niedziela, 31 sierpnia 2014

Z serii "coś na zimę": Sos pomidorowy z pieczonymi warzywami do słoików na zimę

W związku z tym, że miałam ostatnio dużo różnych warzyw, to przerabiałam je na potęgę. Zrobiłam paprykę konserwową, paprykę mrożoną, lutenicę i pyszny przecier pomidorowy w ilości hurtowej, sałatkę szwedzką i przyszedł czas na jeszcze jedno połączenie warzyw. Na sos z pieczonymi warzywami. Skoro lutenica wychodzi taka pyszna, to pomyślałam, że i sos do makaronu będzie fajnie smakował, gdy warzywa zostaną upieczone. Jak pomyślałam tak zrobiłam i wyszło naprawdę świetnie.
Ja wiem, że można pójść do sklepu i kupić słoik sosu do makaronu. Wiem, że tak jest szybciej i czasami jest to jakieś wyjście. Wrogiem nie jestem, ale i entuzjastą też nie. Gotowe dania zdarzają się u nas tylko na urlopowych wyjazdach i to jeszcze po dokładnym przeczytaniu składu. Dlatego jeśli mogę coś zrobić sama, to to robię.


Składniki na 7 słoiczków po 300 ml:

2 kg mięsistych pomidorów (u mnie mieszane: malinowe i pelati)
1 kg papryki (u mnie różne kolory)
2 ostre papryczki
700 g bakłażana (3 średniej wielkości)
800 g cukinii (3 średniej wielkości – u mnie okrągłe, bo takie miałam do wykorzystania, ale lepsze będą małe, podłużne, bo mają mniej pestek)
300 g cebuli (3 duże)
300 g marchwi (4 średniej wielkości)
3 ząbki czosnku
2 płaskie łyżeczki soli
1 czubata łyżeczka cząbru
2 łyżeczki ulubionych ziół (u mnie dalmatyńskie Kotanyi)
¼ łyżeczki chili
1 mała płaska łyżeczka czarnego pieprzu mielonego
2 łyżeczki cukru
3 łyżki dobrej jakości oleju


Wszystkie warzywa umyć. Pomidory pokroić w kawałki, usunąć zielone końcówki, włożyć do garnka, od chwili wrzenia gotować około 20 minut, aby zmiękły. Zmiksować i przetrzeć przez sito albo przecierak (można też pomidory obrać przed gotowaniem ze skórki i już po zmiksowaniu nie przecierać, ale ja nie lubię pomidorowych pestek w przetworach).
Z papryki usunąć gniazda nasienne, obrać ją cieniutko ze skórki. Bakłażany obrać i pokroić na kawałki. Marchewkę również obrać, a cukinię pokroić na kawałki i usunąć gniazda z nasionami.
Na dużej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia ułożyć warzywa i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec około 30 minut – mogą się lekko przypiec.
W czasie, gdy warzywa się pieką obrać cebulę, czosnek i oczyścić ostre papryczki (usunąć pestki). Cebulę pokroić w kostkę, a czosnek i ostre papryczki bardzo drobno posiekać.
Na patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulę i delikatnie ją podsmażyć – tylko do lekkiego zrumienienia (uważać, aby nie przypalić), wrzucić czosnek, ostre papryczki i podsmażać razem przez minutę. Odstawić z ognia i wsypać cząber, zioła, chili, sól i pieprz. Wymieszać.
Upieczone warzywa pokroić w drobną kosteczkę albo zemleć przez maszynkę na bardzo dużych oczkach (ja wykorzystałam przystawkę do robota, bo kawałki warzyw wychodzą dosyć spore). Przetarte pomidory zagotować w dużym garnku, dodać upieczone, rozdrobnione warzywa i cebulę z przyprawami. Gotować całość około 20 minut, do uzyskania pożądanej konsystencji – sos powinien być na tyle gęsty, aby po dodaniu do makaronu kluski w nim nie pływały. Wsypać cukier i jeśli trzeba dodać jeszcze trochę soli czy pieprzu (to zawsze wg uznania).
Gorący sos przełożyć do wyparzonych słoiczków (ja po umyciu słoiczki i nakrętki wyparzam w piekarniku nagrzanym do 125 stopni przez około 15 – 20 minut), zakręcić. Słoiki wstawić do dużego garnka wyłożonego ściereczką. Wlać gorącą wodę do 2/3 wysokości słoiczków i pasteryzować 20 minut od momentu wrzenia (jeśli słoiki będą duże to wydłużyć czas o około 10 minut). Wyciągnąć z garnka na ściereczkę, przykryć ręcznikiem i zostawić do całkowitego wystygnięcia – pokrywki słoików powinny być wklęsłe. 

 

wtorek, 26 sierpnia 2014

Schab pieczony w ciemnym piwie

Kolejny pomysł na domową wędlinę. Nic trudnego, nic skomplikowanego. Ja przygotowałam spory kawałek schabu, który jednocześnie stanowił danie obiadowe. To, co zostało stanowiło wędlinę do chleba... Z dodatkiem domowej lutenici smakuje przepysznie.
Nie dodawałam do tego mięsa zbyt wielu przypraw, żadnych ziół, jedynie podstawowe przyprawy takie jak sól, pieprz i paprykę. Dobre mięso obroni się samo. 


Składniki:

1,3 – 1,5 kg schabu środkowego (dosyć szerokiego)
1 litr mleka
2 łyżki kefiru
2 duże cebule
250 ml ciemnego piwa (użyłam ciemnego łagodnego)
125 ml wody
1 łyżka smalcu albo klarowanego masła
sól, pierz, czerwona słodka papryka, pieprz cayenne

do sosu:
1 czubata łyżeczka mąki pszennej albo mazeiny
¼ szklanki zimnej wody
1 łyżeczka cukru
opcjonalnie 100 ml śmietanki kremówki 30 -36 %


Schab umyć, włożyć do miski (ważne, aby nie była zbyt duża), zalać mlekiem (wymieszanym z kefirem), które powinno przykryć mięso, wstawić do lodówki na 24 godziny. Po tym czasie mięso wyciągnąć, osuszyć papierowym ręcznikiem. Natrzeć solą, pieprzem, czerwoną słodka papryka i pieprzem cayenne i ponownie umieścić w lodówce na 24 – 48 godzin (u mnie stało 48 godzin).
Piekarnik nagrzać do 150 stopni (góra - dół).
W głębokim rondlu, takim, który można wstawić do piekarnika *, rozgrzać mocno 1 łyżkę smalcu albo klarowanego masła. Włożyć mięso i obsmażyć je szybko na mocnym ogniu, aby zewnętrzne białko się ścięło i soki nie uciekały z mięsa.
Cebule obrać, pokroić w piórka i wrzucić do obsmażonego mięsa i podsmażyć do zrumienienia. Wlać ½ szklanki wody i piwo. Doprowadzić do wrzenia. Przykryć i wstawić do piekarnika nagrzanego do 150 stopni. Piec około 1,5 godziny. Wyłączyć piekarnik i zostawić mięso jeszcze na 30 minut w gorącym piekarniku. Wyciągnąć rondel z piekarnika, wyciągnąć mięso na talerz i przykryć je kawałkiem folii aluminiowej, aby odpoczęło.
Zawartość rondla zmiksować blenderem i spróbować, czy płyn nie jest zbyt słony – jeśli tak, to dolać trochę wody i zagotować. W małym słoiczku roztrzepać mąkę z zimną wodą i bardzo powoli wlać do sosu, aby go zagęścić. Gotować jeszcze 2 – 3 minuty, aby sos stracił smak surowizny. Można dodać około 100 ml śmietanki kremówki - ja nie dodaję, uważam, że nie ma potrzeby.
Schab pokroić w plastry i podawać z przygotowanym sosem, a jeśli jest przygotowany tylko i wyłącznie jako wędlina, to robienie sosu można sobie darować albo sos wykorzystać np. do pulpecików gotowanych na parze.

*jeśli nie dysponujecie garnkiem, który można wstawić do piekarnika, to po prostu wystarczy całość przełożyć do naczynia żaroodpornego i wstawić do piekarnika


niedziela, 24 sierpnia 2014

Kasza gryczana z kurczakiem i warzywami

Kolejne szybkie i bardzo smaczne danie jednogarnkowe. Co prawda należy do tych mało atrakcyjnych wizualnie, ale smakuje świetnie, dostarcza dobrych składników odżywczych i jest sycące. Ja przygotowałam je w mulitcookerze, ale z powodzeniem można przygotować je w zwykłym garnku.
Może zainteresuje Was również kasza jęczmienna z warzywami albo kuskus z kurczakiem, cukinią i rodzynkami.


Składniki na 4 porcje obiadowe:

2 duże filety z kurczaka - około 400 g
200 g kaszy gryczanej białej (niepalonej)
300 g fasolki szparagowej (u mnie zielona i żółta)
300 g marchewki (można użyć świeżej albo ugotowanej w bulionie)
500 ml gorącego bulionu warzywnego albo drobiowego
1 łyżeczka świeżego masła
sól, pieprz, słodka czerwona papryka, chili
opcjonalnie: 1 łyżeczka ulubionych ziół (u mnie dalmatyńskie)



Mięso opłukać, pokroić w grubą kostkę, przełożyć do miski, wsypać ½ łyżeczki soli, ½ łyżeczki pieprzu, 1 łyżeczkę czerwonej słodkiej papryki, szczyptę chili. Wymieszać, wstawić do lodówki na co najmniej 2 – 3 godziny (można na całą noc).
Do garnka włożyć kawałki kurczaka, pokrojoną na kawałki fasolkę i pokrojoną w kostkę marchewkę. Wsypać kaszę, dodać ½ łyżeczki soli (nie trzeba więcej, bo bulion zawiera dosyć soli), ½ łyżeczki świeżo mielonego pieprzu i 1 łyżeczkę ulubionych ziół. Wlać gorący bulion, dodać 1 łyżeczkę masła, gotować około 30 – 40 minut, aż kasza wchłonie cały bulion i będzie miękka.
Ja gotowałam w multiccokerze, więc po prostu go włączyłam, ustawiłam czas i ugotowało się samo. W przypadku gotowania w garnku trzeba co jakiś czas przemieszać, aby składniki nie przywarły do dna, a pod koniec gotowania pilnować, aby kasza nie przywarła do dna.


wtorek, 19 sierpnia 2014

Leczo - prawdziwe węgierskie leczo

Jeszcze na studiach poznałam Almę, dziewczynę pochodzącą z Węgier. Alma przez pierwszy rok studiów mieszkała w akademiku, gdzie się poznałyśmy na jakiejś imprezie. Potem przeniosła się na stancję i od czasu do czasu wpadałyśmy do niej na pogaduchy i wino (po licencjacie niestety wróciła na Węgry i już się nie spotkałyśmy). No i na leczo, które miała prawie zawsze i było zupełnie inne niż to, co u nas leczem się zwie.
Bo węgierskie leczo, to nie zupa paprykowa z cukinią, kabaczkiem czy bakłażanem. Węgierskie leczo jest gęste, z niewielką ilością sosu powstałego z rozgotowanych i odparowanych pomidorów. A składa się z trzech podstawowych składników: białej papryki, podsmażonej na złoto cebuli i pomidorów. Oczywiście dodatkiem może być kiełbasa (na Węgrzech paprykowa), ryż czy jajko. Na Węgrzech leczo podawane jest też jako dodatek do mięs pieczonych czy smażonych, więc siłą rzeczy nie może mieć konsystencji zupy. Alma leczo doprawiała słodką czerwoną i wędzoną papryką oraz cząbrem, tymiankiem i oregano. Zgapiłam to od niej, choć tak naprawdę ona bardzo chętnie podzieliła się przepisem. Węgierskie leczo przygotowuje się na smalcu. Nie trzeba się tego bać, warto zaryzykować, bo leczo bardzo zyskuje na smaku.
Zasadą, którą zapamiętałam są równe ilości składników podstawowych, dodatki mogą być różne.
Leczo w wersji warzywnej doskonale nadaje się do wekowania, wymaga pojedynczej pasteryzacji, podczas gdy to z dodatkiem mięsa trzeba poddać tyndalizacji. Zawsze po otwarciu słoika można podsmażyć trochę wędliny i dodać do niej leczo. Ja osobiście lubię wersję warzywną, choć z pewnością nie można jej nazwać wegetariańską, ze względu na obecność smalcu. 
 

Składniki na pół dużego garnka (około 6 porcji):

1 kg białej papryki (ja użyłam belladonny, ale może być każda inna)
1 kg cebuli
1 kg mięsistych pomidorów (ja dałam połowę malinowych, połowę Limy)
1 pełna łyżka smalcu (ok.30 g)
2 czubate łyżeczki czerwonej słodkiej papryki (w proszku)
1 czubata łyżeczka papryki wędzonej (w proszku)
1 czubata łyżeczka czubricy czerwonej (można zastąpić cząbrem)
1 czubata łyżeczka oregano
1 płaska łyżeczka soli
1 płaska łyżeczka świeżo mielonego pieprzu
¼ łyżeczki chili
1 łyżeczka cukru (można dać więcej, jeśli pomidory są mało słodkie)


Pomidory i paprykę umyć. Skórkę pomidorów naciąć na krzyż i sparzyć - włożyć do miski, zalać wrzątkiem i zostawić na minutę, następnie zanurzyć pomidory w misce z zimną wodą, wyciągnąć, obrać ze skórki i usunąć zielone końcówki. Pokroić w grubą kostkę. Z papryki usunąć gniazda nasienne i białe wewnętrzne zgrubienia. Pokroić w kawałki o boku około 1 cm. Cebulę obrać, pokroić w grube ćwierć plasterki.
Do garnka wrzucić pomidory, zagotować. Gdy puszczą sok, to częściowo go odparować. W tym samym czasie na patelni rozgrzać 1 łyżkę smalcu, wrzucić cebulę i podsmażyć ją na złoto *. Patelnię zestawić z ognia, wsypać paprykę słodką, paprykę wędzoną, czubricę, chili, dokładnie wymieszać i na bardzo małym ogniu ponownie krótko podsmażyć – papryka musi być dobrze wymieszana z cebulą, aby się nie przypaliła, bo danie będzie gorzkie. Do gotujących się pomidorów wrzucić pokrojoną paprykę, wsypać 1 łyżeczkę soli i dusić około 5 minut od chwili wrzenia. Do pomidorów i papryki przełożyć podsmażoną cebulę i całość dusić razem aż papryka zmięknie, ale pozostanie jędrna (gdy będzie za długo gotowana oddzieli się skórka). Wsypać pieprz, cukier i oregano. Wszystko wymieszać i jeszcze 2 minuty pozostawić na małym ogniu. Skosztować i jeśli trzeba dodać jeszcze soli czy pieprzu (te przyprawy trzeba dostosować do własnych upodobań smakowych). Mnie najbardziej smakuje odgrzane na drugi dzień. 

*Jeśli do lecza ma zostać dodana kiełbasa to można ją podsmażyć razem z cebulą. 


niedziela, 17 sierpnia 2014

Filet z kurczaka w ziołach toskańskich gotowany na parze z fasolką szparagową

Gotowanie na parze pozwala zachować wiele cennych składników odżywczych. Był taki czas, że gotowałam głównie na parze i wtedy odzwyczaiłam się od używania soli, bo mój parowar wykluczał jej używanie. Gotowałam więc praktycznie bez użycia soli (jedynie do pulpecików ją dodawałam), za to zaprzyjaźniłam się z większą ilością świeżych ziół i dzięki temu wiem, że np. ziemniaki parowane z gałązką świeżej bazylii nie mają sobie równych.
Dziś proste danie, które nie wymaga ani szczególnych umiejętności ani wiele czasu. Jednak potrzeba czegoś do gotowania na parze - parowaru, specjalnego garnka albo po prostu nakładki na garnek, choć jak się człowiek uprze, to nawet durszlak może wykorzystać.
Ja moje mięso doprawiłam ziołami toskańskimi z dodatkiem suszonych pomidorów, natarłam je kilka godzin wcześniej i wyszło pysznie. 


Składniki na 4 porcje:

4 małe filety z kurczaka (po ok. 130 -150 g każdy)
zioła toskańskie (skład mieszanki, której użyłam: płatki pomidorów, sól jodowana, bazylia, czosnek, oregano, cebula, pietruszka) albo inne dowolne, ulubione przyprawy
małe ziemniaczki (ilość wg uznania i możliwości konsumujących)
800 g fasolki szparagowej albo innych ulubionych warzyw
kilka gałązek świeżego koperku
dowolne suszone zioła do warzyw (ja użyłam mieszanki do ziemniaków Kotanyi)


Filety z kurczaka umyć, osuszyć i natrzeć ziołami (ilość wg uznana – u mnie mniej więcej 1 mała płaska łyżeczka na jeden kawałek mięsa). Odstawić do lodówki na co najmniej 2 godziny (można i na całą noc). Fasolkę opłukać, obciąć końcówki, ziemniaki oskrobać. W naczyniu do gotowania na parze ułożyć fasolę, ziemniaki, mięso. Fasolę i ziemniaki oprószyć ziołami (zioła, których użyłam zawierają w sobie sól, więc już jej nie dodawałam). Całość obłożyć gałązkami świeżego koperku. Parować około 30 minut – po tym czasie mięso i warzywa powinny być gotowe.
Od razu po ugotowaniu podawać. 


środa, 13 sierpnia 2014

Konkurs ze Śniadaniową


Zapraszam Was dziś na lekki, łatwy i przyjemny konkurs z margaryną Śniadaniową, produkowaną przez ZT Bielmar


Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest Kolterman Media Communications, sponsorem nagród  firma ZT Bielmar, a partnerem ja, czyli Margarytka, autorka tego bloga, na którym zostanie przeprowadzony konkurs.
2. Zadanie konkursowe polega na rozwinięciu zdania:

„Moja ulubiona kanapka składa się z... „

3. Odpowiedzi konkursowe można zamieszczać tylko pod tym postem. Każda z osób może zostawić tylko jedną odpowiedz. Odpowiedzi powinny zostać podpisane, a osoby niezalogowane są proszone o pozostawienie adresu e-mail. Anonimowe wpisy nie będą brane pod uwagę przy ocenie. Każdy z uczestników może wykonać swoją ulubioną kanapkę i przesłać jej zdjęcie na adres: margarytka75@vp.pl , w tytule maila wpisując „Kanapka”. Zdjęcie nie jest warunkiem koniecznym, ale będzie mile widziane i znajdzie swoje miejsce w albumie na FB.
4. Konkurs rozpoczyna się 13 sierpnia i trwa do 21 sierpnia, do godziny 24.00.
5. Uczestnikiem konkursu może być każda osoba pełnoletnia. 
6. Zwycięzcy zostaną wyłonieni przeze mnie do dnia 23 sierpnia, a ocena jak zawsze będzie subiektywna. Osoby nagrodzone zostaną powiadomione o wygranej w tym wpisie.
Osoby nagrodzone są zobowiązane do przekazania danych adresowych, które zostaną wykorzystane tylko w celu realizacji wysyłki nagrody i nie będą przetwarzane.
7. Zostaną przyznane dwie nagrody równorzędne. Nagrodami w konkursie są zestawy: książka „Atlas Kanapek Świata” oraz kubek termiczny z logo „Śniadaniowa”. Nagrody zostaną przesłane na koszt organizatora konkursu na terenie RP po dniu 25 sierpnia 2014 roku. 
8. Konkurs nie jest grą losową w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach losowych i zakładach wzajemnych (Dz.U. Nr 68, poz. 341 z późniejszymi zmianami).

Nagrody (2 takie same zestawy):

Kubek termiczny z logo "Śniadaniowa" 


+ bardzo ładnie wydana książka "Atlas kanapek świata"






Rozwiązanie konkursu.

Dziękuję za wszystkie zgłoszenia. Wybór łatwy nie był, bo wiele pomysłów mi się podobało i część z pewnością wykorzystam.
Nagrody powędrują do:

Magdy M-B
za fantazję
i
Kuchnia moja przyjaciółka za prostotę i ciekawe połączenie miodu i bazylii.

Gratuluję i proszę o przesłanie danych adresowych  na maila: margarytka75@vp.pl

wtorek, 12 sierpnia 2014

Kanapka nie musi być nudna...

Gdy w moim domu pojawił się "Atlas kanapek świata" to uświadomiłam sobie (jakoś wcześniej się nad tym nie zastanawiałam), że to, co dla nas jest klasyczną kanapką nie wszędzie na świecie jest tym samym, bo kanapką może być tortilla, kanapką może być pita z dodatkami, a wreszcie kanapką może być kebab.
Przy współpracy z firmą ZT Bielmar i ich rodziną margaryn Śniadaniowych przygotowałam kilka kanapek, które nieco urozmaiciły nasze posiłki.

Bułka sezamowa po włosku (2 porcje):

1 duża bułka sezamowa
2 łyżeczki margaryny Śniadaniowej Premium
2 liście sałaty karbowanej
1 duży pomidor (u mnie malinowy)
1 kulka mozzarelli z zalewy
listki bazylii i kolorowy pieprz


Bułkę przekroić na dwie części, posmarować margaryną Śniadaniową Premium, na każdej części ułożyć liść sałaty. Pomidora i mozzarellę pokroić w plastry. Na sałacie ułożyć na zmianę pomidora i mozzarellę, ozdobić listkami świeżej bazylii i oprószyć kolorowym pieprzem. 



Zapiekanka z pieczarkami (2 porcje):

1 mała bagietka
10 średniej wielkości pieczarek
1 cebula
1 czubata łyżeczka margaryny Śniadaniowej z Masłem
4 łyżki tartego sera – ja użyłam mozzarelli z bloku, ale może być inny ulubiony żółty ser
sól, czarny świeżo mielony pieprz, pieprz cayenne
ulubione zioła (u mnie prowansalskie)


Pieczarki umyć, oczyścić, pokroić w plasterki. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać margarynę, wrzucić posiekaną cebulę i delikatnie podsmażyć (nie rumienić). Dodać pieczarki, wsypać szczyptę soli i smażyć przez kilka minut, aż woda, którą puściły grzyby odparuje, a pieczarki i cebula ładnie się przyrumienią. Dodać szczyptę pieprzu czarnego i szczyptę pieprzu cayenne, wymieszać.
Piekarnik nagrzać do 180 -190 stopni (u mnie 180 stopni i termoobieg). Bagietkę przekroić wzdłuż na dwie części. Na każdej rozłożyć równomiernie farsz, oprószyć niewielką ilością ziół i posypać tartym serem. Przygotowane zapiekanki ułożyć na blaszce, wstawić do nagrzanego piekarnika i zapiekać około 8 – 10 minut. Kontrolować czas, aby zapiekanki się nie przypaliły.
Podawać np. z keczupem albo innymi dodatkami wg uznania.



Tortilla z kurczakiem z patelni (2 porcje):

2 placki tortilli
1 filet z kurczaka (około 150 g)
2 liście sałaty karbowanej
1/3 czerwonej papryki
4 pomidorki koktajlowe
4 plastry świeżego ogórka
1 czubata łyżeczka margaryny Śniadaniowej Klasycznej
sól, pieprz, chili, słodka czerwona papryka, oregano, bazylia


Filet z kurczaka umyć, osuszyć, pokroić w paski, oprószyć solą, pieprzem, chili, słodką czerwoną papryką, niewielką ilością oregano i bazylii. Przykryć i wstawić do lodówki na godzinę. Na patelni rozgrzać łyżeczkę margaryny Śniadaniowej Klasycznej, wrzucić zamarynowanego kurczaka i usmażyć na złoty kolor. W trakcie smażenia można podlać niewielką ilością wody, przykryć i chwilę poddusić, a potem smażyć już bez przykrycia, do całkowitego odparowania płynu.
Tortillę podgrzać, na każdej ułożyć liść sałaty i pokrojone warzywa, a na nich usmażone kawałki kurczaka. Można dodać odrobinę keczupu, sosu czosnkowego czy tysiąca wysp (wg uznania). Założyć do środka brzegi i zwinąć tortillę w rulon. Można ją włożyć do opiekacza, dodatkowo grillować i podawać na gorąco albo zawinąć w papier i zabrać ze sobą na piknik. My tak przygotowane tortille zabieramy ze sobą na wyjazdy. Do środka oczywiście można włożyć swoje ulubione warzywa, wszystko wg uznania. 


A na koniec moja ulubiona kanapka... z jajkiem i pomidorem. Taka zwykła, taka prosta, a jednak dla mnie najlepsza :-) 



Ja jestem dosyć monotematyczna jeśli chodzi np. o śniadania. W tygodniu jest to przeważnie grahamka albo kanapka z twarogiem, szczypiorkiem, rzodkiewką albo z jajkiem i pomidorem. W weekendy śniadania urozmaicamy i wtedy rezygnujemy z kanapek na rzecz jajecznicy, omletów, naleśników, placuszków, a od czasu do czasu Zielonooki przygotowuje zapiekane ciabaty z wędliną, warzywami i serem.
A jak to u Was jest z kanapkami? Jadacie, czy może to zupełnie nie Wasza bajka? Pomyślcie, bo już niebawem zaproszę Was na szybki, prosty kanpkowy konkurs.

Wpis zawiera lokowanie produktów firmy ZT Bielmar.


http://www.bielmar.pl/

wtorek, 5 sierpnia 2014

Chleb pszenny z oliwą (na drożdżach)

Przy okazji testowania multicookera upiekłam pyszny chleb, który jest tak banalnie prosty, że zrobić może go każdy, również w zwykłym piekarniku. A nie ma nic lepszego niż dobry, domowy chleb. Wykorzystałam zarys przepisu, który znalazłam w książeczce dołączonej do multicookera, ale trochę pozmieniałam, aby dopasować do własnych potrzeb. Powtórzyłam go zmieniając zwykłą mąkę chlebową na orkiszową i dodałam trochę dobrych ziarenek, chleb wyszedł równie pyszny, dlatego zachęcam do eksperymentowania. Chleb, dzięki dodatkowi oliwy dosyć długo zachowuje świeżość. Można go spokojne zamrozić, a po rozmrożeniu jest równie dobry.
Kilka osób prosiło o przepis na chleb z multicookera, więc tę prośbę mogę spełnić. 


Składniki na duży bochenek:

700 g mąki pszennej chlebowej typ 750 (albo orkiszowej typ 630 lub typ 700)
35 g świeżych drożdży albo 10 g suszonych
10 g (1 łyżeczka) cukru
3 łyżki ciepłego mleka
20 g (2 płaskie łyżeczki) soli
30 ml (2 łyżki) oliwy dobrej jakości (dałam truflową, ale może być każda inna)
450 ml letniej wody
opcjonalnie: 2 łyżki sezamu, 2 łyżki ziaren słonecznika, 2 łyżki pestek dyni


Do ciepłego mleka wsypać cukier, dodać rozkruszone drożdże, 1 łyżkę mąki i dokładnie wymieszać. Zostawić na 10 minut, aby zaczyn ruszył (przy suszonych drożdżach etap zaczynu pominąć i od razu wszystkie składniki dodać razem)
Mąkę przesiać do misy, dodać sól (opcjonalnie ziarna) i wymieszać. Wlać olej, wyrośnięty zaczyn i wodę. Wszystkie składniki wymieszać i wyrobić gładkie ciasto (ja wyrabiałam w robocie przez około 10 minut). Jeśli ciasto jest mocno lepiące, to podsypać niewielką ilością mąki, ale czym dłużej wyrabiane tym mniej się lepi. Dobrze wyrobione, gładkie ciasto zostawić do wyrośnięcia na około 60 minut (moje wyrastało w multicookerze na odpowiednim programie). Gdy ciasto wyrośnie, uformować bochenek albo umieścić ciasto w tortownicy o średnicy 22 -25 cm (ewentualnie w dużej keksówce). Przykryć ściereczką i zostawić do ponownego wyrośnięcia na 20 minut. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 - 200 stopni (góra – dół) i piec około 50 minut - dobrze jest piekarnik wcześniej spryskać wodą albo wstawić do niego miseczkę żaroodporną wypełnioną wodą. W przypadku multicookera nie wyciągać chleba po wyrośnięciu, tylko włączyć program do pieczenia, ustawić na 2 godziny, a po godzinie wyciągnąć chleb, odwrócić, ponownie umieścić w multicookerze i piec do końca trwania programu.
Ostudzić na kratce. 


piątek, 1 sierpnia 2014

Multicooker Redmond RMC -M20 – recenzja

Gdy otrzymałam propozycję przetestowania Multicookera Redmond RMC-M20, to moja pierwsza myśl była: „ale po co mi kolejny grat w kuchni, już nie mam gdzie tego trzymać”. Nigdy wcześniej nie interesowałam się sprzętem tego typu, ale gdy weszłam na stronę Redmond i poczytałam, co proponowany sprzęt może, a potem poszperałam w internecie i zapoznałam się z różnymi opiniami, to postanowiłam, że jednak tak – przetestuję go i sprawdzę, czy to rzeczywiście takie cudo, jak piszą. 


Dzień po podjęciu decyzji multicooker, wraz z dodatkową misą z powłoką ceramiczną (to ta żółta), pojawił się w mojej kuchni. Pierwszą rzeczą, którą robię zawsze przy zakupie nowego sprzętu, to czytam instrukcję. Zajrzałam i muszę powiedzieć, że jest dosyć czytelna i rzeczowa, niczego nie musiałam się domyślać. Zgodnie z zaleceniami zabrałam się za usuwanie naklejek (miała zostać tylko naklejka z numerem seryjnym). O ile dwie malutkie naklejki zeszły szybko i łatwo, o tyle ta duża tak łatwo poddać się nie chciała. Ani suszarka, ani olej, ani masło... no nic zadziałać nie chciało na klej, którym naklejka została przymocowana do urządzenia. Obawiałam się drastycznych środków typu aceton czy benzyna, aby nie zniszczyć powłoki urządzenia... Zadziałało masło wymieszane z sodą oczyszczoną, posmarowałam i po kilkudziesięciu minutach zmyłam... Ufff, gdybym wiedziała, że to takie uporczywe, to zostawiłabym tę naklejkę, choć nie lubię, gdy urządzenia kuchenne wyglądają jak choinka. No dobra, naklejka usunięta, czas się zabrać za mycie – to poszło szybko, lekko i przyjemnie. W skład modelu, który ja testowałam wchodzi misa o pojemności 5 litrów, sito do gotowania na parze, chochla, łyżka i miarka. Dodatkowo otrzymałam misę z powłoką ceramiczną – a co dwie misy, to nie jedna i to zdecydowanie jest na plus.
Proces gotowania w multicookerze jest całkowicie zautomatyzowany, urządzenie posiada 10 programów, a obsługa jest niezwykle prosta i bardzo intuicyjna – wszystko jest ładnie opisane na panelu sterowania. 


Ja moją przygodę zaczęłam od przygotowania obiadu na parze. Pierś z kurczaka, fasolka szparagowa i ziemniaki – wszystko gotowe w 30 minut. Do misy urządzenia wystarczy wlać wodę, a na sicie do parowania ułożyć produkty, które w dowolny sposób można doprawić. I tu już pierwsza zaleta i przewaga nad tradycyjnym parowarem – mogłam użyć soli, co w moim parowarze niestety nie jest możliwe. Do misy z wodą można wrzucić ulubione zioła, a cała potrawa nabierze cudownego aromatu.


Niestety sito nie jest zbyt duże – cały obiad na parze można przygotować dla 2 osób, więcej produktów się po prostu nie zmieści. Jednak, gdy jest nas w domu więcej, to mięso czy rybę można włożyć na sito do parowania, a np. ziemniaki ugotować w wodzie w misie głównej i już będzie cały obiad. Przyznam, że ta funkcja bardzo mi się spodobała i zamierzam z niej korzystać często, bo i szybko i zdrowo. 


Drugie podejście do multicookera to kasza z kurczakiem i warzywami – czyli szybkie, jednogarnkowe danie, które też w zasadzie zrobiło się samo – bez mieszania, bez stania przy garnku. 


Wrzuciłam kurczaka, pokrojoną fasolę, marchewkę, wsypałam kaszę, dodałam łyżeczkę masła i wszystko zalałam domowym bulionem warzywnym, wsypałam jeszcze odrobinę pieprzu, szczyptę chili i 1 łyżeczkę ziół. Ustawiłam program na pilaw, na 40 minut i zajęłam się innymi sprawami. Po ustawionym czasie multicooker dał mi znać sygnałem dźwiękowym, że obiad jest gotowy. Otworzyłam zamieszałam i nic się nie przypaliło. 


Do upieczenia chleba podchodziłam z pewną rezerwą. Postanowiłam skorzystać z dołączonej do multicookera książeczki, w której można znaleźć 100 różnych przepisów na smakowite dania – od zup po desery. Przeczytałam przepis na chleb. Napisane 7 g drożdży na 700 g mąki. Domyśliłam się, że chodzi o suche drożdże, ale jeśli ktoś mało doświadczony w kuchni to mógłby mieć problem z tym jakich drożdży użyć. Poza tym ja na tę porcję mąki dałabym 10 g suchych drożdży. No ale jako, że z suchymi nie za bardzo się lubię, to użyłam 35 g świeżych drożdży dodając od siebie jeszcze 3 łyżki mleka. No i sól. 6 g? Nie, to za mało, dałam 20 g i chleb wyszedł idealny. Zarobiłam ciasto (niestety multicooker nie wyrabia ciasta – trzeba to zrobić we własnych zakresie – mnie na szczęście wyręczył robot). 


Gdy ciasto było gotowe, to posmarowałam misę z powłoką ceramiczną masłem, włożyłam doń ciasto, zamknęłam pokrywę i włączyłam program pozwalający ciastu wyrosnąć. Po godzinie miałam pełną misę i przerażenie w oczach.  Ale jak? Ten chleb się upiecze, skoro jest taki wielki? Ale ryzyk fizyk, nic nie miałam do stracenia, nastawiłam opcję pieczenia chleba na 2 godziny (tak, wiem, długo, jednak z całą pewnością właściwie). Po godzinie obróciłam chleb na drugą stronę i piekłam dalej. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Bo chleb nie tylko cudownie się upiekł, to jeszcze był przepyszny. W planach mam chleb na zakwasie i liczę na to, że będzie równie piękny i smaczny. 


No, ale trzeba było sprawdzić jak multicooker poradzi sobie z moimi ulubionymi pulpecikami z indyka po toskańsku w sosie pomidorowym. No i poradził sobie perfekcyjnie, bo nie musiałam stać i pilnować. 


Zrobiłam, wrzuciłam i wróciłam do kuchni po sygnale dźwiękowym, aby dokończyć danie. Jako, że upał na dworze niemiłosierny podałam pulpeciki z dodatkiem ugotowanego kalafiora, bez ziemniaków czy ryżu. 


Przy okazji przygotowywania pulpecików zostawiłam część mięsa, aby nadziać nim pierożki. Jako, że były z surowym mięsem wymagały nieco dłuższej obróbki cieplnej. Gdy woda się zagotowała wrzuciłam przygotowane pierogi, zamieszałam, zamknęłam pokrywę i cała w strachu czekałam. Wiadomo, pierogi nie powinny się gotować w szaleńczym tempie, a jedynie delikatnie pyrkać na granicy wrzenia. 


Nie mogłam sobie odpuścić i nie zajrzeć do środka. Okazało się, że pierogi tak właśnie się gotują – powoli i delikatnie. Wyszły pyszne, dobrze się ugotowały, a ciasto nie rozpadło. 



Z pewnością będę ten sprzęt używała często, bo jego zaletą jest to, że nie wytwarza zbyt wiele ciepła. Obudowa lekko się nagrzewa, a zawór pary od czasu do czasu wypuszcza jej niewielką ilość.
Misa z powłoką ceramiczną mnie zachwyciła, chlebek wypadł z niej od razu, nic nie przywarło. Jest wykonana z materiałów ekologicznych, a jej powłoka jest bardziej odporna na uszkodzenia niż np. powłoka teflonowa, choć oczywiście też wymaga ostrożności, nie można po niej skrobać widelcem. I co ważne, można misy używać nie tylko w multicookerze, ale również w piekarniku. 

 Do każdego multicookera dołączona jest książeczka z przepisami.





Model, który ja mam przyjemność testować nie posiada szczypiec do wyjmowania misy, ani koszyczka do smażenia w głębokim tłuszczu. I o ile szczypce do szczęścia mi niepotrzebne, bo misę wyjmuje się prosto i sprawnie przy użyciu kuchennych rękawic, to taki koszyczek byłby mile widziany, choć nie konieczny. Co prawda frytek nie robię, a smażenie w głębokim tłuszczu odbywa się u nas raczej rzadko, ale od czasu do czasu przygotowuję panierowanego kalafiora czy kurczaka w cieście i byłoby to duże ułatwienie.
Wszystkie modele Multicookerów Redmond możecie obejrzeć i porównać na TEJ stronie. Są tam również ceny poszczególnych modeli. Ilość programów też jest różna, więc można wybrać to, co będzie dostosowane do określonych potrzeb.
Model, który ja posiadam, czyli RMC – M20 kosztuje 299 zł, więc cena nie jest specjalnie wygórowana, a możliwości sprzętu naprawdę duże.
Mam nadzieje, że mulicooker będzie służył mi długo, bo gotowanie w nim to przyjemność.
Oprócz tego, co mnie udało się przygotować przez te kilka dni można w nim gotować zupy, piec, smażyć, gotować na parze, przygotowywać jogurty i desery, gotować kasze i ryże, dusić mięsa czy warzywa.
Multicooker posiada funkcję opóźnionego startu do 24 godzin, funkcję podtrzymywania temperatury i odgrzewania dań, a więc można sobie „ugotować obiad” w czasie, gdy wracamy z pracy do domu. Czas gotowania też nie jest ściśle związany z danym programem, można go modyfikować w zależności od potrzeb, w zakresie przewidzianym dla danego programu – a wszystko jest dokładnie opisane w instrukcji. 

Tyle na chwilę obecną mogę powiedzieć o tym sprzęcie, za jakiś czas pewnie wrócę do tego postu i napiszę jak się multicooker sprawuje.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...