać sok do garnuszka (ja to robię przez sito), a do truskawek wsypać pozostały cukier i wlać resztę soku z cytryny. Gotować około 25 minut, a gdy pojawi się piana to można ją usunąć, choć nie jest to konieczne, wyłączyć i zostawić do całkowitego wystudzenia. Ponownie podgrzać, dodać kardamon i cynamon i gotować 10 minut dosyć często mieszając. Raz jeszcze zostawić do przestygnięcia. Spróbować i jeśli trzeba dodać trochę cynamonu albo kardamonu, bo niestety przyprawa przyprawie nierówna. Podgrzać i gotować jeszcze kolejne 10 minut. Zostawić do wystygnięcia. Jeśli dżem po wystygnięciu jest wystarczająco gęsty przełożyć do wyparzonych słoiczków, jeśli wydaje się za rzadki gotować jeszcze kilka minut i dopiero przełożyć do słoików.
Słoiczki zakręcić, wstawić do garnka wyłożonego ściereczką, wlać tyle wody (jeśli mamy zimny dżem to wlewamy zimą wodę, jeśli dżem jest gorący to i woda taka być powinna), aby sięgały do 2/3 wysokości słoiczków. Zagotować. Od momentu wrzenia gotować na wolnym ogniu przez 15 minut. Wyciągnąć słoiczki na kuchenną ścierkę i przykryć ręcznikiem. Zostawić do całkowitego wystudzenia.
Odlany sok zagotować (jest słodki), przelać do wyparzonych butelek albo słoiczków i zapasteryzować. 



wtorek, 18 czerwca 2013

Z serii "coś na zimę": Dżem truskawkowy z cytryną i likierem miętowym

W tym roku postanowiłam pokombinować trochę więcej z dżemami truskawkowymi, bo to jedyne, jakie mi z piwnicy wyszły... zostały malinowe, agrestowe, frużelina jagodowa, a truskawkowych nie ma. Zrobiłam po kilka słoiczków w różnych wersjach, np. z rabarbarem i przyprawą piernikową. Ten dzisiejszy uważam za bardzo udany – delikatna nuta mięty przenika słodycz truskawki. Do przygotowania wykorzystałam likier miętowy, który przywiozłam sobie już wiele lat temu za Słowacji – na szczęście ten alkohol się nie psuje. Dżem spokojnie można jeść, bowiem alkohol odparowuje w trakcie gotowania, a smak zostaje.
Dżem gotowałam metodą tradycyjną, więc powstało sporo soku. Aby nie gotować godzinami i czekać, aż całość odparuje zlewam sok do butelek i pasteryzuję. Ilość cukru może się nieco zmieniać, wszystko zależy od tego jak słodkie mamy owoce. U nas w tym roku truskawki są wyjątkowo słodkie, więc z cukrem nie szalałam. Dżem można gotować od razu przez dłuższy czas, ale mnie się nie chce stać i mieszać, więc rozkładam to w czasie. Tak gotowała dżem moja babcia i tak gotuję ja. 
Dokładnie w taki sam sposób można przygotować dżem truskawkowy bez dodatków, albo z ulubionymi przyprawami.  Ja przygotowałam jeszcze wersję z cynamonem i kardamonem. 


Składniki na 6 słoiczków po 190 ml  (+ około 800 ml soku truskawkowego)

2 kg drobnych, mocno dojrzałych truskawek (waga po obraniu)
600 g cukru (jeśli truskawki są mało słodkie można zwiększyć ilość cukru)
sok z 2 cytryn
125 ml likieru miętowego

Truskawki dobrze opłukać, oczyścić z szypułek. Z cytryn wycisnąć sok. Do garnka o dużej powierzchni (najlepiej płaskiego o dużej średnicy) włożyć owoce, wsypać 400 g cukru i wlać połowę soku cytrynowego. Całość dobrze wymieszać. Podgrzewać na mocnym ogniu przez około 20 – 25 minut, aż owoce puszczą sok. Gdy całość się zagotuje zlać sok do garnuszka (ja to robię przez sito), a do truskawek wsypać pozostały cukier i wlać resztę soku z cytryny. Gotować około 25 minut, a gdy pojawi się piana to można ją usunąć, choć nie jest to konieczne, wyłączyć i zostawić do całkowitego wystudzenia. Ponownie podgrzać i gotować 10 minut dosyć często mieszając. Ponownie zostawić do przestygnięcia. Podgrzać, wlać likier miętowy i gotować jeszcze kolejne 10 - 15 minut. Zostawić do wystygnięcia. Jeśli dżem po wystygnięciu jest wystarczająco gęsty przełożyć do wyparzonych słoiczków, jeśli wydaje się za rzadki gotować jeszcze kilka minut i dopiero przełożyć do słoików.
Słoiczki zakręcić, wstawić do garnka wyłożonego ściereczką, wlać tyle wody (jeśli mamy zimny dżem to wlewamy zimą wodę, jeśli dżem jest gorący to i woda taka być powinna), aby sięgały do 2/3 wysokości słoiczków. Zagotować. Od momentu wrzenia gotować na wolnym ogniu przez 15 minut. Wyciągnąć słoiczki na kuchenną ścierkę i przykryć ręcznikiem. Zostawić do całkowitego wystudzenia.
Odlany sok zagotować (jest dosyć słodki), przelać do wyparzonych butelek albo słoiczków i zapasteryzować (gotować 15 minut od chwili wrzenia).
Wiem, że niektórzy nakładają gorący dżem do słoików, odwracają je do góry dnem i nie pasteryzują. Ja jestem w tej materii tradycjonalistką i pasteryzuję wszystko, co powinno przetrwać przynajmniej 12 miesięcy.


niedziela, 16 czerwca 2013

Biszkopt z bitą śmietaną, truskawkami i galaretką

To typowo letnie ciasto, które nie wymaga wielkich zdolności ani umiejętności. Robi się je szybko, pod warunkiem, że biszkopt upieczemy sobie dzień wcześniej, bo musi dobrze wystygnąć.
Upiekłam biszkopt z 4 jaj z myślą o dwóch ciastach, a wyrósł mi jak szalony i dał się przekroić na 3 blaty, więc zamroziłam i jak będzie potrzeba to wykorzystam. 


Składniki na tortownicę 23 – 25 cm:

Biszkopt na 2 blaty (do tego ciasta wykorzystałam tylko jeden):

4 duże jajka (używam jaj o wadze ok. 70 g)
2/3 szklanki drobnego cukru do wypieków
½ szklanki skrobi ziemniaczanej
½ szklanki mąki pszennej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki octu

Poncz do biszkoptu:
1/3 szklanki gorącej wody
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka solu z cytryny

Masa:
½ litra śmietanki kremówki 36 %
3 łyżki cukru pudru
2 pełne, ale nie czubate łyżeczki żelatyny
¼ szklanki gorącej wody

Dodatkowo:
truskawki przekrojone na połówki – około 500 g
galaretka truskawkowa

Żółtka oddzielić od białek. Białka ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę, dodając partiami cukier (nie wszystko od razu). Do żółtek dodać proszek do pieczenia i ocet, szybko wymieszać (masa spieni się i lekko odbarwi) i dodać do białek. Ubić razem (mnie w pracy wyręczył robot planetarny Chef Titanium Kenwood), a na końcu dodać mąkę i skrobię i delikatnie wymieszać łopatką (już nie miksować, mieszać od dołu, zawsze w jedną stronę).
Dno tortownicy o średnicy 25 cm wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować masłem i posypać mąką. Ciasto przelać do tortownicy.
Piec około 40 minut, 160 - 180 stopni (u mnie 160 stopni w termoobiegu). Ostudzić i przeciąć na dwa blaty. Jeden można zamrozić albo wykorzystać do innego ciasta.

Wszystkie składniki ponczu wymieszać, zostawić do wystygnięcia, a następnie nasączyć biszkopt.

Żelatynę rozpuścić w ¼ szklanki gorącej wody, dobrze rozmieszać i zostawić do lekkiego przestygnięcia. W tym czasie ubić śmietanę (i znowu robot mnie wyręczył), a gdy zacznie gęstnieć dodać cukier puder. Pod koniec ubijania wolnym strumieniem wlać jeszcze ciepłą żelatynę cały czas miksując (żelatyna nie może być zimna, bo zrobią się z niej kluski).
Śmietanę przełożyć na biszkopt i wstawić do lodówki na 60 minut, aby stężała.

Truskawki pokroić na połówki, a galaretkę rozpuścić w 400 ml wody i zostawić do wystygnięcia i lekkiego stężenia. Truskawki ułożyć na śmietanie, zalać tężejącą galaretką i wstawić do lodówki, aby galaretka dobrze zastygła. Przechowywać w lodówce. 



czwartek, 13 czerwca 2013

Pierogi z truskawkami i waniliową nutą

Uwielbiam truskawki w każdej postaci. Najchętniej jem je bez niczego. Jednak dobrymi pierogami też nie gardzę. Lubię, gdy ciasto jest w miarę cienkie, a ze środka wypływa sok z truskawek... Poezja smaku.
Podczas warsztatów pierogowych Monika podpowiedziała mi, że do wody, w której będą gotowane pierogi na słodko warto dodać, oprócz soli, również trochę cukru. I tak też zrobiłam. Wyszło pysznie. Do środka pierogów dodałam cukier z prawdziwą wanilią Kotanyi... ależ pachniało.
Tym razem zrobiłam ciasto z wrzącym mlekiem i bez dodatku oleju (w innych moich przepisach na pierogi - np. w tym -  można znaleźć ciasto zaparzane z dodatkiem oleju). Do pierogów z owocami jest idealne.


Składniki na około 30 sztuk:

Ciasto:
2 szklanki mąki poznańskiej typ 500 (najlepsza do pierogów)
3/4 szklanki wrzącego mleka (ewentualnie ciut więcej)
¼ łyżeczki soli

około 500 g truskawek
2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią (u mnie Kotanyi, ale można dać domowy)

kilka łyżek jogurtu naturalnego albo śmietany
opcjonalnie: cukier waniliowy do posypania

Mleko zagotować. Do miski wsypać mąkę, wymieszać ją z solą, zalać wrzącym mlekiem i wyrobić za pomocą haków miksera albo robota (mnie pomógł robot planetarny Chef Titanium Kenwood) gładkie ciasto. Włożyć je do woreczka i odłożyć na 10 – 15 minut.
Truskawki pokroić na mniejsze kawałki i wymieszać z cukrem waniliowym (można truskawek nie kroić i wkładać do pierogów całe, ale muszą być małe).
Ciasto rozwałkować, nałożyć po kilka kawałków truskawek i zlepić pierogi.
W garnku zagotować wodę, wsypać ½ łyżeczki soli i ½ łyżeczki cukru. Wrzucać po kilka pierogów, od chwili wypłynięcia na górę gotować 2 minuty. Odcedzić, zahartować zimną wodą (ja po prostu wrzucam je na kilka sekund do miski z lodowatą wodą i od razu wyciągam). Podawać z jogurtem albo śmietaną i cukrem.
Można się pokusić o zrobienie musu truskawkowego – wystarczy zmiksować kilkanaście truskawek z 2 łyżkami jogurtu albo śmietany i polać pierogi. 

Przy pierogach z owocami trzeba pamiętać o tym, aby ciasto nie było bardzo cieniutkie, bo owoce mogą je poprzerywać. Poza tym robienie dużej ilości pierogów z owocami dobrze podzielić na 2 - 3 etapy, bowiem owoce zamknięte w pierogach puszczają sok, co może spowodować rozmiękanie ciasta.




środa, 12 czerwca 2013

Pierwsza Kaskada Smaków, czyli warsztaty pierogowe ze Smakfonią

W ostatni weekend miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu wielkopolskich blogerów i warsztatach pierogowych zorganizowanych przez Monikę i Maćka, właścicieli firmy „Smakfonia”... Całość miała miejsce w przepięknym miejscu jakim jest Hotel i Restauracja Kaskada, położony tuż nad brzegiem jeziora Kiekrz. Aż się wierzyć nie chce, że zaledwie 11 km od poznańskiej starówki jest miejsce, w którym można odpocząć, zrelaksować się i posłuchać ciszy. W pewnej chwili miałam wrażenie, że wróciłam na Mazury, bo muszę wspomnieć również o tym, że na jeziorze Kiekrz można pożeglować. 


Zaczęliśmy wieczornym spotkaniem przy ognisku. 


Właścicielka hotelu przygotowała dla nas kociołek pełen smakowitości, tzw. Prażone, a my – jak na kulinarnych blogerów przystało - zapełniliśmy stół różnymi pysznościami. Ja przygotowałam trzy pasty do pieczywa: jajeczną ze szczypiorkiem, z wędzoną makrelą i serową z rzodkiewką i korniszonem oraz upiekłam ciachomaślankowe z rabarbarem i kruszonką


Wszystko, co pojawiło się na stole wyglądało bardzo smakowicie, choć z żalem przyznaję, że części smakołyków nie spróbowałam, bo było ich naprawdę sporo. Skosztowałam konfitury bekonowej przygotowanej przez San Jacinto, która okazała się prawdziwym przebojem i zasługuje na pochwały i niewątpliwie zostanie niebawem przygotowana w mojej małej kuchni. Świetne okazały się też ciasteczka z parmezanem przygotowane przez Dorotę i pyszne ciasto Joli z budyniem i migdałami. No i wspomniany już dżem truskawkowo – rabarbarowy z piernikową nutą, który mnie tak urzekł, że go od razu zrobiłam... a u mnie to nieczęste zjawisko :-)
Pogaduchy przy ognisku trwały do północy (a w niektórych przypadkach i dłużej) i bardzo się cieszę, że dane mi było poznać tylu fajnych ludzi, którzy wbrew pozorom potrafią rozmawiać nie tylko o kuchni i jedzeniu :-)


Rano czekało na nas pyszne śniadanie przygotowane przez panią Anię, właścicielkę Kaskady. Chwila relaksu nad jeziorem i zabraliśmy się do pracy, bardzo przyjemnej pracy.
Na sali zastaliśmy nie tylko wałki, fartuszki i deski, ale i bardzo dobrej jakości produkty, które przyjechały z właścicielami Smakfoni. Doskonały twaróg przypomniał mi czasy, gdy mama ze zgliwiałego twarogu robiła domowy ser smażony. Aż chciało się za te pierogi zabierać.


Podzieliliśmy się na grupy dwuosobowe – ja pracowałam z Agnieszką (i przy lekkim wsparciu Piotra, który wałkował nam ciasto) i zabraliśmy się do pracy – na pierwszy ogień poszły pierogi ruskie. Agnieszka zrobiła ciasto, ja przygotowałam farsz. 


Drugie pierogi były z ciasta z dodatkiem kurkumy, która zabarwiła ciasto na intensywnie żółty kolor. Nadzienie do nich powstało z krewetek, komosy, limonki i chili.
Trzecie pierogi to klasyczne ciasto i niecodzienne nadzienie w postaci rabarbaru. Robiłam wiele pierogów, ale takie z nadzieniem rabarbarowym były dla mnie nowością. 





Warsztaty to nie tylko lepienie pierogów, ale i czas na wymianę doświadczeń i nauczenie się czegoś nowego. Bo choć robię pierogi od 30 lat to wiem, że zawsze jest coś, czego mogę się na ich temat dowiedzieć. Forma tych warsztatów była dosyć luźna, ale to też sprawiło, że mogliśmy porozmawiać o jakości produktów i o samej idei karmienia ludzi zdrowym jedzeniem. Okazało się, że w firmie Moniki i Macieja jedynym sprzętem jest maszyna do mielenia, natomiast cała reszta jest wykonywana ręcznie, bo wprowadzając maszyny traci się na jakości produktu. Gorzka to prawda ale prawda.
Dyskutując z Moniką o rodzajach ciasta i farszach dowiedziałam się np., że Polacy to jednak tradycjonaliści. Po licznych próbach, które przeprowadziła Monika na konsumentach okazało się, że np. mięta w ruskich czy ciasto zaparzane mlekiem nie przejdzie. 

 /na zdjęciu Monika i Maciek - właściciele Smakfoni)

I choć wydawać by się mogło, że warsztaty pierogowe nie są dla mnie, bo przecież nie mam z nimi żadnego problemu, to takie spotkania wnoszą bardzo wiele i porządkują wiedzę, którą już mamy.
Myślę, że nikt z nas się nie nudził, ani te osoby, które pierogi lepiły po raz pierwszy (Marku, jestem pełna podziwu dla Twojego zapału i zaangażowania), ani te, które pierogi lepią od lat. Wymienialiśmy się pomysłami na kształty pierogów i ich wykończeń.
Mam nadzieję, że Pierwsza Kaskada Samków nie była ostatnią i będę miała okazję tam wrócić i po raz kolejny spotkać się z fajnymi ludźmi i czegoś nowego nauczyć.
Dziękuję za wspólnie spędzony czas.

Więcej zdjęć z warsztatów znajdziecie na Facebooku 

Autorem kilku zdjęć zamieszczonych w tym poście jest Marek Bielski - zdjęcia są podpisane i wykorzystane ze zgodą, pozostałe są mojego autorstwa.  

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...