piątek, 30 kwietnia 2021

Surówka wiosenna z młodej kapusty

 Wiosna i lato to zdecydowanie mój ulubiony czas, bo pojawiają się świeże warzywa, które uwielbiam. Warzyw jemy dużo, w zasadzie pojawiają się w każdym posiłku i stanowią jego sporą część. Lubię szczególnie surowe warzywa w postaci surówek. Dzisiaj zapraszam na surówkę bardzo wiosenną, bowiem jest na bazie młodej kapusty z nowalijkami pojawiającymi się w tym czasie. 



Składniki na 4 spore porcje:

1 mała główka młodej kapusty

1 marchewka

1 małe jabłko

2 ogórki gruntowe

8 -10 rzodkiewek

pół pęczka szczypiorku

mała czerwona cebula

sól, pieprz

sok z cytryny

cukier albo inne słodzidło – u mnie erytrol

olej (u mnie olej z wiesiołka, ale może być dowolny, wg uznania)

 

 

Surówka wiosenna z młodej kapusty - przygotowanie:

Warzywa dobrze umyć, marchewkę i jabłko można obrać, ale nie trzeba. Kapustę poszatkować – można to zrobić w dowolny sposób (ja użyłam noża Fiskars), marchewkę i jabłko zetrzeć na tarce o grubych oczkach, ogórki i rzodkiewki pokroić w bardzo cienkie plasterki, cebulę i szczypiorek drobno posiekać. Wszystkie warzywa przełożyć do miski. Dodać ¼ łyżeczki soli (należy pamiętać, że młoda kapusta nie potrzebuje wiele soli), dużą szczyptę pieprzu, łyżeczkę soku z cytryny i łyżeczkę cukru albo erytrolu. Dokładnie wymieszać, a najlepiej ugnieść czystą dłonią. Na końcu wlać łyżkę albo dwie oleju i całość wymieszać. Ja surówkę przygotowuję krótko przed podaniem, bo lubię, gdy kapusta jest jeszcze chrupiąca.



 

Do przygotowania surówki użyłam noża Fiskars, który można kupić w sklepie garneczki.pl
To nie pierwsze moje spotkanie z nożami tej firmy i uśmiechałam się, gdy na FB ostrzegano mnie, zresztą całkiem słusznie, przed ich ostrością. Od dawna używam noża do wędlin Fiskars i tak zwanego pikutka, czyli nożna z ząbkami, idealnego do krojenia warzyw. Więc tym chętniej przetestowałam nóż szefa i nóż do warzyw Fiskars. Oba noże okazały się bardzo wygodne w użytkowaniu, nie są zbyt ciężkie, dobrze leżą w dłoni i faktycznie są ostre. Mają wytrzymałe stalowe, cienkie ostrza, a to sprawia, że bardzo szybko i łatwo się je ostrzy i świetnie z nimi pracuje. Myślę, że noże Fiskars to dobry wybór w rozsądnej cenie, w domowych warunkach sprawdzają się bardzo dobrze. 

 

 

Razem z nożami pojawiła się w moim domu ostrzałka Fiskars (https://www.garneczki.pl/produkty/ostrzalki-do-nozy/fiskars) Do ostrzałek to ja mam stosunek specjalny (proszę się nie śmiać) – otóż nie umiem ich używać. Wcześniej miałam już inne ostrzałki, a i tak noże ostrzyłam na takim okrągłym pręcie albo zawoziłam do punktu ostrzenia. Tym razem postanowiłam się zmierzyć z ostrzałką Fiskars, a właściwie zmierzył się z nią mój mąż i naostrzył wszystkie kuchenne noże w kilka minut. No i wszystkie przeszły pomyślnie tak zwany test pomidora – jeśli nóż wchodzi w pomidora jak w masło, to znaczy, że jest dobrze naostrzony. No i tym sposobem okazało się, że ostrzenie noży w domu wcale nie musi być czasochłonne i uciążliwe. Ostrzałka Fiskars wyposażona jest w ceramiczne kamienie szlifierskie, a zastosowany mechanizm oraz odpowiednie ułożenie kamieni zapewnia prawidłowy kąt ostrzenia. Sprawdziła się doskonale, a to chyba najważniejsze. 


poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Udka z kurczaka bez skóry i kości w sosie cebulowo – śmietanowym i kasza z warzywami


W prostocie siła. Już niejednokrotnie się o tym przekonałam i widzę też, że te proste przepisy cieszą się największym powodzeniem. Chyba coś w tym jest, bo babcia zawsze mi mówiła, że mniej znaczy więcej, a prostota bywa zadziwiająco smaczna.
Ten kurczak to taka nasza domowa klasyka. Prosty do przygotowania i bardzo smaczny. Smakuje bardzo dobrze z różnymi dodatkami, ja jednego dnia przygotowałam do niego kaszę bulgur z warzywami i surówkę wiosenną, na którą przepis pojawi się lada dzień.
Do przygotowania moich dań wykorzystałam głęboką patelnię i rondel firmy Fiskars, które można kupić w sklepie garneczki.pl
Nie będę czarować, jestem fanką patelni wszelakich. Jeśli mam przygotować duszone mięsa, rolady czy kasze z warzywami, to zdecydowanie wolę sięgnąć po głęboką patelnię niż po klasyczny rondel. I ta patelnia Fiskars okazała się naprawdę niezłym wyborem. Oprócz tego, że jest głęboka, to ma genialną pokrywkę, spod której nic nie kipi. Ale o moich wrażeniach napiszę troszkę niżej, a tymczasem zapraszam po przepis na pysznego, soczystego kurczaka.


Składniki na 4 porcje:

800 -1000 g udek z kurczaka bez skóry i kości

200 ml śmietanki kremówki 30%

3 duże cebule

sól, pieprz, słodka czerwona papryka i opcjonalnie chili (u mnie obowiązkowo)

1 duży liść laurowy

200 ml bulionu (może być drobiowy albo warzywny) albo wody

1 łyżka klarowanego masła albo oleju (ja daję masło, bo finalnie smak jest dużo lepszy)

Kasza:

200 g (mniej więcej 1 szklanka) kaszy bulgur

2 szalotki

1 duża marchew

pół cukinii

1 łyżeczka masła klarowanego albo oleju

2 ziarna kardamonu

350 ml bulionu albo wody

sól, pieprz, kukruma


 



Udka z kurczaka bez skóry i kości w sosie cebulowo – śmietanowym i kasza z warzywami - przygotowanie:

Mięso oczyścić. Każdy kawałek posolić, popieprzyć, oprószyć czerwoną słodką papryką i odrobiną chili. Włożyć do miski, wstawić do lodówki (najlepiej na całą noc, ale kilka godzin też wystarczy).
Cebule obrać i pokroić w ćwierć talarki.
Na patelni (ja użyłam głębokiej patelni Fiskars) rozgrzać masło albo olej. Gdy patelnia będzie dobrze rozgrzana wkładać porcje mięsa, ale nie wszystkie naraz, aby nie obniżyć za mocno temperatury patelni. Obsmażyć na rumiano wszystkie kawałki z obu stron. Kurczaka przełożyć na talerz, a na patelnię wrzucić cebulę i ją podsmażyć – powinna się ładnie zrumienić. Włożyć kawałki kurczaka, dodać liść laurowy i wlać 200 ml bulionu albo wody. Przykryć pokrywką i dusić na małym ogniu około 45 minut. Gdy mięso będzie miękkie, a większość płynu z patelni odparuje wlać śmietankę (ja mięso przekładam na jedną stronę patelni, bo tak jest wygodniej) i gotować kilka minut, aż całość zgęstnieje. Tak przygotowany sos nie wymaga zagęszczania mąką.
Gdy mięso się dusi przygotować kaszę. Szalotkę, marchewką i cukinię pokroić w drobną kostkę. W rondlu (u mnie garnek Fiskars) rozgrzać masło, wrzucić pokrojoną szalotkę i delikatnie ją podsmażyć, dodać kardamon, pokrojoną w drobną kostkę marchewkę i cukinię. Smażyć około 5 minut, dodać kaszę, wlać bulion albo wodę (w przypadku wody dodać ½ płaskiej łyżeczki soli, szczyptę pieprzu i szczyptę kurkumy, w przypadku bulionu nie ma potrzeby dodatkowo doprawiać). Zagotować, owinąć garnek w ściereczkę kuchenną, gruby ręcznik i wstawić pod koc albo kołdrę na co najmniej 30 minut (ja wynoszę do sypialni i otulam porządnie kołdrą i kocem). Tak przygotowana kasza można stać nawet kilka godzin i będzie sypka i gorąca.
Kurczaka podawać z kaszą i dowolnymi warzywami. U mnie surówka wiosenna z młodej kapusty, ale równie dobrze do tego zestawu będą pasowały buraczki, sałata czy mizeria.


 

A teraz kilka słów o rondelku i patelni Fiskars (https://www.garneczki.pl/produkty/patelnie/fiskars) Gdy wrzuciłam zajawkę na FB pojawiło się trochę głosów użytkowników naczyń, ale też pytania osób zainteresowanych. Postaram się podzielić swoimi wrażeniami z krótkiego jeszcze użytkowania. Parametrów nie będę Wam opisywać, bo te można sobie sprawić na stronie sklepu garneczki.pl

 
Patelnia skradła moje serce. Jest ciężka i głęboka, tak jak lubię. Ani za duża, ani za mała, ma 26 cm i świetnie mieści się na mojej kuchence. Rączka dobrze leży w ręce i w ogóle się nie nagrzewa. Idealnie dopasowana pokrywka sprawia, że świetnie nadaje się nie tylko do klasycznego smażenia, ale też do duszenia mięsa czy przygotowania warzyw. Nieprzywierająca powłoka sprawia, że smażenie na niej to prawdziwa przyjemność, a wysokie brzegi dają gwarancję, że wszystko dookoła nie będzie pochlapane. Oprócz udek z kurczaka przygotowałam na tej patelni też klasyczne kotlety z kurczaka, placuszki z kefirze, omlet warzywny i kaszę z warzywami. No i choćbym chciała, to naprawdę nie mam się do czego przyczepić. 

 
Jeśli chodzi o rondelek, to wpasował się w moją kuchnię bardzo dobrze. Jako, że gotuję zazwyczaj dla dwóch osób, to małe garnki i rondelki mają u mnie specjalne zadanie. Rondelek ma dosyć długą rączkę i w pierwszej chwili myślałam, że za długą i będzie nieporęczny. Jednak to było tylko złudzenie, bo np. przy odcedzaniu ziemniaków okazało się, że bardzo dobrze leży w ręce. Przy ustawieniu na kuchence w odpowiednią stronę, rączka zupełnie nie przeszkadza. Mówiąc o rondelku nie mogę zapomnieć o pokrywce, która dzięki dziurkom w boku pokrywki pozwala na idealne odcedzenie zawartości rondelka (tę samą funkcję ma pokrywka do patelni, ale w tym przypadku nie korzystałam). Tak więc odcedzenie ziemniaków, warzyw czy makaronu to żaden problem. 

 
I rondel i patelnię można używać w piekarniku, choć zakres temperatury jest ograniczony do 150 stopni (ale to już pozwala na utrzymanie temperatury czy lekkie zapieczenie potrawy). Ale to, co najbardziej mi się podoba, to to, że nie muszą zmywać ręcznie, bo tak patelnie jak i rondel można spokojnie myć w zmywarce, a dla mnie to ogromna zaleta.
Mam w domu różne patelnie, lepsze i gorsze. A patelnię Fiskars zdecydowanie zaliczam do kategorii tych lepszych. A za tę jakość cena jest bardzo przyzwoita. Za jakieś pół roku wrócę do tego wpisu i podzielę się wrażeniami po dłuższym użytkowaniu.

piątek, 16 kwietnia 2021

Pierogi z dynią, indykiem, cebulą i mozzarellą

Pierogi powstały z potrzeby chwili. W zamrażarce miałam połowę farszu z przygotowania tatarskiego bielusza, a chciałam go zużyć. W lodówce miałam jeszcze trochę dyni, więc dokroiłam i zrobiłam farsz do pierogów. Pierogi wyszły delikatne i pyszne. Nadzienie przez to, że wszystko w farszu jest surowe, wyszło bardzo soczyste i aromatyczne. Pierogi można podać na obiad, ale równie dobrze sprawdzą się jako przekąska, kolacja czy prowiant na wycieczkę. Smaczne i na ciepło i na zimno.
Z tych proporcji wyszło mi 12 pierogów i trochę ciasta (mniej więcej ¼ całości) została na pizzę, ale równie dobrze można zrobić bułeczki albo więcej pierogów. 


 

Składniki na 16 sztuk:

500 g mąki pełnoziarnistej orkiszowej (ja używam Basi i tę mąkę polecam) + mąka do podsypywania

40 g świeżych drożdży (suszonych 1,5 paczuszki – około 10 g)

200 ml ciepłego mleka

100 ml ciepłej wody

1 łyżka jogurtu naturalnego

2 duże jajka

50 g bardzo miękkiego masła (można je rozpuścić i ostudzić)

2 łyżki oleju (u mnie rzepakowy)

1 łyżeczka soli

Farsz:
250 g mięsa z indyka (może być udziec albo pierś)

250 - 300 g dyni

250 g cebuli

¾ łyżeczki soli

¾ łyżeczki pieprzu

1 łyżeczka cukru (można pominąć albo dać np. erytrol)

150 g tartej mozzarelli

Dodatkowo:

1 żółtko + 2 łyżki mleka

sezam, czarnuszka, mak, siemię lniane do posypania (wg uznania)

 

Pierogi z dynią, indykiem, cebulą i mozzarellą - przygotowanie:

Z drożdży, jogurtu, 2 – 3 łyżek ciepłego mleka zrobić zaczyn i zostawić na około 15 minut, aż wyrośnie. Wszystkie pozostałe składniki ciasta umieścić w misce (u mnie misa robota), dodać wyrośnięty zaczyn i wymieszać. Wyrobić gładkie ciasto (mniej więcej przez 10 minut). Jeśli ciasto będzie się mocno lepiło, to podsypać mąką (niestety wilgotność mąki, wielkość jajek może być różna). Gotowe zostawić do wyrośnięcia na około 45 minut.

W tym czasie, gdy ciasto wyrasta, przygotować farsz. Mięso, dynię, cebulę pokroić w drobną kostkę, wsypać sól, pieprz i ewentualnie cukier. Wszystko dobrze wymieszać i odstawić.
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na blat, jeszcze raz krótko wyrobić i podzielić na 16 części (ja 4 części włożyłam do woreczka i schowałam do lodówki z myślą o pizzy i zrobiłam 12 pierogów). Z każdej części uformować kulkę i odłożyć na blat. Każdy kawałek ciasta rozwałkować na placuszek o średnicy około 10 -12 cm. Nałożyć trochę mozzarelli i czubatą łyżkę farszu. Dokładnie zlepić w kształt pieroga. Brzeg dobrze zwinąć w falbankę, wtedy z pewnością pierogi nam się nie otworzą w trakcie pieczenia.
Pierogi ułożyć na papierze do pieczenie w dosyć sporych odstępach. Zostawić na około 20 minut do ponownego wyrośnięcia. Żółtko wymieszać z mlekiem i taką mieszanka posmarować wyrośnięte pierogi. Podsypać je ziarnami (u mnie dwa rodzaje sezamu). Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (góra – dół) albo do 170 stopni (termoobieg) i piec około 20 - 25 minut, do ładnego zrumienienia. Po upieczeniu przełożyć na kratkę, aby ciasto odparowało.


środa, 31 marca 2021

Tatarskie kartoflaniki czyli pierogi z ziemniakami i gotowanym jajkiem

Kartoflaniki to danie kuchni tatarskiej. Jadłam je po raz pierwszy w Tatarskiej Jurcie w Kruszynianach. Zaskoczyły mnie smakiem i oczywiście bardzo mi smakowały, bo ja jestem pierogowe stworzenie. Postanowiłam je przenieść na domowy grunt. Poszperałam w internecie, przejrzałam kilkanaście przepisów i skleciłam coś na wzór i podobieństwo. Najwięcej „wyciągnęłam” z przepisu Emilki, która jest polską Tatarką, ale od lat mieszka w Turcji i prowadzi bloga, na który trafiłam jakieś 10 lat temu. Podzieliła się też kilkoma przepisami na tatarskie dania i ja ochoczo z tego korzystam.

Ciasto zrobiłam ze swojego sprawdzonego przepisu, który trochę w ostatnich latach podrasowałam. Natomiast farsz zrobiłam w dużej mierze zgodnie z recepturą znalezioną u Emilki i podpowiedziami Dżemili z Tatarskiej Jurty. W niektórych przepisach, które przeglądałam było dodane do farszu surowe jajko. Ja po wymieszaniu swoich składników uznałam, że konsystencja farszu jest na tyle zwarta, że surowe jajko jest zbędne. Jeśli chodzi o zielone dodatki, to możecie ich dodać tyle ile uznacie za stosowne, mniej lub więcej. Ponoć w oryginale jest tylko natka pietruszki. U mnie jest też koperek i szczypiorek, ale trafiłam też na przepis z dodatkiem świeżej mięty i w przyszłości chętnie wypróbuję. Kartoflaniki zwyczajowo podaje się ze sporą ilością topionego, gorącego masła i natką pietruszki. Ja trochę ten dodatek ograniczyłam. Jeśli nie liczycie kalorii, to możecie poszaleć i polać masłem obficie.
No, ale do brzegu, bo pierogi stygną.


Składniki na 25 - 30 sztuk (zależy od wielkości):

Ciasto:


2 szklanki (około 320 g) mąki – ja użyłam orkiszowej jasnej, ale może być pszenna poznańska

¾ szklanki bardzo gorącej wody

1 łyżka bardzo miękkiego masła

½ łyżeczki soli

Farsz:

4 duże jajka ugotowane na twardo

4 duże ugotowane ziemniaki (około 400 - 450 g)

1 duża cebula + 1 łyżeczka klarowanego masła

2 łyżki siekanego koperku

1- 2 łyżki siekanej natki pietruszki

1 łyżka siekanego szczypiorku

sól i pieprz do smaku

Do podania: roztopione masło i coś zielonego

 


Kartoflaniki – przygotowanie:

Mąkę wymieszać z solą, zaparzyć gorącą wodą i chwilę odczekać (mąka się zaparzy), dodać miękkie masło i wyrobić na gładkie ciasto. Ja wyrabiam w robocie, ale jeśli robicie to ręką, to trzeba odczekać kilka minut po zaparzeniu mąki i uważać, żeby się nie poparzyć. Ciasto musi być dobrze wyrobione i gładkie, wtedy jest elastyczne, ładnie się lepi i nie pęka podczas gotowania. Jeśli w trakcie wyrabiania ciasto się lepi, to podsypać je niewielką ilością mąki.
Gotowe ciasto zawinąć w ściereczkę albo włożyć do woreczka i odłożyć na 20 minut.

Cebulę obrać, pokroić w kostkę, usmażyć na klarowanym maśle aż się ładnie zeszkli i delikatnie zrumieni. Ziemniaki i jajka pokroić w drobną kostkę albo zetrzeć na tarce o grubych oczkach (ja wykorzystałam takie kółko do krojenia w kostkę). Dodać podsmażoną, ostudzoną cebulę, posiekane zioła, doprawić do smaku solą i pieprzem. Smak farszu powinien być wyrazisty. Farsz można przygotować dzień wcześniej i wstawić do lodówki, ale dobrze jest go wyjąć godzinę przed lepieniem pierogów.

Ciasto rozwałkować (podsypując delikatnie mąką) na cienki placek, za pomocą kubka albo dużej szklanki wyciąć kółka. Na każde kółko nałożyć porcję farszu i zlepić pierogi. W dużym garnku zagotować wodę z łyżeczką soli. Gotować porcjami (po 10 -12 sztuk). Od momentu wypłynięcia gotować około 2 minuty. Wyjąc łyżką cedzakową. Podawać z roztopionym masłem i czymś zielonym (u mnie szczypiorek). Do tego dowolna surówka.
Ugotowane pierogi można podsmażyć, smakują równie dobrze jak te z wody. 



 

niedziela, 14 marca 2021

Tatarska Jutra w Kruszynianach czyli smaki kuchni tatarskiej


Wzięło mnie dzisiaj na wspominki z naszego ostatniego urlopu, który spędziliśmy na Podlasiu. Zwiedzaliśmy i smakowaliśmy… Każdego dnia inne miejsce i każdego dnia coś innego na talerzu. Dziś chcę Wam opowiedzieć o Kruszynianach, a przede wszystkim o Tatarskiej Jurcie. Wybraliśmy się do Kruszynian trochę zmieniając plany (opornie, oj opornie), ale w sumie na dobre wyszło, bo kolejnego dnia mieliśmy również ładną pogodę i mogliśmy spokojnie zwiedzić Krainę Otwartych Okiennic.

Najpierw odwiedziliśmy Meczet, w którym pan Dżamil opowiadał o Tatarach, historii i zwyczajach tak ciekawie, że można by słuchać godzinami. 


Po wizycie w Meczecie poszliśmy spacerem na Mizar czyli tatarski cmentarz, aż w końcu zajrzeliśmy do Tatarskiej Jurty. Już wiele lat temu, gdy pani Dżenneta (właścicielka Jurty) wspomniała na moim fanpagu w komentarzu o kuchni tatarskiej, to zapragnęłam jej spróbować. Potem jej córka Dżemila się do mnie odezwała, pogadałyśmy i okazało się, że pani Dżenneta i ja urodziłyśmy się i wychowywałyśmy w tym samym mieście. No po prostu musiałam tam pojechać i mój mąż wiedział jakie to dla mnie ważne… i myślę, że ani przez chwilę nie żałował, że go tam prawie zaciągnęłam siłą, bo on nie bardzo lubi zmienić plany (gdy sobie coś umyśli, to umarł w butach). 



Tergo dnia Tatarska Jurta oblegana była przez telewizję, więc nie mieliśmy zbyt wiele czasu na pogaduchy z panią Dżennetą, ale za to więcej czasu spędziliśmy z Dżemila i jej tatą Mirkiem. Cudowni, otwarci ludzie, którzy kochają to, co robią i lubią karmić ludzi. Gadało nam się cudownie.

Ich stara restauracja spłonęła w 2018 roku, ale ani na chwilę się nie poddali, pracowali ciężko i dziś już stoi nowa Tatarska Jurta, choć jak mówią właściciele, jeszcze sporo czasu minie, aby stan surowy zamienić w gościnny dom. Ich determinacja i wiara w to, że się uda, to naprawdę coś niesamowicie budującego. Ciepło bijące od całej rodziny jest magią i przyciąga w to miejsce. 


I zupełnie w niczym nie przeszkadza fakt, że w obecnej sytuacji, gdy korzystają z tymczasowego miejsca, są zmuszeni (decyzją sanepidu) podawać jedzenie w jednorazowych naczyniach. Bo to jedzenie jest genialne - przygotowane na świeżo z dobrych składników, pachnące, gorące i aromatyczne. A przede wszystkim obłędnie smaczne.

Spróbowaliśmy kilku dań (chyba większość z tego, co jest w karcie) i wszystkie smakowały nam bardzo. Porcje są naprawdę spore i można się spokojnie najeść zupą i drugim daniem. Ja w zasadzie już po kremie z marchewki byłam najedzona... ale jak poprzestać na kremie, gdy jest tyle pyszności do spróbowania? No nie da się, bo co danie to zaskoczenie smakami, aromatami, konsystencją.

A co jedliśmy? Krem z marchewki doprawiony na ostro (to ja) i kapuśniak na jagnięcinie (mąż). A potem to już wszystkiego po trochu, aby choć odrobinę spróbować. Resztę Dżemila nam zapakowała na wynos i cieszyliśmy się tymi smakami jeszcze przez dwa dni w ramach kolacji. 


 

Kartoflaniki (na zdjęciu jest 1/3 porcji, bo to była porcja degustacyjna) czyli pierogi z ziemniakami, jajkiem gotowanym, cebulą i pietruszką.



Banash czyli pierogi gotowane na parze z pieczonym mięsem jagnięcym, marchewką i ziemniakami), podane z buraczkami. 


Bielusz - to dawna potrawa Tatarów z Kruszynian - ciasto drożdżowe z mięsem indyczym, cebulą i dynią. Pan Mirek wspominał, że piekła je jego babcia, nie zawsze było z mięsem, czasem z samą dynią, bo czasy bywały różne (o tym też sobie pogadaliśmy, poznając historię Pani Dżennety i Pana Mirka).
To danie to faworyt mojego męża.



Shalva - aromatyczna potrawa z cielęciny z warzywami i kaszą pęczak - cielęcina cudownie doprawiona, miękka rozpływała się w ustach. 


 

Babka ziemniaczana (na zdjęciu pół porcji) - to było zaskoczenie, bo babka jest przygotowana z ziemniaków tartych na grubych oczkach, które są wymieszane z cebulą, przyprawami i surowym mięsem i dopiero upieczona. Zadziwiająca swoją konsystencją i smakiem. Rozpływała się w ustach. 



 

Pierekaczewnik - to ciasto makaronowe rozwałkowane w bardzo cienkie płaty, przesmarowane masłem (tych płatów jest 6) i nadziane mięsem (nadzienie może być mięsne, serowe, jabłkowe albo grzybowe), zwinięte w roladę, zwinięte w ślimaka i pieczone w prodiżu przez 3 godziny. W Jurcie w ciągu dnia jest pieczony tylko jeden pierekaczewnik i wychodzi z kuchni o 13.00 (w weekendy są to chyba trzy sztuki o ile dobrze zapamiętałam). Nie ma tego dania w karcie, bo z jednego można zrobić 10 -12 porcji. 

 


 

Manty (pierogi gotowane na parze) na słodko z serem, jogurtem i sosem truskawkowym (normalnie porcja to 4 sztuki, ale w formie deseru i jedna wystarczy). 



 

Nie mogę zapomnieć o świetnej herbacie (mieszanka robiona na miejscu) i o czymś, co piłam pierwszy raz w życiu i skradło moje serce - to kompot z rokitnika, o cudownym pomarańczowym kolorze i smaku, którego nie da się porównać do niczego konkretnego. 


 

I co mogę powiedzieć... no chyba tylko tyle, że rzeczywistość przerosłą moje oczekiwania jeśli chodzi o kuchnię tatarską serwowaną w Tatarskiej Jurcie.

Jeśli kiedyś Tatarska Jurta będzie Waszym kulinarnym marzeniem, to powiem jedno - marzenia są po to, aby je spełniać. Ja swoje spełniłam i z pewnością kiedyś jeszcze tam wrócę (nie wiem, czy uda nam się w tym roku) - dla jedzenia, ale przede wszystkim dla ludzi, ciepłych i otwartych.

Jeśli kiedyś się tam wybierzecie, to najlepiej w kilka osób, aby spróbować kilku dań, bo naprawdę ciężko wybrać to najlepsze. Karta nie jest długa, ale konkretna, a wszystko naprawdę pyszne. 
Co było faworytem mojego męża już wspomniałam, a ja sama nie wiem... chyba wszystkie rodzaje pierogów - od ziemniaczano - jajecznych, przez mięsne aż po cudownie słodkie manty z serem i sosem truskawkowym.
A na koniec jeszcze karta, którą zabrałam sobie (za zgodą) na "wynos", więc jest lekko sfatygowana :-) 



sobota, 6 marca 2021

Serniczki fit w słoiczkach z płatkami róż w syropie

Zapraszam Was dziś na prosty, pyszny deser, który można zjeść na ciepło, na zimno, zabrać ze sobą do pracy na drugie śniadanie albo na piknik czy wycieczkę.

Sernik w słoiczku i to w fit wersji sprawdzi się też u osób liczących kalorie. Jedynie płatki róż zawierają nieco cukru, ale zawsze można je zamienić na domową frużelinę. Ja płatki róż dostałam w prezencie od mojej szkolnej koleżanki, która prowadzi sklepik z takimi pysznościami w Bydgoszczy, więc grzechem byłoby ich w jakiś słodki sposób nie wykorzystać. Padło na serniczki, które bardzo polecam.

 

Składnik na 6 słoiczków (moje o pojemności 220 ml):

650 g twarogu (ja użyłam chudego twarogu mielonego w kostce )

350 g skyru naturalnego

4 duże jajka

1 łyżka mąki ziemniaczanej

½ łyżeczki pasty waniliowej

4 łyżki erytrolu (można użyć innego słodzidła albo cukru)

Do podania: płatki migdałowe i płatki róż w syropie albo jakakolwiek frużelina, mus czy świeże owoce – pełna dowolność


Serniczki fit w słoiczkach z płatkami róż w syropie – przygotowanie:
Wszystkie składniki włożyć do malaksera, zmiksować na gładką masę (w przypadku braku malaksera można użyć zwykłego miksera i dobrze połączyć z jego pomocą składniki). Gotową masę przelać do słoiczków (nie trzeba ich niczym smarować, jeśli nie chcemy serniczków ze słoików wyciągać). Słoiczki ustawić w naczyniu żaroodpornym albo na wysokiej blaszce, wlać do naczynia wrzątek, tak aby sięgał mniej więcej do połowy wysokości słoiczków. Naczynie wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni (góra – dół) i piec około 35 minut. Masa powinna się ładnie ściągnąć. Po tym czasie zostawić serniczki jeszcze na około 20 minut w wyłączonym piekarniki. Wyciągnąć z kąpieli wodnej i zostawić do wystygnięcia.
Po wystygnięciu posypać płatkami migdałowymi i ozdobić płatkami róż albo dowolną frużeliną czy owocami – wg własnego pomysłu. 

 




 

niedziela, 28 lutego 2021

Tortellini / uszka z sosem warzywno - pomidorowym

Czasem i ja nie mam czasu albo ochoty na dłuższe stanie przy garach, więc robię coś na szybko wykorzystując zapasy z zamrażarki albo półprodukt ze sklepu. Do tego dania można wykorzystać domowe uszka z grzybami czy mięsem albo gotowe tortellini z dobrym składem z dowolnym nadzieniem. 15 minut i obiad na talerzu. Polecam, bo szybkie, pyszne i sycące.



Składniki na 2 porcje:

400 g ugotowanych domowych uszek albo tortellini z dowolnym nadzieniem

1 duża cebula

1 żółta papryka albo po kawałku z kilku kolorów

1 puszka krojonych pomidorów

sól, pieprz, chili,

oregano albo bazylia

cukier albo erytrol

10 g klarowanego masła albo łyżka oleju

Do podania: świeżo tarty parmezan


Tortellini / uszka z sosem warzywno - pomidorowym - przygotowanie:

 
Cebulę obrać, pokroić w drobną kostkę. Paprykę obrać i pokroić na kawałki. Na patelni rozgrzać masło albo olej, wrzucić cebulę i ją delikatnie podsmażyć (nie przypalić, bo sos będzie gorzki), dodać paprykę i smażyć razem 3 – 4 minuty, dodać pomidory z puszki, wsypać ¼ łyżeczki soli, ¼ łyżeczki pieprzu, ½ łyżeczki cukru albo 1 łyżeczkę erytrolu, szczyptę chili i 1 – 2 łyżeczki oregano albo bazylii. Gotować przez kilka minut, aż całość trochę zgęstnieje, spróbować i ewentualnie doprawić do własnego smaku. Wrzucić ugotowane uszka albo tortellini i podgrzewać, aż całość będzie gorąca. Przełożyć na talerze, posypać tartym parmezanem i gotowe.



sobota, 13 lutego 2021

Podwójny placek ziemniaczany z wędzonym łososiem, skyrem i chrzanem

Uwielbiam ziemniaczane dania, kocham placki ziemniaczane. No, ale klasyczne, smażone na tłuszczu są dosyć kaloryczne. Aby je nieco odchudzić przeważnie piekę w piekarniku. Są równie smaczne i jeśli dobrze odciśniemy wodę, to są również chrupiące.

Dziś proponuję placki na obiad w jednej z moich ulubionych wersji, czyli z łososiem, skyrem i chrzanem. Placki z piekarnika robi się nieco dłużej, bo czas pieczenia to około 35 minut, ale za to nie trzeba stać nad patelnią.



Składniki na 2 porcje:

2 duże albo 4 średnie ziemniaki (około 500 g)

1 mała cebula

1 duże jajko

1 – 2 łyżki zmielonych płatków owsianych (można dodać dowolną mąkę, choć uważam, że płatki są strzałem w dziesiątkę)

sól i pieprz do smaku

1 łyżeczka oleju do posmarowania papieru/blachy


Dodatkowo:

150 g wędzonego na gorąco łososia (można zastąpić inną wędzoną rybą, doskonale smakuje również pstrąg czy karmazyn)

150 g skyru naturalnego (można zastąpić jogurtem greckim albo kwaśną śmietaną)

chrzan – ilość wg uznania

posiekany koperek

ziarna sezamu do posypania (można je wcześniej delikatnie uprażyć na suchej patelni)

 


Podwójny placek ziemniaczany z wędzonym łososiem, skyrem i chrzanem - przygotowanie:

Ziemniaki i cebulę zetrzeć (ja ścieram na drobnych oczkach, ale nie tych, które ścierają na miazgę). Zostawić na sicie, lekko odcisnąć. Wodę z ziemniaków wylać zostawiając skrobię, która się osadziła na dnie miski. Do skrobi dodać ziemniaki, jajko, płatki owsiane, sól i pieprz do smaku.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni (termoobieg), blachę wyłożyć papierem do pieczenia, posmarować go olejem. Przygotowane ciasto podzielić na 4 części i uformować duże, dosyć cienkie placki. Blaszkę wstawić do gorącego piekarnika i piec około 20 minut, aż dół się ładnie zrumieni, przewrócić na drugą stronę i piec jeszcze 15 minut. Jeśli placki nie są dostatecznie rumiane można piec 5 -10 minut dłużej.

Upieczone placki przełożyć skyrem, chrzanem, wędzonym łososiem, posypać posiekanym koperkiem i ziarnami sezamu. Podawać z ulubioną surówką, sałatką.


 


 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...