środa, 4 marca 2015

Kurczak balti w gęstym sosie kokosowym

Kolejne danie z indyjską nutą. Co oznacza „balti”? Jeszcze kilka temu sama nie wiedziałam, a słysząc określenia „kurczak balti”, „jagnięcina balti” czy „krewetki i warzywa balti” nie miałam pojęcia co się za nimi kryje. Ale w końcu człowiek uczy się całe życie (a i tak głupi umiera). Poszperałam, poczytałam i się dowiedziałam. I od jakiegoś czasu pojawia się na naszym stole.
Dania balti mają swój autonomiczny charakter, choć z genezą nazwy wiąże się ciągle wiele kontrowersji. To sposób przygotowania dań wywodzący się z okolic północnego Pakistanu, choć podobno i Kaszmir i Pendżab się do niego przyznaje, a rozwinięty i udoskonalony przez emigrantów w angielskim Birmingham. 
To, co charakteryzuje dania balti, to to, że wszystkie składniki gotuje się i podaje w jednym rondlu - indyjskim karahi (przez niektórych nazywanych garnkiem balti). Większość dań balti wymaga jedynie prostych dodatków – np. chlebka naan czy czapati. Dania balti są proste do przygotowania, a bazą do nich mogą być ryby, mięso, sery, owoce morza, warzywa. Niektóre z nich są określanie mianem curry i w zasadzie nie ma w tym nic dziwnego, bo curry to po prostu danie w sosie, a wiele dań balti takich właśnie jest. Kuchnia indyjska jest tak różnorodna, że to co w jednym regionie jest daniem balti, w innym nazywane curry. Sama spotkałam się z wieloma różnymi zdaniami i pewnie nawet wyprawa do Indii nie do końca rozwiałaby całą gamę wątpliwości związanych z tą kuchnią.
Dania balti należą do szybkich, ich przygotowanie nie powinno zająć więcej niż 20 - 30 minut. Mięsa czy ryb nie marynuje się wcześniej (choć w niektórych przepisach znalazłam zalecenie marynowania). Ostrość dania jest kwestią własnych upodobań – my lubimy dania pikantne i to też do łagodnych nie należy.
Inspiracją był przepis z książki „Kuchnia indyjska. Najlepsze przepisy”. Dałam jednak więcej mięsa, bo wg mnie 225 g kurczaka na 4 porcje to zdecydowanie za mało. Wydaje mi się, że wiele tych przepisów jest przygotowana tak, że na stół podaje się kilka potraw, a nie jedną. Wtedy to rzeczywiście ma sens. Ograniczyłam też nieco ilość chili, bo wydawało mi się go dużo. I to było dobre posunięcie, bo zamiast 1 łyżeczki dałam tylko ¼ łyżeczki, a i tak danie wyszło dosyć pikantne. Danie ma długą listę składników, ale robi się je bardzo szybko i sprawnie.


Składniki na 4 porcje:

800 g filetów z kurczaka
200 ml mleka kokosowego
100 g sera twarogowego typu ricotta albo gęstego jogurtu naturalnego
1 łyżka oleju kokosowego (w
kawałek kory cynamonu (ok 5 cm)
3 ziarna zielonego kardamonu
2 suszone listki curry
1 mały listek laurowy
1 ząbek czosnku (pominęłam)
2 łyżki mielonych migdałów
2 łyżki niesłodzonych wiórków kokosowych
1 i ½ łyżeczki tartego świeżego imbiru
1 i ½ łyżeczki mielonej kolendry
¼ łyżeczki mielonego chili (ostrożnie jeśli wolicie łagodniejsze dania)
1 czubata łyżeczka mieszanki garam masala
½ łyżeczki soli
1 pokruszone chili (dałam dwie malutkie pepperoni – nie kruszyłam)

2 łyżki uprażonych płatków migdałowych
garść posiekanej świeżej kolendry (niestety nie miałam)


Filety z kurczaka pokroić w grubą kostkę. Do rondla albo na patelnię (karahi niestety nie posiadam) wsypać mielone migdały i wiórki kokosowe. Uprażyć je na złoty kolor i przesypać do miski, dodać mleko kokosowe, jogurt, czosnek, imbir, kolendrę, chili, sól i garam masalę. Wszystko wymieszać.
W rondlu rozgrzać olej kokosowy, wrzucić korę cynamonu, ziarna kardamonu, liść laurowy, listki curry i pepperoni. Smażyć 2 – 3 minuty, uważać, żeby się nie przypaliło. Do rondla wrzucić kurczaka i smażyć na mocnym ogniu przez 3 minuty – mięso powinno się ściąć z zewnątrz ale nie ugotować. Wlać mleko kokosowe z przyprawami, wymieszać, zmniejszyć płomień, przykryć pokrywką i gotować około 15 minut. Odkryć, zwiększyć ogień, aby nadmiar płynu odparował, a sos zgęstniał. I gotowe. Posypać uprażonymi płatkami migdałowymi i posiekaną świeżą kolendrą.
Podawać z chlebkami naan



niedziela, 22 lutego 2015

Crumble jabłkowe czyli jabłka z rodzynkami i żurawiną zapieczone pod kruszonką migdałową

Dzisiaj bardzo prosty i bardzo smaczny deser. Jabłka o tej porze roku są dostępne bez ograniczeń, więc można z nimi szaleć do woli. Ja od czasu do czasu robię je w różnych zapiekanych wersjach. Zawsze smakują cudownie. I niewątpliwie to jeden ze zdrowszych deserów, więc co jakiś czas można się na niego skusić. Przepis jest moją własną wariacją.
Świetnie smakuje z lodami waniliowymi. Ja przygotowałam swój deser w małych naczyniach do zapiekania, ale oczywiście można to zrobić w jednym większym i potem nałożyć na talerzyki albo do miseczek.


Składniki na 4 porcje (ja robiłam z połowy składników):

4 duże jabłka (u mnie szara reneta, ale mogą być inne twarde i kwaskowe jabłka)
1/3 szklanki suszonej żurawiny
1/3 szklanki rodzynków
4 łyżki rumu albo wody
1 łyżeczka płynnego miodu
1 płaska łyżeczka cynamonu

Kruszonka:
60 g mielonych migdałów
50 g mąki orkiszowej
70 g cukru trzcinowego
60 g masła
2 łyżki posiekanych orzechów włoskich

Dodatkowo:
masło do wysmarowania foremek
opcjonalnie 4 gałki lodów waniliowych


Rodzynki i żurawinę zalać rumem na około 10 minut, a w tym czasie przygotować resztę składników.
Mielone migdały, mąkę orkiszową, cukier trzcinowy i masło zagnieść do uzyskania konsystencji grubego mokrego piasku. Dodać posiekane orzechy, wymieszać i wstawić do lodówki.
Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić w kostkę. Dodać odsączone rodzynki i żurawinę. Wsypać cynamon i dodać miód, wymieszać.
Foremki do zapiekania posmarować masłem, wypełnić je jabłkami, posypać kruszonką. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni (u mnie termoobieg) i zapiekać około 20 -25 minut, do ładnego zrumienienia kruszonki. Podawać na gorąco, np. z gałką lodów waniliowych.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Radish