piątek, 1 sierpnia 2014

Multicooker Redmond RMC -M20 – recenzja

Gdy otrzymałam propozycję przetestowania Multicookera Redmond RMC-M20, to moja pierwsza myśl była: „ale po co mi kolejny grat w kuchni, już nie mam gdzie tego trzymać”. Nigdy wcześniej nie interesowałam się sprzętem tego typu, ale gdy weszłam na stronę Redmond i poczytałam, co proponowany sprzęt może, a potem poszperałam w internecie i zapoznałam się z różnymi opiniami, to postanowiłam, że jednak tak – przetestuję go i sprawdzę, czy to rzeczywiście takie cudo, jak piszą. 


Dzień po podjęciu decyzji multicooker, wraz z dodatkową misą z powłoką ceramiczną (to ta żółta), pojawił się w mojej kuchni. Pierwszą rzeczą, którą robię zawsze przy zakupie nowego sprzętu, to czytam instrukcję. Zajrzałam i muszę powiedzieć, że jest dosyć czytelna i rzeczowa, niczego nie musiałam się domyślać. Zgodnie z zaleceniami zabrałam się za usuwanie naklejek (miała zostać tylko naklejka z numerem seryjnym). O ile dwie malutkie naklejki zeszły szybko i łatwo, o tyle ta duża tak łatwo poddać się nie chciała. Ani suszarka, ani olej, ani masło... no nic zadziałać nie chciało na klej, którym naklejka została przymocowana do urządzenia. Obawiałam się drastycznych środków typu aceton czy benzyna, aby nie zniszczyć powłoki urządzenia... Zadziałało masło wymieszane z sodą oczyszczoną, posmarowałam i po kilkudziesięciu minutach zmyłam... Ufff, gdybym wiedziała, że to takie uporczywe, to zostawiłabym tę naklejkę, choć nie lubię, gdy urządzenia kuchenne wyglądają jak choinka. No dobra, naklejka usunięta, czas się zabrać za mycie – to poszło szybko, lekko i przyjemnie. W skład modelu, który ja testowałam wchodzi misa o pojemności 5 litrów, sito do gotowania na parze, chochla, łyżka i miarka. Dodatkowo otrzymałam misę z powłoką ceramiczną – a co dwie misy to nie jedna i to zdecydowanie jest na plus.
Proces gotowania w multicookerze jest całkowicie zautomatyzowany, urządzenie posiada 10 programów, a obsługa jest niezwykle prosta i bardzo intuicyjna – wszystko jest ładnie opisane na panelu sterowania. 


Ja moją przygodę zaczęłam od przygotowania obiadu na parze. Pierś z kurczaka, fasolka szparagowa i ziemniaki – wszystko gotowe w 30 minut. Do misy urządzenia wystarczy wlać wodę, a na sicie do parowania ułożyć produkty, które w dowolny sposób można doprawić. I tu już pierwsza zaleta i przewaga nad tradycyjnym parowarem – mogłam użyć soli, co w moim parowarze niestety nie jest możliwe. Do misy z wodą można wrzucić ulubione zioła, a cała potrawa nabierze cudownego aromatu.


Niestety sito nie jest zbyt duże – cały obiad na parze można przygotować dla 2 osób, więcej produktów się po prostu nie zmieści. Jednak, gdy jest nas w domu więcej, to mięso czy rybę można włożyć na sito do parowania, a np. ziemniaki ugotować w wodzie w misie głównej i już będzie cały obiad. Przyznam, że ta funkcja bardzo mi się spodobała i zamierzam z niej korzystać często, bo i szybko i zdrowo. 


Drugie podejście do multicookera to kasza z kurczakiem i warzywami – czyli szybkie, jednogarnkowe danie, które też w zasadzie zrobiło się samo – bez mieszania, bez stanie przy garnku. 


Wrzuciłam kurczaka, pokrojoną fasolę, marchewkę, wsypałam kaszę, dodałam łyżeczkę masła i wszystko zalałam domowym bulionem warzywnym, wsypałam jeszcze odrobinę pieprzu, szczyptę chili i 1 łyżeczkę ziół. Ustawiłam program na pilaw, na 40 minut i zajęłam się innymi sprawami. Po ustawionym czasie multicooker dał mi znać sygnałem dźwiękowym, że obiad jest gotowy. Otworzyłam zamieszałam i nic się nie przypaliło. 


Do upieczenia chleba podchodziłam z pewną rezerwą. Postanowiłam skorzystać z dołączonej do multicookera książeczki, w której można znaleźć 100 różnych przepisów na smakowite dania – od zup po desery. Przeczytałam przepis na chleb. Napisane 7 g drożdży na 700 g mąki. Domyśliłam się, że chodzi o suche drożdże, ale jeśli ktoś mało doświadczony w kuchni to mógłby mieć problem z tym jakich drożdży użyć. Poza tym ja na tę porcję mąki dałabym 10 g suchych drożdży. No ale jako, że z suchymi nie za bardzo się lubię, to użyłam 35 g świeżych drożdży dodając od siebie jeszcze 3 łyżki mleka. No i sól. 6 g? Nie, to za mało, dałam 20 g i chleb wyszedł idealny. Zarobiłam ciasto (niestety multicooker nie wyrabia ciasta – trzeba to zrobić we własnych zakresie – mnie na szczęście wyręczył robot). 


Gdy ciasto było gotowe, to posmarowałam misę z powłoką ceramiczną masłem, włożyłam doń ciasto, zamknęłam pokrywę i włączyłam program pozwalający ciastu wyrosnąć. Po godzinie miałam pełną misę i przerażenie w oczach.  Ale jak? Ten chleb się upiecze, skoro jest taki wielki? Ale ryzyk fizyk, nic nie miałam do stracenia, nastawiłam opcję pieczenia chleba na 2 godziny (tak, wiem, długo, jednak z całą pewnością właściwie). Po godzinie obróciłam chleb na drugą stronę i piekłam dalej. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Bo chleb nie tylko cudownie się upiekł, to jeszcze był przepyszny. W planach mam chleb na zakwasie i liczę na to, że będzie równie piękny i smaczny. 


No, ale trzeba było sprawdzić jak multicooker poradzi sobie z moimi ulubionymi pulpecikami z indyka po toskańsku w sosie pomidorowym. No i poradził sobie perfekcyjnie, bo nie musiałam stać i pilnować. 


Zrobiłam, wrzuciłam i wróciłam do kuchni po sygnale dźwiękowym, aby dokończyć danie. Jako, że upał na dworze niemiłosierni podałam pulpeciki z dodatkiem ugotowanego kalafiora, bez ziemniaków czy ryżu. 


Przy okazji przygotowywania pulpecików zostawiłam część mięsa, aby nadziać nim pierożki. Jako, że były z surowym mięsem wymagały nieco dłuższej obróbki cieplnej. Gdy woda się zagotowała wrzuciłam przygotowane pierogi, zamieszałam, zamknęłam pokrywę i całą w strachu czekałam. Wiadomo, pierogi nie powinny się gotować w szaleńczym tempie, a jedynie delikatnie pyrkać na granicy wrzenia. 


Nie mogłam sobie odpuścić i nie zajrzeć do środka. Okazało się, że pierogi tak właśnie się gotują – powoli i delikatnie. Wyszły pyszne, dobrze się ugotowały, a ciasto nie rozpadło. 



Z pewnością będę ten sprzęt używała często, bo jego zaletą jest to, że nie wytwarza zbyt wiele ciepła. Obudowa lekko się nagrzewa, a zawór pary od czasu do czasu wypuszcza jej niewielką ilość.
Misa z powłoką ceramiczną mnie zachwyciła, chlebek wypadł z niej od razu, nic nie przywarło. Jest wykonana z materiałów ekologicznych, a jej powłoka jest bardziej odporna na uszkodzenia niż np. powłoka teflonowa, choć oczywiście też wymaga ostrożności, nie można po niej skrobać widelcem. I co ważne, można misy używać nie tylko w multicookerze, ale również w piekarniku.
Model, który ja mam przyjemność testować nie posiada szczypiec do wyjmowania misy, ani koszyczka do smażenia w głęboki tłuszczu. I o ile szczypce do szczęścia mi nie potrzebne, bo misę wyjmuje się prosto i sprawnie przy użyciu kuchennych rękawic, to taki koszyczek byłby mile widziany. Co prawda smażenie w głębokim tłuszczu odbywa się u nas raczej rzadko, ale od czasu do czasu przygotowuję panierowanego kalafiora czy kurczaka w cieście i byłoby to duże ułatwienie.
Wszystkie modele Multicookerów Redmond możecie obejrzeć i porównać na TEJ stronie. Są tam również ceny poszczególnych modeli. Ilość programów też jest różna, więc można wybrać to, co będzie dostosowane do określonych potrzeb.
Model, który ja posiadam, czyli RMC – M20 kosztuje 299 zł, więc cena nie jest specjalnie wygórowana, a możliwości sprzętu naprawdę duże.
Mam nadzieje, że mulicooker będzie służył mi długo, bo gotowanie w nim to przyjemność.
Oprócz tego, co mnie udało się przygotować przez te kilka dni można w nim gotować zupy, piec, smażyć, gotować na parze, przygotowywać jogurty i desery, gotować kasze i ryże, dusić mięsa czy warzywa.
Multicooker posiada funkcję opóźnionego startu do 24 godzin, funkcję podtrzymywania temperatury i odgrzewania dań, a więc można sobie „ugotować obiad” w czasie, gdy wracamy z pracy do domu. Czas gotowania też nie jest ściśle związany z danym programem, można go modyfikować w zależności od potrzeb, w zakresie przewidzianym dla danego programu – a wszystko jest dokładnie opisane w instrukcji. 

Tyle na chwilę obecną mogę powiedzieć o tym sprzęcie, za jakiś czas pewnie wrócę do tego postu i napiszę jak się multicooker sprawuje.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Filet z kurczaka w papryce

Kolejna, bardzo prosta i szybka do przygotowania wędlina do chleba. Nie ma tu żadnej filozofii, nie potrzeba do jej przygotowania żadnych specjalnych urządzeń, jest dużo tańsza niż ta ze sklepu, a jednak zdrowsza i smaczniejsza. Tak przygotowane mięso wychodzi soczyste i smaczne, można je wykorzystać również jako dodatek do sałatek czy danie obiadowe.
Ja przygotowałam 3 filety, ale można użyć ich dowolną ilość, w zależności od potrzeb.
Na blogu jest już kilka domowych wędlin, np. szynka gotowana w czerwonym winie, pyszny pieczony filet z indyka, czy schab pieczony ze śliwkami i morelami.
 

Składniki:

3 duże filety z kurczaka
1 płaska łyżeczka soli
1 płaska łyżeczka świeżo mielonego czarnego pieprzu
2 łyżeczki słodkiej czerwonej papryki
szczypta chili
1 łyżeczka klarowanego masła albo 1 łyżka oleju
woda

Filety z kurczaka opłukać, osuszyć (np. papierowym ręcznikiem), obsypać przyprawami i dobrze natrzeć nimi mięso. Włożyć do szklanej miski, przykryć folią spożywczą i wstawić na 24 godziny do lodówki.
Na głębokiej patelni albo w rondlu rozgrzać  łyżeczkę klarowanego masła albo łyżkę oleju. Na rozgrzany tłuszcz włożyć mięso i obsmażyć na mocnym ogniu do ładnego zrumienienia. Podlać gorącą wodą ( ok ½ szklanki), przykryć i dusić 20 minut. Wyłączyć, zostawić na 20 minut w rondlu, a następnie wyciągnąć i zostawić do ostygnięcia. Przechowywać w lodówce. 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Radish