sobota, 24 lutego 2018

Kocmołuch, czyli ciasto mocno czekoladowe z jagodami i płatkami migdałowymi


To ciasto powstało wskutek eksperymentu. Mam babciny przepis na ciasto czekoladowe, ale miałam ochotę pokombinować. Kiedyś podczas szkolenia, oprócz obiadu, firma cateringowa zaserwowała nam ciasto - ciasto mocno czekoladowe z czarnymi porzeczkami i płatkami migdałowymi. I choć nie lubię czekoladowych wypieków, to kawałek uszczknęłam i pomyślałam, że smakowałoby mojemu mężowi, który lubi wszystko, co czekoladowe.
Ostatnio mało piekę, ale dzisiaj postanowiłam zrobić mu przyjemność i zrobić jakieś ciacho. Do głowy przyszło mi właśnie to, które było na szkoleniu. Z braku czarnych porzeczek wykorzystałam mrożone jagody, które zamroziłam latem i zdecydowanie już czas, aby je do końca wykorzystać.
Kiedyś piekłam już podobne ciasto, choć pewne rzeczy pozmieniałam i ze starego przepisu wiele nie zostało. W zasadzie chciałam, aby było nieco niższe, ale wyrosło jak szalone i takie jest. Część jagód zapadła się w ciasto i wyszło naprawdę fajnie.
Ciasto jest bardzo mocno czekoladowe, niezbyt słodkie, dosyć ciężkie – zdecydowanie dla fanów gorzkiej czekolady. Wymyśliłam sobie dla niego nazwę kocmołuch, bo wyszło takie mocno czarne.
Ciasto robi się bardzo szybko, nie wymaga użycia miksera, zwykła trzepaczka (rózga) wystarczy. 



Składniki na blaszkę 24 cm 28 cm (albo 20 cm x 30 cm):

250 g (1 i 2/3 szklanki) mąki pszennej tortowej (użyłam tortowej orkiszowej)
100 g (1 szklanka) dobrego, ciemnego gorzkiego kakao
125 g cukru białego
125 g cukru trzcinowego
50 g dobrej gorzkiej czekolady
2 duże jajka
½ szklanki kefiru albo rzadkiego jogurtu pitnego
1 łyżeczka pasty waniliowej (można użyć olejku, ale ja osobiście nie lubię)
125 g masła
250 ml wody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
3 łyżki koniaku / brandy/ likieru (ja użyłam mioduli)
¼ łyżeczki soli

Dodatkowo
1,5 szklanki jagód/ czarnych porzeczek (mogą być mrożone)
3 łyżki płatków migdałowych
1 łyżka cukru trzcinowego



Kocmołuch, czyli ciasto mocno czekoladowe z jagodami i płatkami migdałowymi – przygotowanie:
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować masłem i posypać mąką. Piekarnik nagrzać do 180 stopni (góra – dół).
Wodę, masło i sól włożyć do rondelka i podgrzać (całość powinna być gorąca). Czekoladę posiekać. Mąkę, kakao, sodę, proszek do pieczenia przesiać do miski, dodać oba rodzaje cukru, posiekaną czekoladę i wymieszać. W drugiej misce roztrzepać jajka z kefirem, alkoholem i pastą waniliową,
Do mąki wymieszanej z cukrem wlać powoli gorącą wodę z masłem i wymieszać łyżką. Dodać roztrzepane jajka z kefirem i połączyć do uzyskania jednolitej konsystencji. Całość przelać do formy, posypać jagodami, cukrem trzcinowym i płatkami migdałowymi.
Wstawić do gorącego piekarnika i piec około 45 minut do tak zwanego suchego patyczka. Po upieczeniu wyciągnąć z piekarnika i zostawić do wystygnięcia. 




wtorek, 20 lutego 2018

Kasza bulgur z brukselką i cieciorką, podana z sadzony jajkiem

Sezon na brukselkę trwa, więc się nią zajadam, bowiem uwielbiam to warzywo od dziecka. Była obecna u nas w domu odkąd pamiętam. Gościła w zupach jarzynowych, a jako dodatek do drugiego dania była podawana z bułką tartą. Ja dla tych malutkich kapuścianych główek znalazła kilka innych zastosować i takiej z bułką tartą już bardzo dawno nie jadłam.
Brukselka pasuje do wielu dań i warto po nią sięgać, bo jest bogactwem witamin i antyoksydantów.
Tym razem połączyłam ją z kaszą bulgur, szalotką, chili i podałam z sadzonym jajkiem i surówką z marchewki, jabłka i selera. To taki obiad na szybko, do zrobienia w pół godziny. Nie zawsze na obiad musi być mięso, a taki obiad to bogactwo dobrych węglowodanów i białka.
Ta kasza doskonale smakuje na ciepło z dodatkiem sadzonego jajka, bo żółtko rozpływające się po kaszy daje super smak. Jednak równie dobrze można zabrać ze sobą do pracy i zjeść na zimno (bez jajka).
200 g kaszy na 4 porcje, to dla niektórych osób może być mało. Wiem, że są osoby, które zjedzą 100 g, więc wtedy ilość kaszy należy zwiększyć do 300 – 300 g. My zjadamy po około 50 g kaszy, ale do tego dużą porcję surówki, więc takie proporcje podaję. 



Składniki na 4 porcje:

200 g (1 szklanka) kaszy bulgur (ja miałam średniej grubości)
4 szalotki albo jedna duża cebula
1 mały strąk chili
około 40 niedużych brukselek
1 puszka cieciorki (użyłam takiej gotowanej na parze)
4 – 8 jajek (w zależności od apetytów)
1 czubata łyżka masła klarowanego albo 2 – 3 łyżki oleju dobrej jakości (wolę masło, bo daje kaszy fajny smak)
sól, pieprz,
szczypta chili
szczypta gałki muszkatołowej
posiekany szczypiorek



Kasza bulgur z brukselką i cieciorką - przygotowanie:

Kaszę opłukać. W garnku zagotować 2 szklanki wody z 1 łyżeczką świeżego masła i ½ łyżeczki soli. Do wrzącej wody wsypać odcedzoną, dobrze wypłukaną kaszę i gotować około 5 minut. Wyłączyć, przykryć i zostawić, żeby kasza „doszła”.
Brukselkę oczyścić z wierzchnich listków i przekroić na połówki. W dużym garnku zagotować wodę z 1 łyżeczką soli i 1 łyżeczką cukru. Wrzucić brukselkę, gotować około 5 minut bez przykrycia. Przygotować sobie dużą miskę z bardzo zimą wodą, brukselkę odcedzić i od razu wrzucić do tej zimnej wody (nie straci wtedy swojego aromatu i chrupkości). Po kilku minutach odcedzić na durszlaku.
Szalotki albo cebulę pokroić w drobną kostkę. Chili bardzo dobno posiekać. Na dużej patelni albo w rondlu rozgrzać masło albo olej, wrzucić cebulę i delikatnie ją zeszklić, dorzucić posiekane chili, odcedzoną brukselkę i na dosyć mocnym ogniu ją podsmażyć, aż cebula i brukselka się zrumienią. Dodać cieciorkę i jeszcze chwilę smażyć. Doprawić solą, pieprzem, mielonym chili, odrobiną gałki muszkatołowej.  Dołożyć gorącą kaszę, całość wymieszać i jeszcze chwilę podgrzewać. Wyłączyć gaz, patelnię albo rondel przykryć pokrywką i usmażyć jajka.
Kaszę z warzywami przełożyć na talerze albo do miseczek, posypać posiekanym szczypiorkiem, na to wyłożyć sadzone jajka i podawać z ulubioną surówką ze świeżych warzyw.


niedziela, 18 lutego 2018

Gołąbki wegetariańskie z czerwoną soczewica, kaszą bulgur i warzywami

Gołąbki to dosyć pracochłonne danie, ale za to mamy obiad od razu na 2 – 3 dni. Lubię je chyba w każdej wersji: z mięsem, z rybą, z warzywami, z grzybami, z ziemniakami. Jakie by nie były, to ja nie pogardzę.
Dziś proponuję gołąbki w wersji bezmięsnej, ale za to pysznej. Oczywiście jeśli ktoś będzie szukał w nich mięsnego smaku (jak w klasycznych gołąbkach), to go nie znajdzie, bo smak smak jest inny. Gołąbki przygotowałam z sosem pomidorowym, bo jest najlżejszy i najmniej kaloryczny, ale jeśli ktoś ma ochotę to może je zrobić z sosem grzybowym, pieczarkowym czy śmietanowym – w każdej wersji będą smaczne.
Do przygotowania tych gołąbków można użyć dowolnej kapusty. Ja osobiście najbardziej lubię zwykła, białą - najlepiej młodą, ale zimą o nią ciężko. Można użyć włoskiej czy pekińskiej i będzie dobrze.
Doprawienie też jest kwestią indywidualnych upodobań – u mnie farsz jest dosyć pikantny, bo tak lubię. Można dodać inne zioła – ja osobiście jestem fanką majeranku i kminu rzymskiego.
Ilość wody do gotowania soczewicy i kaszy jest zmniejszona, bowiem one jeszcze w trakcie duszenia gołąbków „naciągną”.
Ja sobie robienie gołąbków zawsze rozkładam na dwa dni, bo wtedy mam wrażenie, że się nie narobię – niby czasu tyle samo, ale praca rozłożona w czasie jakoś lepiej się u mnie sprawdza. Jednego dnia wieczorem robię farsz, a drugiego parzę kapustę, zwijam gołąbki, obsmażam i je gotuję (albo piekę). 



Składniki na 14 – 15 sztuk:

1 główka kapusty (rodzaj wg upodobań) – potrzebujemy 14 -15 dużych liści (można zrobić gołąbki z podwójnym liściem – w duży liść włożyć mały)
200 g (1 szklanka) czerwonej soczewicy + 1 szklanka wody
150 g (2/3 szklanki) kaszy bulgur +1 szklanka wody
4 średniej wielkości marchewki
4 duże cebule
1 duży por (biała i jasnozielona część)
2 czubate łyżki klarowanego masła
sól, pieprz, chili,
cumin (kmin rzymski)
4 łyżki majeranku
2 - 3 duże liście laurowe
5 ziaren ziela angielskiego
10 -12 ziaren czarnego pieprzu

Sos:
500 ml passaty
ulubione przyprawy: u mnie oregano, sól, pieprz, chili, erytrol
opcjonalnie 100 ml śmietanki do sosów – ja nie dodaję



Gołąbki wegetariańskie z czerwoną soczewica, kaszą bulgur i warzywami. - przygotowanie:

Najlepiej zacząć przygotowania od zrobienia farszu.
Kaszę opłukać, wsypać do garnka, dodać ½ łyżeczki soli, zalać szklanką wrzątku i zagotować. Od chwili wrzenia gotować 5 minut, wyłączyć gaz i pozwolić kaszy naciągnąć (pod przykryciem). Soczewicę opłukać, wsypać do garnka i podobnie jak w przypadku kaszy od chwili wrzenia gotować 5 minut, wyłączyć gaz, dodać ½ łyżeczki soli, zamieszać i zostawić pod przykryciem do napęcznienia.
Cebulę obrać, pokroić w kostkę. Por oczyścić, pokroić drobno (przekroiłam na 4 części i posiekałam), marchewkę obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
1 czubatą łyżkę klarowanego masła rozgrzać na dużej, głębokiej patelni albo w rondlu. Wrzucić cebulę i smażyć aż się zeszkli i zmięknie (może się lekko zrumienić). 2 łyżki cebuli odłożyć do miseczki, a do reszty dodać pokrojony por i smażyć razem 2 – 3 minuty, aż por lekko zmięknie. Dodać marchewkę, podsmażyć razem przez kolejne 2 – 3 minuty, dodać 1/2 łyżeczki soli i 1/2 łyżeczki pieprzu,  podlać niewielką ilością wody (mniej więcej ½ szklanki) i dusić około 5 minut.
Kaszę, soczewicę i duszone warzywa przełożyć do miski, dodać majeranek,  ewentualnie odrobię soli (farsz, kasza i soczewica już były posolone), 1 płaską łyżeczkę mielonego czarnego pieprzu, ½ łyżeczki kminu rzymskiego, ½ łyżeczki mielonego chili (można dać mniej lub więcej – wg upodobań).
Farsz dobrze wyrobić, najlepiej ręką. Spróbować i ewentualnie doprawić do własnego smaku. Jak wspomniałam we wstępie, można dodać swoje ulubione przyprawy, niekoniecznie te same, co ja.

Kapustę obrać ze zwiędniętych liści, wykroić głąb. W dużym garnku (takim, żeby zmieściła się kapusta) zagotować wodę. (można wsypać odrobinę soli, ale nie jest to konieczne). Włożyć kapustę: dziurą po głąbie do dołu i parzyć około 10 minut (przy młodej albo włoskiej kapuście wystarczą 3 - 4 minuty). Obrócić na drugą stronę i parzyć jeszcze przez chwilę. To sprawi, że liście odejdą i nie będą porwane. Widelcem ściągać po kolei liście i odkładać do miski. Z każdego liścia skroić stwardniałą część od strony głąba.
Przygotować 14 – 15 liści i farsz podzielić na tyle części ile jest liści do wypełnienia (część gołąbków robię z podwójnym liściem, wykorzystując te małe ze środka).
Liście napełnić farszem i zawinąć. Najpierw przykryć farsz brzegiem kapusty, następnie złożyć boki i zwinąć. Z tak zwiniętego gołąbka farsz nie ma prawa się wydostać. I w taki sposób zwinąć wszystkie gołąbki.
Drugą łyżkę klarowanego masła rozgrzać na dużej patelni, włożyć gołąbki i delikatnie je obsmażyć z obu stron – szybko łapią kolor i trzeba pilnować, aby nie przypalić.
Odłożoną wcześniej cebulkę przełożyć do garnka, w którym będą gotowane gołąbki (dno garnka można wyłożyć niepotrzebnymi liśćmi, ale ja tego nie robię), ułożyć ściśle jedną warstwę obsmażonych gołąbków, wlać tyle wody (ja zostawiam wodę od parzenia kapusty), aby ta warstwa była zanurzona do 2/3 i posolić każdego gołąbka.
Ułożyć kolejną warstwę i również posolić. Wrzucić do garnka liść laurowy, ziele i pieprz i gotować około 60 -70 minut, aż gołąbki będę miękkie. Jeśli użyjemy innej kapusty niż twarda biała, to w przypadku tych gołąbków czas gotowania można skrócić do 40 minut (kapusta włoska, młoda, pekińska gotują się bardzo szybko, a farsz mamy wcześniej ugotowany). Gołąbki można też upiec w piekarniku (60 minut na 180 stopni).
Ugotowane gołąbki przełożyć do dużej miski, a do garnka (do wody, która została - jeśli jest jej za dużo, to część odlać) wlać tomaterę (sok pomidorowy), dodać chili, pieprz, oregano, cukier albo erytrol i sól (jeśli trzeba – ja przeważnie nie dodaję, bo sos jest dosyć słony), a na końcu suszone zioła. Jeśli sos ma być bardzo gęsty, to można rozrobić w niewielkiej ilości zimnej wody łyżkę mąki albo mazeiny, wlać do sosu, zagotować. Spróbować i ewentualnie jeszcze dodać soli, cukru albo pieprzu.


sobota, 17 lutego 2018

Surówka z marchewki, selera i jabłka z chrzanem i jogurtem naturalnym

Prosta i szybka surówka do obiadu. W zasadzie nie miałam w planach publikowania przepisu na ten obiadowy dodatek, ale po prośbach na FB o przepis na tę surówkę zmieniłam zdanie. Widocznie jest zapotrzebowanie również na tak proste i banalne receptury.
Gdy nie mam czasu na nic bardziej pracochłonnego, to marchewkę, seler i jabłko zawsze znajdę w domu. Kilka chwil i surówka gotowa. A przy okazji to zawsze urozmaicenie codziennego menu. Staram się, aby codziennie były na talerzu inne warzywa i chyba mi się to udaje. Przynajmniej nudą nie wieje :-)


Składniki na 4 porcje:

4 duże marchewki
½ średniego selera
1 duże jabłko
1 łyżeczka cukru (ja dałam dwie małe łyżeczki erytrolu)
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka chrzanu (można pominąć, jeśli ktoś nie lubi)
2 czubate łyżki gęstego jogurtu naturalnego

Surówka z marchewki, selera i jabłka z chrzanem i jogurtem naturalnym – przygotowanie:

Jogurt wymieszać z chrzanem, sokiem z cytryny, cukrem (albo innym dowolnym słodzikiem – u mnie erytrol). Marchewkę, jabłko, seler obrać i wszystko zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
Wymieszać z jogurtem z przyprawami i zostawić na 10 – 20 minut, aby smaki się połączyły. Przed podaniem jeszcze raz wymieszać.
Chrzan można w surówce pominąć, a cukier dodać zgodnie z własnym smakiem - jedni lubią słodsze wersje, drudzy mniej słodkie - trzeba to dopasować do swoich smaków.


niedziela, 11 lutego 2018

Placuszki białkowe z twarogiem

Redukowanie wagi rządzi się swoimi prawami, więc w moim menu jest sporo białka. Nie zawsze uda mi się je „wyciągnąć” z jedzenia talerzowego, więc uzupełniam odżywką.
Te placuszki mają dużo białka, co sprawia, że są bardzo sycące.
Rzadko jadam słodkie obiady, takie potrawy pojawiają się głównie na przekąski (wtedy połowa porcji), ale od czasu do czasu mam ochotę na takie szaleństwo. Nawet Zielonooki na II śniadanie chętnie takie placuszki zjada. Oczywiście można je przygotować sobie na śniadanie czy kolację, wybór należy do Was. Ale jedno wiem, przygotować je warto, bo są bardzo smaczne i proste do przygotowania.
Przyda się do nich mała patelnia, ja kupiłam sobie taką o średnicy 12 cm, świetnie się sprawdza.
Ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić małe placuszki na zwykłej patelni. Masa jest dosyć gęsta, więc placki bez problemu się usmażą.



Składniki ja jedną porcję: 

2 duże jajka
100 g twarogu (ja daję „domowy” z Piątnicy, bo ma fajną konsystencję)
30 g słodkiej odżywki białkowej (2 miarki) – ja użyłam waniliowej, ale każdy smak będzie dobry
1 czubata łyżka mąki orkiszowej jasnej (użyłam tortowej orkiszowej)
szczypta proszku do pieczenia
szczypta soli

Dodatkowo:
klarowane masło albo olej
ulubione dodatki: owoce, jogurt, konfitura, orzechy - u mnie jogurt i galaretka jeżynowa, kiwi, śliwka i płatki migdałowe

Placuszki białkowe z twarogiem - przygotowanie: 

Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli. Dodać żółtka, odżywkę, twaróg, mąkę, proszek do pieczenia. I razem wszystko krótko zmiksować.
Patelnię posmarować tłuszczem i smażyć placki. Mnie wyszło 5 sztuk – ale wszystko zależy od wielkości.
Podawać z ulubionymi dodatkami.


sobota, 3 lutego 2018

Brukselka pieczona z ziołami, podana z parmezanem

Brukselka to jedno z moich ulubionych zimowych warzyw. Chętnie po nią sięgam i dosyć często pojawia się na moim talerzu. Lubię ją chyba w każdym wydaniu, ale ta dzisiejsza pieczona, to zdecydowanie mój faworyt. Jest po prostu pyszna.
Brukselka jest niestety niedoceniana, a przez wiele osób również nielubiana. Zupełnie nie wiem dlaczego, wszak dobrze przyrządzona jest pyszna. A poza tym brukselka jest fantastycznym antyoksydantem i ma działanie antynowotworowe, bowiem podobnie jak brokuły czy kalafior zawiera sulforafan (silny przeciwutleniacz), który może nas uchronić przed rakiem piersi, płuc, jelita grubego i prostaty. Trzeba jednak pamiętać, że najwięcej wartości brukselka ma po krótkiej obróbce cieplnej albo w postaci surowej (surówka z brukselki jest przepyszna). Znalazłam bardzo fajny artykuł na temat tego, co zrobić, aby sulforafany zawarte w warzywach nie straciły swojej mocy podczas obróbki cieplnej. Warto przeczytać.
Brukselka jest też źródłem witamin takich jak witamina C, A, E, K, B6, zawiera też kwas foliowy i jest bogata w minerały regulujące pracę serca: fosfor, wapń, żelazo, magnez, potas, sód i cynk.
Na brukselkę powinny uważać osoby chorujące na niedoczynność tarczycy, bowiem zawiera siarkocyjaniny, które utrudniają wykorzystanie jodu z pożywienia. Wszyscy inni powinni po nią sięgać i wprowadzać do swojego menu.
No to tyle o samej brukselce, czas na przepis. 



Składniki na 4 – 5 porcji:

1 kg świeżej brukselki
2 łyżki dobrej jakości oleju (ja użyłam rzepakowego tłoczonego na zimno)
½ łyżeczki soli
duża szczypta chili
ulubione zioła (ja dałam przyprawę do ziemniaków z płatkami kwiatów od Kotanyi)

do podania: świeżo tarty parmezan


Brukselka pieczona z ziołami, podana z parmezanem - przygotowanie:
Brukselkę umyć, obrać z wierzchnich listków, przekroić na połówki. Włożyć do miski, wlać olej, wsypać przyprawy i dobrze wymieszać. Zostawić na godzinę w temperaturze pokojowej.
Brukselkę przełożyć na blaszkę albo do naczynia żaroodpornego posmarowanego masłem. Piekarnik nagrzać do 180 stopni (góra - dół) wstawić naczynie do gorącego piekarnika i piec około 25 - 30 minut do ładnego zrumienienia. Ja lubię mocno przypieczoną, więc na ostatnie 10 minut włączam termoobieg i podwyższam temperaturę do 200 stopni.
Upieczoną, gorącą brukselkę posypać świeżo tartym parmezanem – ilość wg uznania. 


wtorek, 30 stycznia 2018

Kurczak po indyjsku w sosie orzechowym

Kuchnia indyjska na dobre zawładnęła moimi kubkami smakowymi. Uwielbiam chyba wszystkie dania indyjskie (no może poza owocami morza) i chętnie eksperymentuję.
Tydzień temu byłam z koleżankami w restauracji indyjskiej, a w ostatnią niedzielę wykombinowałam w domowym zaciszu kurczaka w sosie orzechowym i podałam go z domowym chlebkiem naan. Było aromatycznie i pysznie.
Bazę przepisu zaczerpnęłam z mojej ulubionej książki „Kuchnia indyjska”, ale wprowadziłam kilka swoich zmian i podaję przepis w mojej wersji. Danie robi się naprawdę szybko, nie jest skomplikowane, a można je podać z ryżem albo chlebkami naan.

 

Składniki na 4 porcje obiadowe:

800 g kurczaka (filety albo udka bez skóry i kości)
2 duże cebule
2 – 3 obrane ząbki czosnku
½ świeżej papryczki chili
kawałek świeżego imbiru (około 1 cm)
1 łyżka soku z cytryny
50 g orzechów nerkowca
1 łyżeczka mieszanki garam masala
½ łyżeczki mielonego kminu rzymskiego (cuminu)
½ łyżeczki mielonej kurkumy
½ łyżeczki mielonego chili
1 łyżeczka soli
1 czubata łyżka jogurtu naturalnego (użyłam greckiego)
4 – 5 łyżek passaty (gęstego przeciery pomidorowego, nie koncentratu)
1 łyżka ghee (klarowanego masła)
300 ml wody

Do podania: świeża kolendra i uprażone orzechy nerkowca, jogurt naturalny. 


Kurczak po indyjsku w sosie orzechowym - przygotowanie: 

Kurczaka pokroić w kawałki (niezbyt duże – około 2x 2 cm). Orzechy nerkowca uprażyć na suchej patelni i ostudzić (uważać, żeby nie przypalić, bo sos będzie gorzki). 1 cebulę pokroić w kostkę, a drugą na kawałki. Do blendera wrzucić kawałki cebuli, ząbki czosnku, orzechy, papryczkę chili (pokrojoną na kawałki), wszystkie przyprawy. Dodać jogurt naturalny, passatę i całość dokładnie zmiksować na pastę.
W rondlu (albo w głębokiej patelni) rozgrzać masło klarowane i wrzucić cebulę pokrojoną w kostkę. Smażyć około 10 minut często mieszając. Cebula powinna zmięknąć i zeszklić się, ale nie powinna być brązowa. Do cebuli dodać pastę i całość smażyć około 3 minuty cały czas mieszając. Pasta zacznie ciemnieć i gdy już będzie gorąca włożyć do niej kawałki mięsa. Smażyć razem 5 – 6 minut, aż mięso się zetnie. Wlać wodę, wymieszać i gotować około 15 minut często mieszając. W tym czasie sos powinien dosyć mocno zgęstnieć. Przełożyć do naczynia, posypać posiekaną kolendrą i uprażonymi, posiekanymi orzechami nerkowca.
Podawać z ryżem albo chlebkiem naan i jogurtem naturalnym. 






niedziela, 28 stycznia 2018

Ciasto kokosowo – brzoskwiniowe

Witam Was po dłuższej przerwie. Trochę się za blogiem stęskniłam, a i Zielonooki marudził, że blog leży odłogiem. Złamana ręka trochę mnie rozleniwiła, ale już do Was wracam.
Dziś mam dla Was przepis na ciasto kokosowo – brzoskwiniowe. Jest lekkie, delikatne i bardzo smaczne. A jednocześnie na tyle ładne wizualnie, że z przyjemnością można podać je gościom.
Zamysł był trochę inny, pierwszy krem wyrzuciłam, bo zwyczajnie wymyśliłam coś, co się nie udało. Popracuję jednak nad tą recepturą, bo w smaku był naprawdę dobry.
Ale koniec końców powstało fajne ciasto i smakowało mojej rodzince. Robi się je bardzo prosto, nie wymaga wielkich umiejętności. I powinno się udać każdemu. Biszkopt wyszedł mi na tyle wysoki, ze podzieliłam na dwa krążki i drugi zostanie wykorzystany do czegoś innego. Można upiec biszkopt z 2 – 3 jajek, ale moim zdaniem upieczenie większego sprawi, że biszkopt będzie bardziej puszysty w środku. 


Składniki na tortownicę o średnicy 26 cm:

Biszkopt:
4 duże jajka (używam jajek o wadze około 75 g)
½ szklanki drobnego cukru do wypieków
½ szklanki mąki tortowej
½ szklanki mąki ziemniaczanej

Poncz:
½ szklanki ciepłej wody
1 łyżeczka cukru
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki nalewki brzoskwiniowo – morelowej (można pominąć jeśli nie macie albo nie chcecie dodawać alkoholu)

Beza:
2 białka z dużych jajek
1/3 szklanki cukru (około 70 g)
100 g wiórków kokosowych

Krem:
250 g serka mascarpone
250 ml śmietanki kremówki 30 - 42 %
2 łyżki cukru pudru
6 -7 połówek brzoskwiń z puszki

Polewa:
25 g czekolady mlecznej
25 g czekolady gorzkiej


Ciasto kokosowo – brzoskwiniowe – przygotowanie:

Biszkopt: Obie mąki przesiać przez sito. Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę, dodać cukier i ubijać, aż cukier się rozpuści. Dodać żółtka i jeszcze przez chwilę razem ubijać.
Do ubitej masy jajecznej wsypać mąkę i delikatnie połączyć (szpatułką, nie mikserem).
Gotową masę przełożyć do tortownicy (dno wyłożyć papierem do pieczenia, boków niczym nie smarować). Biszkopt wstawić do piekarnika nagrzanego wcześniej do 160 -170 stopni (góra - dół) i piec około 30 – 35 minut (do tak zwanego suchego patyczka). Biszkopt wyciągnąć z piekarnika, zostawić na chwilę, aby odparował, wyciągnąć z blaszki i obrócić do góry nogami, żeby ewentualna górka się wyrównała. Ja podzieliłam biszkopt na dwie części, bo wyszedł mi wyskoki (jedną część wykorzystałam, drugą odłożyłam).


Beza: Tę samą tortownicę, w której piekł się biszkopt wyłożyć papierem do pieczenia. Białka ubić na sztywną pianę, dodać cukier i ubijać tak długo, aż beza będzie lśniąca, a cukier całkiem się rozpuści. Do ubitej bezy dodać wiórki kokosowe i wymieszać wszystko szpatułką (nie mikserem).
Bezę przełożyć do tortownicy, w miarę równo rozsmarować i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (góra – dół) i piec około 25 – 30 minut do lekkiego zrumienienia.
Bezę wyciągnąć, zostawić do przestygnięcia i zdjąć papier (może się lekko kleić od spodu, ale tak ma być).

Poncz: wszystkie składniki wymieszać (oprócz alkoholu), ostudzić i dodać nalewkę.

Krem: Brzoskwinie pokroić w kostkę i dobrze odsączyć na sicie. Do miski włożyć serek mascarpone, wlać śmietankę kremówkę i razem ubić. Pod koniec ubijania dodać 2 łyżki cukru pudru i jeszcze chwilę ubijać – krem wychodzi gęsty i zwarty. Do kremu dodać pokrojone brzoskwinie i delikatnie całość wymieszać.

Na paterze ułożyć biszkopt, nasączyć go ponczem (ja nie zużyłam całego, bo biszkopt był świeżo upieczony), na biszkopt przełożyć krem, wyrównać (można założyć obręcz od tortownicy, będzie wygodniej całość złożyć). Na krem położyć bezę i lekko docisnąć. Wstawić do lodówki, aby ciasto się schłodziło.

Na koniec czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (miseczkę z czekoladą postawić na garnek z wodą) i lekko ciepłą czekoladą ozdobić ciasto (ja to zrobiłam zwykłą łyżeczką polewając ciasto stróżką czekolady). 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...