piątek, 22 czerwca 2018

Naleśniki ryżowe na mleku kokosowym z twarogiem, borówkami i porzeczkami

Naleśniki na redukcji? A dlaczego nie? Można jeść wszystko, byle w bilansie się zgadzało :-) Te naleśniki są wysokobiałkowe i błagam nie pytajcie czy można zmniejszyć ilość jajek, bo nie można. Takie mają być i już. A jeśli ktoś chce tańszą wersję naleśników, to znajdzie na blogu kilka propozycji z małą ilością jajek.
Naleśniki są sycące, pyszne, aromatyczne i naprawdę można się nimi najeść. Wszystko, co na talerzu to około 700 kcal, więc akurat na obiad dla mnie. Podaję składniki na jedną porcję obiadową albo dwie deserowe. Te naleśniki szybko się rumienią, bo zawierają odżywkę białkową waniliową, którą można w tym przepisie pominąć i dać np. łyżeczkę erytrolu albo miodu.

 
Składniki na 1 porcję:

2 duże jajka (każde po 75 g)
50 g mąki ryżowej (mniej więcej 2 pełne łyżki)
100 ml mleka kokosowego
1 miarka odżywki białkowej waniliowej (można pominąć albo dać łyżeczkę erytrolu)
5 g masła do posmarowania patelni

Dodatkowo:
150 g twarogu
1 łyżeczka erytrolu
opcjonalnie ½ łyżeczki pasty waniliowej
1 łyżka jogurtu naturalnego
borówki i porzeczki


Naleśniki ryżowe na mleku kokosowym z twarogiem, borówkami i porzeczkami - przygotowanie:
Jajka, mąkę, mleko, odżywkę włożyć do kubka blendera i zmiksować (można użyć zwykłego miksera albo zwykłej trzepaczki – byle całość była dobrze połączona).
Patelnię posmarować masłem i dobrze rozgrzać. Wlać porcję ciasta i smażyć do zrumienienia z obu stron. Naleśniki szybko łapią kolor, więc trzeba ich pilnować, żeby się nie przypaliły. Ja usmażyłam dwa grubsze naleśniki, ale równie dobrze można zrobić 3 – 4 cieńsze.

Twaróg wymieszać z erytrolem i pastą waniliową. Na usmażone naleśniki nałożyć twaróg i owoce, złożyć w trójkąty albo zwinąć wg uznania. 



poniedziałek, 18 czerwca 2018

Krem z pieczonych pomidorów z "makaronową" cukinią i prażonymi płatkami migdałów

Uwielbiam kremowe zupy, a ten krem jest banalnie prosty i wart przygotowania.
Tradycyjnie już ugotowałam spory garnek bulionu warzywnego, część zamroziłam, a niewielką ilość wykorzystałam do tego kremu. Tak naprawdę nie potrzebowałam go dużo, bo pomidory mają sporo soku. Razem z pomidorami upiekłam cebulę i czosnek, co nadało kremowi pysznego smaku. Krem podałam z „makaronową” cukinią i uprażonymi płatkami migdałów, ale równie dobrym dodatkiem będzie uprażony słonecznik, dynia czy sezam albo grzanki. 
 


Składniki na 4 porcje:

2 kg dojrzałych pomidorów malinowych
2 małe cebule
2 – 4 ząbki czosnku (u mnie 2 duże)
około 200 ml bulionu
2 marchewki z bulionu
kawałek selera z bulionu
olej (u mnie słonecznikowy tłoczony na zimno)
suszona albo świeża bazylia
sól, pieprz, mielone chili
erytrol albo cukier

Do podania: cukinia starta w paski, uprażone płatki migdałów



Krem z pieczonych pomidorów z "makaronową" cukinią i prażonymi płatkami migdałów - przygotowanie:
 
Pomidory przekroić na połówki, ułożyć w naczyniu żaroodpornym albo na blaszce. Cebulę i czosnek obrać, dołożyć do pomidorów. Całość skropić olejem, posypać solą, chili i bazylią (albo włożyć 2 – 3 gałązki świeżej). Piekarnik nagrzać do 180 -200 stopni i piec około 30 minut. Zostawić do przestygnięcia. Ściągnąć skórkę, resztę przełożyć do blendera, wlać bulion i całość zmiksować, a następnie przetrzeć przez sito. Przelać do garnka, podgrzać i doprawić do własnego smaku. Jeśli krem jest zbyt gęsty, można dolać jeszcze trochę bulionu.
Podawać z poszatkowaną w paseczki cukinią i uprażonymi płatkami migdałów. Oczywiście można zmienić dodatki wg własnego uznania. 

 

sobota, 2 czerwca 2018

Gołąbki z mięsem z indyka i kaszą bulgur w lekkim sosie kurkowym

Dziś kolejna propozycja dla osób, które chcą jeść lżej. Gołąbki, podczas redukowania wagi ciała, nie są zakazane, pod warunkiem, że zrobimy je sami i wiemy, co do nich zapakujemy.
W sezonie na młodą kapustę gołąbki robię często, bo bardzo lubimy, a i za jedną robotą są od razu na kilka obiadów. Do tego sos pomidorowy na domowej passacie albo jak dzisiaj sos kurkowy bez zagęszczania. Moje gołąbki są zawsze z podwójnym liściem, więc zużywam całą kapustę niczego nie marnując. 
 

Składniki na 10 – 12 sztuk:

Gołąbki:
1 średniej wielkości młoda kapusta
700 g mięsa z udźca indyka
100 g kaszy bulgur
2 duże cebula
1 łyżka klarowanego masła
1 czubata łyżeczka soli (można dać 2 płaskie łyżeczki – ja solę dosyć mało)
1 płaska łyżeczka mielonego pieprzu
¼ łyżeczka ostrej papryki
2 – 3 łyżki roztartego w dłoniach majeranku

Sos (mniej więcej na 4 porcje):
600 g kurek
1 duża cebula
¼ – ½ łyżeczki soli (własnego do smaku)
¼ łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
1 płaska łyżeczka erytrolu
4 pełne łyżki jogurtu naturalnego (nie greckiego)
natka pietruszki albo koperek



Gołąbki z mięsem z indyka i kaszą bulgur w lekkim sosie kurkowym – przygotowanie:

Mięso zmielić. Kaszę opłukać, wsypać do garnka, zalać 1 szklanką wody, od chwili wrzenia gotować 5 minut i wyłączyć, zostawić pod przykryciem (kasza wciągnie resztę wodę).
Cebulę obrać i pokroić w drobną kostkę, usmażyć na maśle. 1/3 usmażonej cebuli odłożyć, resztę dodać do zmielonego mięsa. Mięso, kaszę i cebulkę doprawić solą,pieprzem, ostrą papryką dodać 2 – 3 łyżki roztartego w dłoniach majeranku i całość wyrobić na jednolitą masę.
Kapustę obrać ze zwiędniętych liści, wykroić głąb. W dużym garnku (takim, żeby zmieściła się kapusta) zagotować wodę (powinno jej być tyle, aby kapusta była zanurzona do 2/3 wysokości). Włożyć kapustę: dziurą po głąbie do dołu i parzyć 3 - 4 minuty (przy starej kapuście ten czas się znacznie wydłuża). Obrócić na drugą stronę i parzyć jeszcze przez chwilę. To sprawi, że liście odejdą i nie będą porwane. Widelcem ściągać po kolei liście i odkładać do miski. Z każdego liścia skroić stwardniałą część od strony głąba.
Przygotować liście (mniejszy ułożyć na większym) i farsz podzielić na tyle części ile jest liści do wypełnienia. Liście napełnić farszem i zawinąć. Najpierw przykryć farsz brzegiem kapusty, następnie złożyć boki i zwinąć. Z tak zwiniętego gołąbka farsz nie ma prawa się wydostać.
I w taki sposób zwinąć wszystkie gołąbki.
Odłożoną cebulkę przełożyć do garnka, w którym będą gotowane gołąbki (dno garnka można wyłożyć niepotrzebnymi  liśćmi ściągniętymi z wierzchu, ułożyć ściśle jedną warstwę gołąbków, wlać tyle wody (ja zostawiam wodę od parzenia kapusty), aby ta warstwa była zanurzona do 2/3 i posolić każdego gołąbka.
Ułożyć kolejną warstwę i również posolić. Wrzucić do garnka liść laurowy, ziele i pieprz i gotować około 60 minut (w przypadku starej kapusty około 20 – 30 minut dłużej), aż gołąbki będę miękkie a mięso w środku ugotowane.

Sos: Cebulę obrać, pokroić w kostkę. Kurki oczyścić. Na patelnię albo do rondla włożyć klarowane masło, wsypać cebulę i delikatnie ją podsmażyć. Dodać kurki, wsypać ¼ łyżeczkę soli, dużą szczyptę pieprzu i smażyć razem aż cała wodą, którą puszczą kurki odparuje. Gdy woda odparuje smażyć jeszcze chwilę, żeby grzyby lekko się zrumieniły. Dodać 4 łyżki jogurtu naturalnego, 1 płaską łyżeczkę erytrolu i cały czas mieszać aż sos będzie gorący i zrobi się gęsty (jeśli nie będziemy mieszać, to jogurt może się łatwo zwarzyć). Doprawić do smaku jeśli trzeba (ja lubię wsypać odrobinę chili). Na końcu wsypać posiekaną natkę pietruszki albo koperek. 


 

czwartek, 31 maja 2018

Bezy z erytrolem (etytrytolem)

Bezy z erytrolem (erytrytolem) robiłam już dawno, ale przez zmiany w moim życiu zwyczajnie brakuje mi czasu na bloga, bo jeśli chodzi o gotowanie, to robię to niemalże codziennie.
Te bezy powstały w wyniku eksperymentu, bo chciałam znaleźć jakąś mniej kaloryczną alternatywę dla jednych z niewielu słodkości, które naprawdę lubię. No i tym sposobem mam bezy z nikłą ilością kalorii, a w połączeniu z jogurtem i owocami są super lekkim deserem dla osoby na diecie redukcyjnej. Bo jak człowiek się odchudza rok czy dwa, to trudno rezygnować ze wszystkiego co się lubi. Ale jak się chce, to zawsze znajdzie sposób na swoje ulubione dania i przerobi je tak, aby można je było zjeść.
Erytrol jest słodzikiem, który nie ma kalorii, a jednocześnie nie ma działania przeczyszczającego jak np. ksylitol. Uznawany jest za jeden z najbezpieczniejszych zamienników cukru (głowy za to nie dam, ale go używam, bo mi bardzo odpowiada).
Bezy z erytrolem niestety nigdy nie wyjdą białe, bowiem pod wpływem temperatury erytrol zmienia kolor. Ale w sumie dla smaku nie ma to wielkiego znaczenia.
Erytrol jest mniej słodki od białego cukru (mniej więcej 1 szklanka cukru to 1,5 szklanki erytrolu) i daje lekki efekt chłodzenia, co w przypadku tych małych słodkości sprawdza się doskonale.
Gdy chcemy przygotować bezy, to erytrol warto zmielić, bowiem rozpuszcza się dużo trudniej niż cukier.
Bezy przygotowane z białek dwóch dużych jajek mają tylko około 40 – 50 kcal (zależy od wagi białek), więc bez wyrzutów sumienia można przygotować z ich dodatkiem pyszny owocowo – jogurtowy deser. 


Składniki:

2 białka z dużych jajek(ja używam schłodzonych białek)
120 g zmielonego erytrolu

Białka ubić na sztywną pianę, dodawać po łyżce zmielonego erytrolu cały czas ubijając (kilka minut). Gdy masa będzie jednolita i lśniąca przełożyć do rękawa cukierniczego albo szprycy.
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Wyciskać małe bezy zachowując niewielkie odstępy.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 90 stopni (u mnie z termoobiegiem), suszyć około 70 – 80 minut. Po tym czasie spróbować. Jeśli kruchość nam odpowiada, to zostawić do wystygnięcia. Jeśli są jeszcze wilgotne, to można przedłużyć czas suszenia o około 20 minut.
Bezy z erytrolem szybciej robią się suche, niż te przygotowane z cukrem.
Jeśli to możliwe, to bezy dobrze jest suszyć w lekko uchylonym piekarniku. U mnie to niestety niemożliwe, bo po uchyleniu drzwiczek piekarnik się wyłącza.



sobota, 24 marca 2018

Kurczak po marokańsku

Zastanawiacie się czasem co zrobić na obiad? Ja dosyć często. Za mną chodziła już zupa ogórkowa, do której chętnie zjadłabym placki ziemniaczane z piekarnika, ale Zielonooki jest zdecydowanie mięsożerny, więc gdy jest w domu, to obiady gotuję raczej pod niego (zupa poczeka).
Oczywiście na pytanie „co zrobić na obiad?” odpowiedzieć jest tylko jedna: „Wszystko jedno, zjem co ugotujesz”. Dzień wcześniej przeglądałam czasopismo Today i wpadł mi w oko kurczak po marokańsku, a Zielonooki pomysł podchwycił, więc zrobiliśmy zakupy i na stole wylądował on: kurczak po marokańsku. I muszę przyznać, że bardzo nam smakował. Co prawda kurczak w tym daniu okazał się zupełnie zbędny (dla mnie oczywiście), bo same warzywa w sosie były obłędnie smaczne. Jednak przyprawy orientalne to magia… magia w kuchni i magia na podniebieniu. 
Kurczaka warto zamarynować wcześniej, żeby dobrze przeszedł przyprawami. Ja nieznacznie przepis zmieniłam, ale naprawdę nieznacznie i wg mnie wyszło mu to na dobre. Więc zapraszam do spróbowania tego wyśmienitego dania.
A ja następnym razem zrobię to samo w wersji wege – dam więcej warzyw i tą cudowną marynatę. Już sobie wyobrażam jakie to będzie pyszne. 

 

Składniki na 4 porcje:

1 kg kurczaka (filety z piersi, podudzia pozbawione skóry albo wytrybowane udka bez skóry)
1 duża czerwona cebula
1 łyżka oleju (w przepisie było kokosowy, ale ja użyłam sezamowego)
2 ząbki czosnku
2,5 cm świeżego imbiru pokrojonego w plasterki
1 mała papryczka chili (użyłam suszonej czuszki) – można oczyścić z pestek, jeśli danie ma być łagodniejsze
2 łyżeczki słodkiej czerwonej papryki
1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego (nie kminku)
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka kurkumy
½ łyżeczki mielonego imbiru
½ łyżeczki soli
¼ łyżeczki mielonego chili
2 łyżki posiekanej mięty (dałam ususzone listki)
1 zielona papryka
1 batat (słodki ziemniak)
1 marchewka
1 puszka zielonej fasolki (w okresie letnim lepsza będzie świeża)
1 puszka ciecierzycy
1 puszka pomidorów
300 ml bulionu warzywnego albo mięsnego
2 łyżki posiekanej świeżej kolendry do posypania dania


Kurczak po marokańsku - przygotowanie:
 
Mięso z kurczaka oczyścić i włożyć do miski. Pomidory przełożyć do blendera, dodać czosnek, papryczkę chili, pokrojony imbir, miętę, wszystkie sypkie przyprawy i zmiksować na gładką pastę. Pastę wlać do oczyszczonego kurczaka, dokładnie wymieszać, aby mięso było pokryte marynatą. Przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na całą noc (jak się spieszymy, to i 2 – 3 godziny wystarczą).
Paprykę, batata, marchewkę obrać, pokroić w średniej wielkości kostkę.
W dużym garnku rozgrzać 1 łyżkę oleju, wrzucić pokrojoną cebulę i podsmażyć do lekkiego zrumienienia. Przełożyć łyżką cedzakową na talerzyk. Kurczaka wyciągnąć z marynaty (dobrze, aby było jej na mięsie jak najmniej), włożyć do garnka i obsmażyć ma mocnym ogniu. Gdy kurczak będzie podsmażony wrzucić do garnka bataty, marchewkę i paprykę (jeśli używamy świeżej fasolki, to również dodać ją w tym momencie). Całość krótko podsmażyć, uważając aby nie poszarpać mięsa podczas mieszania (szczególnie jeśli mamy pałki). Wlać bulion i dusić około 25 minut pod przykryciem. Dodać resztę marynaty, w której leżakował kurczak, wsypać cieciorkę, fasolę (jeśli używamy tej z puszki) i całość gotować jeszcze około 10 minut. Jeśli danie jest rzadkie to na ostatnie 10 minut nie przykrywać garnka, aby nadmiar płynu odparował, a potrawa była dosyć gęsta. I gotowe.
Podawać z kaszą kuskus, z ryżem, z pieczywem albo z warzywami. U nas był ryż i surówka z rzodkwi z rodzynkami. 





wtorek, 27 lutego 2018

Szynka długo pieczona w sosie winno cebulowym

Pieczone mięso to zawsze dobry pomysł na obiad, bo od razu można przygotować większą ilość i wykorzystać np. do kanapek czy do tortilli. Tym razem upiekłam szynkę z rozmarynem i cebulą, podlewając ją czerwonym półwytrawnym winem. Wyszła pyszna, soczysta i tak krucha, że rozpadała się pod widelcem niczym pulled pork. Część zjedliśmy na obiad, a część pokroiłam, włożyłam do woreczków i zamroziłam z przeznaczeniem na wypełnienie kilku poniedziałkowych tortilli dla Zielonookiego (nie lubi zwykłych kanapek, a tortillę z warzywami i mięsem zawsze chętnie w podróży zje).
Początkowo miałam zrobić mięso w wolnowarze, ale miałam w sobotni wieczór lenia i dopiero w niedzielny poranek się za nie zabrałam, więc wykorzystałam piekarnik i cztery godziny, które miałam do obiadu. I w sumie wyszło naprawdę smacznie.
Jeśli potrzebujecie więcej sosu, to wystarczy dodać nie 2, a np. 5 cebul i wtedy nie potrzeba już niczego do zagęszczania, bo cebula zrobi swoją robotę. 



Składniki:

1,2 kg szynki (miałam tzw. „kulkę”)
2 płaskie łyżeczki soli (można dać więcej, ale wg mnie wystarczy)
1 łyżeczka pieprzu
2 łyżeczki słodkiej czerwonej papryki
½ łyżeczki ostrej papryki
2 łyżki syropu klonowego albo płynnego miodu
2 łyżki wody
2 gałązki świeżego rozmarynu
2 duże cebule (można dać 4 – 5 jeśli ma być więcej sosu)
1 łyżka smalcu albo innego tłuszczu do obsmażenia mięsa
250 ml czerwonego wina (wytrawne albo półwytrawne)
250 ml bulionu (warzywnego, drobiowego, wołowego – do wyboru) albo wody
2 liście laurowe
sól, pieprz, chili (do doprawienia sosu)
½ łyżeczki cukru



Szynka długo pieczona w sosie winno cebulowym – przygotowanie:
Szynkę opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem. Syrop klonowy (miód), wodę, sól, pieprz, obie papryki wymieszać i tą mieszanką natrzeć dokładnie szynkę z obu stron. Przykryć folią i wstawić do lodówki na mniej więcej 24 godziny. Mięso wyciągnąć z lodówki mniej więcej godzinę przed obróbką. Piekarnik nagrzać do 140 stopni.
W garnku, który można wstawić do piekarnika rozgrzać łyżkę smalcu, włożyć mięso i obsmażyć na rumiano z obu stron. Cebulę pokroić w ćwierć talarki, wrzucić do garnka razem z liśćmi laurowymi (obsmażone mięso wyciągnąć na talerz) i podsmażyć na złoto. Wlać wino i doprowadzić do wrzenia. Gotować 2 – 3 minuty, wlać bulion i ponownie doprowadzić do wrzenia. Włożyć mięso, na górę położyć dwie gałązki świeżego rozmarynu, przykryć pokrywką i wstawić do nagrzanego do 140 stopni piekarnika. Piec 4 godziny. Gdy mięso będzie upieczone przełożyć je na talerz, przykryć folią aluminiową, aby odpoczęło. Z sosu wyciągnąć liście laurowe, a sos zmiksować na gładko. Postawić na ogień, spróbować i doprawić do smaku solą, pieprzem, chili i odrobiną cukru. Jeśli sos jest zbyt rzadki, to chwilę pogotować bez przykrycia, aby go zredukować. Można też zaciągnąć go niewielką ilością mąki roztrzepanej z zimną wodą, choć moim zdaniem cebula doskonale zagęszcza.
Mięso pokroić w plastry, podawać z sosem i ulubionymi dodatkami. U nas był to pęczak z vermicelli i zielonym groszkiem oraz buraczki zasmażane. 




sobota, 24 lutego 2018

Kocmołuch, czyli ciasto mocno czekoladowe z jagodami i płatkami migdałowymi


To ciasto powstało wskutek eksperymentu. Mam babciny przepis na ciasto czekoladowe, ale miałam ochotę pokombinować. Kiedyś podczas szkolenia, oprócz obiadu, firma cateringowa zaserwowała nam ciasto - ciasto mocno czekoladowe z czarnymi porzeczkami i płatkami migdałowymi. I choć nie lubię czekoladowych wypieków, to kawałek uszczknęłam i pomyślałam, że smakowałoby mojemu mężowi, który lubi wszystko, co czekoladowe.
Ostatnio mało piekę, ale dzisiaj postanowiłam zrobić mu przyjemność i zrobić jakieś ciacho. Do głowy przyszło mi właśnie to, które było na szkoleniu. Z braku czarnych porzeczek wykorzystałam mrożone jagody, które zamroziłam latem i zdecydowanie już czas, aby je do końca wykorzystać.
Kiedyś piekłam już podobne ciasto, choć pewne rzeczy pozmieniałam i ze starego przepisu wiele nie zostało. W zasadzie chciałam, aby było nieco niższe, ale wyrosło jak szalone i takie jest. Część jagód zapadła się w ciasto i wyszło naprawdę fajnie.
Ciasto jest bardzo mocno czekoladowe, niezbyt słodkie, dosyć ciężkie – zdecydowanie dla fanów gorzkiej czekolady. Wymyśliłam sobie dla niego nazwę kocmołuch, bo wyszło takie mocno czarne.
Ciasto robi się bardzo szybko, nie wymaga użycia miksera, zwykła trzepaczka (rózga) wystarczy. 



Składniki na blaszkę 24 cm 28 cm (albo 20 cm x 30 cm):

250 g (1 i 2/3 szklanki) mąki pszennej tortowej (użyłam tortowej orkiszowej)
100 g (1 szklanka) dobrego, ciemnego gorzkiego kakao
125 g cukru białego
125 g cukru trzcinowego
50 g dobrej gorzkiej czekolady
2 duże jajka
½ szklanki kefiru albo rzadkiego jogurtu pitnego
1 łyżeczka pasty waniliowej (można użyć olejku, ale ja osobiście nie lubię)
125 g masła
250 ml wody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
3 łyżki koniaku / brandy/ likieru (ja użyłam mioduli)
¼ łyżeczki soli

Dodatkowo
1,5 szklanki jagód/ czarnych porzeczek (mogą być mrożone)
3 łyżki płatków migdałowych
1 łyżka cukru trzcinowego



Kocmołuch, czyli ciasto mocno czekoladowe z jagodami i płatkami migdałowymi – przygotowanie:
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia albo posmarować masłem i posypać mąką. Piekarnik nagrzać do 180 stopni (góra – dół).
Wodę, masło i sól włożyć do rondelka i podgrzać (całość powinna być gorąca). Czekoladę posiekać. Mąkę, kakao, sodę, proszek do pieczenia przesiać do miski, dodać oba rodzaje cukru, posiekaną czekoladę i wymieszać. W drugiej misce roztrzepać jajka z kefirem, alkoholem i pastą waniliową,
Do mąki wymieszanej z cukrem wlać powoli gorącą wodę z masłem i wymieszać łyżką. Dodać roztrzepane jajka z kefirem i połączyć do uzyskania jednolitej konsystencji. Całość przelać do formy, posypać jagodami, cukrem trzcinowym i płatkami migdałowymi.
Wstawić do gorącego piekarnika i piec około 45 minut do tak zwanego suchego patyczka. Po upieczeniu wyciągnąć z piekarnika i zostawić do wystygnięcia. 




wtorek, 20 lutego 2018

Kasza bulgur z brukselką i cieciorką, podana z sadzony jajkiem

Sezon na brukselkę trwa, więc się nią zajadam, bowiem uwielbiam to warzywo od dziecka. Była obecna u nas w domu odkąd pamiętam. Gościła w zupach jarzynowych, a jako dodatek do drugiego dania była podawana z bułką tartą. Ja dla tych malutkich kapuścianych główek znalazłam kilka innych zastosowań i takiej z bułką tartą już bardzo dawno nie jadłam.
Brukselka pasuje do wielu dań i warto po nią sięgać, bo jest bogactwem witamin i antyoksydantów.
Tym razem połączyłam ją z kaszą bulgur, szalotką, chili i podałam z sadzonym jajkiem i surówką z marchewki, jabłka i selera. To taki obiad na szybko, do zrobienia w pół godziny. Nie zawsze na obiad musi być mięso, a taki obiad to bogactwo dobrych węglowodanów i białka.
Ta kasza doskonale smakuje na ciepło z dodatkiem sadzonego jajka, bo żółtko rozpływające się po kaszy daje super smak. Jednak równie dobrze można zabrać ze sobą do pracy i zjeść na zimno (bez jajka).
200 g kaszy na 4 porcje, to dla niektórych osób może być mało. Wiem, że są osoby, które zjedzą 100 g, więc wtedy ilość kaszy należy zwiększyć do 300 – 350 g. My zjadamy po około 50 g kaszy, ale do tego dużą porcję surówki, więc takie proporcje podaję. 



Składniki na 4 porcje:

200 g (1 szklanka) kaszy bulgur (ja miałam średniej grubości)
4 szalotki albo jedna duża cebula
1 mały strąk chili
około 40 niedużych brukselek
1 puszka cieciorki (użyłam takiej gotowanej na parze)
4 – 8 jajek (w zależności od apetytów)
1 czubata łyżka masła klarowanego albo 2 – 3 łyżki oleju dobrej jakości (wolę masło, bo daje kaszy fajny smak)
sól, pieprz,
szczypta chili
szczypta gałki muszkatołowej
posiekany szczypiorek



Kasza bulgur z brukselką i cieciorką - przygotowanie:

Kaszę opłukać. W garnku zagotować 2 szklanki wody z 1 łyżeczką świeżego masła i ½ łyżeczki soli. Do wrzącej wody wsypać odcedzoną, dobrze wypłukaną kaszę i gotować około 5 minut. Wyłączyć, przykryć i zostawić, żeby kasza „doszła”.
Brukselkę oczyścić z wierzchnich listków i przekroić na połówki. W dużym garnku zagotować wodę z 1 łyżeczką soli i 1 łyżeczką cukru. Wrzucić brukselkę, gotować około 5 minut bez przykrycia. Przygotować sobie dużą miskę z bardzo zimną wodą, brukselkę odcedzić i od razu wrzucić do tej zimnej wody (nie straci wtedy swojego aromatu i chrupkości). Po kilku minutach odcedzić na durszlaku.
Szalotki albo cebulę pokroić w drobną kostkę. Chili bardzo drobno posiekać. Na dużej patelni albo w rondlu rozgrzać masło albo olej, wrzucić cebulę i delikatnie ją zeszklić, dorzucić posiekane chili, odcedzoną brukselkę i na dosyć mocnym ogniu ją podsmażyć, aż cebula i brukselka się zrumienią. Dodać cieciorkę i jeszcze chwilę smażyć. Doprawić solą, pieprzem, mielonym chili, odrobiną gałki muszkatołowej.  Dołożyć gorącą kaszę, całość wymieszać i jeszcze chwilę podgrzewać. Wyłączyć gaz, patelnię albo rondel przykryć pokrywką i usmażyć jajka.
Kaszę z warzywami przełożyć na talerze albo do miseczek, posypać posiekanym szczypiorkiem, na to wyłożyć sadzone jajka i podawać z ulubioną surówką ze świeżych warzyw.


niedziela, 18 lutego 2018

Gołąbki wegetariańskie z czerwoną soczewicą, kaszą bulgur i warzywami

Gołąbki to dosyć pracochłonne danie, ale za to mamy obiad od razu na 2 – 3 dni. Lubię je chyba w każdej wersji: z mięsem, z rybą, z warzywami, z grzybami, z ziemniakami. Jakie by nie były, to ja nie pogardzę.
Dziś proponuję gołąbki w wersji bezmięsnej, ale za to pysznej. Oczywiście jeśli ktoś będzie szukał w nich mięsnego smaku (jak w klasycznych gołąbkach), to go nie znajdzie, bo smak jest inny. Gołąbki przygotowałam z sosem pomidorowym, bo jest najlżejszy i najmniej kaloryczny, ale jeśli ktoś ma ochotę to może je zrobić z sosem grzybowym, pieczarkowym czy śmietanowym – w każdej wersji będą smaczne.
Do przygotowania tych gołąbków można użyć dowolnej kapusty. Ja osobiście najbardziej lubię zwykłą, białą - najlepiej młodą, ale zimą o nią ciężko. Można użyć włoskiej czy pekińskiej i będzie dobrze.
Doprawienie też jest kwestią indywidualnych upodobań – u mnie farsz jest dosyć pikantny, bo tak lubię. Można dodać inne zioła – ja osobiście jestem fanką majeranku i kminu rzymskiego.
Ilość wody do gotowania soczewicy i kaszy jest zmniejszona, bowiem one jeszcze w trakcie duszenia gołąbków „naciągną”.
Ja sobie robienie gołąbków zawsze rozkładam na dwa dni, bo wtedy mam wrażenie, że się nie narobię – niby czasu tyle samo, ale praca rozłożona w czasie jakoś lepiej się u mnie sprawdza. Jednego dnia wieczorem robię farsz, a drugiego parzę kapustę, zwijam gołąbki, obsmażam i je gotuję (albo piekę). 



Składniki na 14 – 15 sztuk:

1 główka kapusty (rodzaj wg upodobań) – potrzebujemy 14 -15 dużych liści (można zrobić gołąbki z podwójnym liściem – w duży liść włożyć mały)
200 g (1 szklanka) czerwonej soczewicy + 1 szklanka wody
150 g (2/3 szklanki) kaszy bulgur +1 szklanka wody
4 średniej wielkości marchewki
4 duże cebule
1 duży por (biała i jasnozielona część)
2 czubate łyżki klarowanego masła
sól, pieprz, chili,
cumin (kmin rzymski)
4 łyżki majeranku
2 - 3 duże liście laurowe
5 ziaren ziela angielskiego
10 -12 ziaren czarnego pieprzu

Sos:
500 ml passaty
ulubione przyprawy: u mnie oregano, sól, pieprz, chili, erytrol
opcjonalnie 100 ml śmietanki do sosów – ja nie dodaję



Gołąbki wegetariańskie z czerwoną soczewicą, kaszą bulgur i warzywami. - przygotowanie:

Najlepiej zacząć przygotowania od zrobienia farszu.
Kaszę opłukać, wsypać do garnka, dodać ½ łyżeczki soli, zalać szklanką wrzątku i zagotować. Od chwili wrzenia gotować 5 minut, wyłączyć gaz i pozwolić kaszy naciągnąć (pod przykryciem). Soczewicę opłukać, wsypać do garnka i podobnie jak w przypadku kaszy od chwili wrzenia gotować 5 minut, wyłączyć gaz, dodać ½ łyżeczki soli, zamieszać i zostawić pod przykryciem do napęcznienia.
Cebulę obrać, pokroić w kostkę. Por oczyścić, pokroić drobno (przekroiłam na 4 części i posiekałam), marchewkę obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
1 czubatą łyżkę klarowanego masła rozgrzać na dużej, głębokiej patelni albo w rondlu. Wrzucić cebulę i smażyć aż się zeszkli i zmięknie (może się lekko zrumienić). 2 łyżki cebuli odłożyć do miseczki, a do reszty dodać pokrojony por i smażyć razem 2 – 3 minuty, aż por lekko zmięknie. Dodać marchewkę, podsmażyć razem przez kolejne 2 – 3 minuty, dodać 1/2 łyżeczki soli i 1/2 łyżeczki pieprzu,  podlać niewielką ilością wody (mniej więcej ½ szklanki) i dusić około 5 minut.
Kaszę, soczewicę i duszone warzywa przełożyć do miski, dodać majeranek,  ewentualnie odrobnię soli (farsz, kasza i soczewica już były posolone), 1 płaską łyżeczkę mielonego czarnego pieprzu, ½ łyżeczki kminu rzymskiego, ½ łyżeczki mielonego chili (można dać mniej lub więcej – wg upodobań).
Farsz dobrze wyrobić, najlepiej ręką. Spróbować i ewentualnie doprawić do własnego smaku. Jak wspomniałam we wstępie, można dodać swoje ulubione przyprawy, niekoniecznie te same, co ja.

Kapustę obrać ze zwiędniętych liści, wykroić głąb. W dużym garnku (takim, żeby zmieściła się kapusta) zagotować wodę (można wsypać odrobinę soli, ale nie jest to konieczne). Włożyć kapustę: dziurą po głąbie do dołu i parzyć około 10 minut (przy młodej albo włoskiej kapuście wystarczą 3 - 4 minuty). Obrócić na drugą stronę i parzyć jeszcze przez chwilę. To sprawi, że liście odejdą i nie będą porwane. Widelcem ściągać po kolei liście i odkładać do miski. Z każdego liścia skroić stwardniałą część od strony głąba.
Przygotować 14 – 15 liści i farsz podzielić na tyle części ile jest liści do wypełnienia (część gołąbków robię z podwójnym liściem, wykorzystując te małe ze środka).
Liście napełnić farszem i zawinąć. Najpierw przykryć farsz brzegiem kapusty, następnie złożyć boki i zwinąć. Z tak zwiniętego gołąbka farsz nie ma prawa się wydostać. I w taki sposób zwinąć wszystkie gołąbki.
Drugą łyżkę klarowanego masła rozgrzać na dużej patelni, włożyć gołąbki i delikatnie je obsmażyć z obu stron – szybko łapią kolor i trzeba pilnować, aby nie przypalić.
Odłożoną wcześniej cebulkę przełożyć do garnka, w którym będą gotowane gołąbki (dno garnka można wyłożyć niepotrzebnymi liśćmi, ale ja tego nie robię), ułożyć ściśle jedną warstwę obsmażonych gołąbków, wlać tyle wody (ja zostawiam wodę od parzenia kapusty), aby ta warstwa była zanurzona do 2/3 i posolić każdego gołąbka.
Ułożyć kolejną warstwę i również posolić. Wrzucić do garnka liść laurowy, ziele i pieprz i gotować około 60 -70 minut, aż gołąbki będę miękkie. Jeśli użyjemy innej kapusty niż twarda biała, to w przypadku tych gołąbków czas gotowania można skrócić do 40 minut (kapusta włoska, młoda, pekińska gotują się bardzo szybko, a farsz mamy wcześniej ugotowany). Gołąbki można też upiec w piekarniku (60 minut na 180 stopni).
Ugotowane gołąbki przełożyć do dużej miski, a do garnka (do wody, która została - jeśli jest jej za dużo, to część odlać) wlać tomaterę (sok pomidorowy), dodać chili, pieprz, oregano, cukier albo erytrol i sól (jeśli trzeba – ja przeważnie nie dodaję, bo sos jest dosyć słony), a na końcu suszone zioła. Jeśli sos ma być bardzo gęsty, to można rozrobić w niewielkiej ilości zimnej wody łyżkę mąki albo mazeiny, wlać do sosu, zagotować. Spróbować i ewentualnie jeszcze dodać soli, cukru albo pieprzu.


sobota, 17 lutego 2018

Surówka z marchewki, selera i jabłka z chrzanem i jogurtem naturalnym

Prosta i szybka surówka do obiadu. W zasadzie nie miałam w planach publikowania przepisu na ten obiadowy dodatek, ale po prośbach na FB o przepis na tę surówkę zmieniłam zdanie. Widocznie jest zapotrzebowanie również na tak proste i banalne receptury.
Gdy nie mam czasu na nic bardziej pracochłonnego, to marchewkę, seler i jabłko zawsze znajdę w domu. Kilka chwil i surówka gotowa. A przy okazji to zawsze urozmaicenie codziennego menu. Staram się, aby codziennie były na talerzu inne warzywa i chyba mi się to udaje. Przynajmniej nudą nie wieje :-)


Składniki na 4 porcje:

4 duże marchewki
½ średniego selera
1 duże jabłko
1 łyżeczka cukru (ja dałam dwie małe łyżeczki erytrolu)
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka chrzanu (można pominąć, jeśli ktoś nie lubi)
2 czubate łyżki gęstego jogurtu naturalnego

Surówka z marchewki, selera i jabłka z chrzanem i jogurtem naturalnym – przygotowanie:

Jogurt wymieszać z chrzanem, sokiem z cytryny, cukrem (albo innym dowolnym słodzikiem – u mnie erytrol). Marchewkę, jabłko, seler obrać i wszystko zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
Wymieszać z jogurtem z przyprawami i zostawić na 10 – 20 minut, aby smaki się połączyły. Przed podaniem jeszcze raz wymieszać.
Chrzan można w surówce pominąć, a cukier dodać zgodnie z własnym smakiem - jedni lubią słodsze wersje, drudzy mniej słodkie - trzeba to dopasować do swoich smaków.


niedziela, 11 lutego 2018

Placuszki białkowe z twarogiem

Redukowanie wagi rządzi się swoimi prawami, więc w moim menu jest sporo białka. Nie zawsze uda mi się je „wyciągnąć” z jedzenia talerzowego, więc uzupełniam odżywką.
Te placuszki mają dużo białka, co sprawia, że są bardzo sycące.
Rzadko jadam słodkie obiady, takie potrawy pojawiają się głównie na przekąski (wtedy połowa porcji), ale od czasu do czasu mam ochotę na takie szaleństwo. Nawet Zielonooki na II śniadanie chętnie takie placuszki zjada. Oczywiście można je przygotować sobie na śniadanie czy kolację, wybór należy do Was. Ale jedno wiem, przygotować je warto, bo są bardzo smaczne i proste do przygotowania.
Przyda się do nich mała patelnia, ja kupiłam sobie taką o średnicy 12 cm, świetnie się sprawdza.
Ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić małe placuszki na zwykłej patelni. Masa jest dosyć gęsta, więc placki bez problemu się usmażą.



Składniki ja jedną porcję: 

2 duże jajka
100 g twarogu (ja daję „domowy” z Piątnicy, bo ma fajną konsystencję)
30 g słodkiej odżywki białkowej (2 miarki) – ja użyłam waniliowej, ale każdy smak będzie dobry
1 czubata łyżka mąki orkiszowej jasnej (użyłam tortowej orkiszowej)
szczypta proszku do pieczenia
szczypta soli

Dodatkowo:
klarowane masło albo olej
ulubione dodatki: owoce, jogurt, konfitura, orzechy - u mnie jogurt i galaretka jeżynowa, kiwi, śliwka i płatki migdałowe

Placuszki białkowe z twarogiem - przygotowanie: 

Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli. Dodać żółtka, odżywkę, twaróg, mąkę, proszek do pieczenia. I razem wszystko krótko zmiksować.
Patelnię posmarować tłuszczem i smażyć placki. Mnie wyszło 5 sztuk – ale wszystko zależy od wielkości.
Podawać z ulubionymi dodatkami.


sobota, 3 lutego 2018

Brukselka pieczona z ziołami, podana z parmezanem

Brukselka to jedno z moich ulubionych zimowych warzyw. Chętnie po nią sięgam i dosyć często pojawia się na moim talerzu. Lubię ją chyba w każdym wydaniu, ale ta dzisiejsza pieczona, to zdecydowanie mój faworyt. Jest po prostu pyszna.
Brukselka jest niestety niedoceniana, a przez wiele osób również nielubiana. Zupełnie nie wiem dlaczego, wszak dobrze przyrządzona jest pyszna. A poza tym brukselka jest fantastycznym antyoksydantem i ma działanie antynowotworowe, bowiem podobnie jak brokuły czy kalafior zawiera sulforafan (silny przeciwutleniacz), który może nas uchronić przed rakiem piersi, płuc, jelita grubego i prostaty. Trzeba jednak pamiętać, że najwięcej wartości brukselka ma po krótkiej obróbce cieplnej albo w postaci surowej (surówka z brukselki jest przepyszna). Znalazłam bardzo fajny artykuł na temat tego, co zrobić, aby sulforafany zawarte w warzywach nie straciły swojej mocy podczas obróbki cieplnej. Warto przeczytać.
Brukselka jest też źródłem witamin takich jak witamina C, A, E, K, B6, zawiera też kwas foliowy i jest bogata w minerały regulujące pracę serca: fosfor, wapń, żelazo, magnez, potas, sód i cynk.
Na brukselkę powinny uważać osoby chorujące na niedoczynność tarczycy, bowiem zawiera siarkocyjaniny, które utrudniają wykorzystanie jodu z pożywienia. Wszyscy inni powinni po nią sięgać i wprowadzać do swojego menu.
No to tyle o samej brukselce, czas na przepis. 



Składniki na 4 – 5 porcji:

1 kg świeżej brukselki
2 łyżki dobrej jakości oleju (ja użyłam rzepakowego tłoczonego na zimno)
½ łyżeczki soli
duża szczypta chili
ulubione zioła (ja dałam przyprawę do ziemniaków z płatkami kwiatów od Kotanyi)

do podania: świeżo tarty parmezan


Brukselka pieczona z ziołami, podana z parmezanem - przygotowanie:
Brukselkę umyć, obrać z wierzchnich listków, przekroić na połówki. Włożyć do miski, wlać olej, wsypać przyprawy i dobrze wymieszać. Zostawić na godzinę w temperaturze pokojowej.
Brukselkę przełożyć na blaszkę albo do naczynia żaroodpornego posmarowanego masłem. Piekarnik nagrzać do 180 stopni (góra - dół) wstawić naczynie do gorącego piekarnika i piec około 25 - 30 minut do ładnego zrumienienia. Ja lubię mocno przypieczoną, więc na ostatnie 10 minut włączam termoobieg i podwyższam temperaturę do 200 stopni.
Upieczoną, gorącą brukselkę posypać świeżo tartym parmezanem – ilość wg uznania. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...